Aby zapisać się na listę naszego newslettera, prosimy podać swój adres email:

 

Wyszukiwarka e-Polityki :

 

Strona Główna  |  Praca  |  Reklama  |  Kontakt

 

   e-Polityka.pl / Artykuły - Kraj / Felietony / A ja na to: Jakby się nie odwrócić…               

dodaj do ulubionych | ustaw jako startową |  zarejestruj się  

  ..:: Polityka

  ..:: Inne

  ..:: Sonda

Czy jesteś zadowolony z rządów PO-PSL?


Tak

Średnio

Nie


  + wyniki

 

P - A - R - T - N - E - R - Z - Y

 



 
..:: Podobne Tematy
A ja na to: Jakby się nie odwrócić… 

16-11-2005

  Autor: Marcin Łuczyński

Chciejstwo, niby rzecz na pierwszy rzut oka popychająca człowieka do przodu, motor postępu i w ogóle, sieje straszne spustoszenie w przestrzeni politycznych wyborów Polaków. Niestety, nie jest to chęć w rodzaju „chcieć tyle, ile móc”, lecz raczej, w myśl znanej skądinąd zasady odnoszonej zwykle do kształtu ludzkiego charakteru i determinacji: „chcieć to móc”.

 

 

Taką filozofią Polacy przez bardzo wiele lat musieli się kierować, kształtując podle niej swoje charaktery, ponieważ zostali przymusem zanurzeni w systemie, który nie pozwalał w inny sposób przeżyć i demoralizację miał wpisaną w swą absurdalną skądinąd konstrukcję.

Szkopuł w tym, że ten rodzaj chciejstwa, którym ludzie nasiąkli jak te przysłowiowe skorupki, właściwie nie dotyczy rzeczy przykrych dla ducha czy ciała, lecz miłych, przyjemnych, wygodnych, słowem takich, na których w pierwszym odruchu każdy chętnie by położył łapę. A jak świat długi i szeroki, rzeczy te mają pod każdą szerokością geograficzną jeden feler: kosztują.

Jakby tego było mało, Polska to kraj ludzi stałych. Rok po roku w swej masie polski elektorat jest stały co do tego, czego by chciał. Życzy sobie mianowicie słyszeć od ludzi, którym ofiaruje władzę, że owo wspomniane chciejstwo jest jak najbardziej realne, „spoko, da się zrobić”. Wśród tej rzeszy są ludzie, którzy mają stałą chęć na nieco wyższym szczeblu – mianowicie od lat, niezmiennie chcą być u władzy.

Skutek istnienia takiego tygla jest fatalny. Polska wygląda tak, a nie inaczej nie tylko wskutek spisków, układów, afer, usilnych starań państw ościennych (które się koniec końców bezwzględnie kierują swoją racją stanu) itd., lecz przede wszystkim dlatego, że ma mieszankę takich właśnie dwóch grup w swoich granicach. Politycy nie mają innej możliwości bycia stałymi w swej chęci rządzenia inaczej niż poprzez postępowanie, którego elektorat od nich wymaga – eskalację obietnic (o których wiadomo już „na wejściu”, że są niespełnialne) i swoiste na nie licytacje. Jak kto chce do władzy, musi obiecać. Jak obieca i jest u władzy, zwykle potem musi się albo wyłgać, albo obietnice zrealizować, tylko pogarszając sytuację, rzecz jasna (bo, jako się rzekło, chciejstwo kosztuje). Niestety, jakby się nie odwrócić, z tyłu jest zawsze… i nie chce być gdzie indziej. Anatomia, jak ekonomia, jest bezwzględna.

Wredni, podstępni, pazerni i niesłowni politycy, którzy wiele obiecują, a potem nie spełniają obietnic – brzmi znajomo? A wziąłbyś i pozwolił choć raz, elektoracie kochany, przejąć władzę w państwie politykowi, który ci powie, że zlikwiduje podatek dochodowy, ale nie ma mowy o skupach interwencyjnych; że ściągnie akcyzę z paliwa, ale wcześniej solidnie przetrzebi rozmaitych czterdziestoletnich „rencistów”, a KRUS to w ogóle rozpędzi na cztery wiatry. Dałbyś choć raz do steru kogoś, kto obniży VAT, ale nie będzie chciał słyszeć o jakichkolwiek dopłatach do przewozów regionalnych (które rok rocznie idą jak w studnię bez dna i nikt nawet nie ukrywa, że za rok znowu będą potrzebne – tyle że wyższe); kogoś, kto górników naparzających kamieniami w Sejm i rozwalających pół ulicy z przyległościami każe bez żadnego wahania wsadzać do więzienia jak zwyczajnych chuliganów, a na sam koniec „uwali” ustawę. o którą się dopominali, nawet jeśli była słuszna – dla samej zasady, że państwo nie będzie uchwalać prawa w rytm bandyckich ekscesów. Zamiast raz za razem powtarzać: „krokodyla daj mi luby”, zażądałbyś wreszcie czegoś sensownego. Jeśli nie dla Polski, dla dobra dzieci, którym przyjdzie tu żyć po tobie, dla racji stanu – to przynajmniej z ciekawości. Dla jaj.

***

Wziąwszy powyższe pod należytą rozwagę, owo coś na kształt zarzutów kierowanych triumfalnym tonem przez antypisowskie media wobec partii rządzącej, że się biedaczka wycofuje z obietnic przedwyborczych (jak choćby z niesławnych już trzech milionów mieszkań) – jest niesmaczne. Ktoś by wolał, żeby te nadmuchane „cacanki” spełnili? Mam nadzieję, że po tym, co napisałem powyżej, na tak zadane pytanie nie padnie, sztampowa skądinąd, odpowiedź: „to po co tyle obiecywali?”. Bo mi ręce opadną.

Można na politykach wieszać różne psy i sam chętnie to robię (przymus związany z księżycowymi wymaganiami elektoratu to jedno, a że jest wśród naszych władców cała masa idiotów i cwaniaków, to swoją drogą), ale w tym wypadku można by choć na moment odłożyć polityczne antypatie na bok i „obrazić się” na elektorat. Ale nie za to, że nie wybrał PO, która „przecież miała wygrać”, i nie za to, że obstawiono PiS, które bezczelnie przelicytowało konkurenta (i jeszcze zdobyło prezydencki przyczółek), lecz za co innego. Politycy, jacy by nie byli, dostosują się do wymogów, bo takie są reguły politycznego rynku: spadnie popyt na puste obietnice, a wzrośnie na sensowne rzeczy – to się znajdzie ktoś, kto będzie chciał je zrobić (i bez żadnego żalu porzuci swój ideowy sztandar, proszę nie mieć żadnych co do tego złudzeń). Ale chcieć tego musi ten, kto wrzuca kartkę i odpowiada w sondażach (będących dla partii wyrocznią i kompasem).

I o to trzeba mieć prawdziwe pretensje – ten ktoś z kartką od wielu już lat wciąż tego nie chce. Jakby się nie odwrócić…

 

  drukuj   prześlij na email

  powrót   w górę

Tego artykułu jeszcze nie skomentowano

Copyright by (C) 2007 by e-Polityka.pl - Biznes - Firma - Polityka. Wszelkie Prawa Zastrzeżone.

Kontakt  |  Reklama  |  Mapa Serwisu  |  Polityka Prywatności  |  O nas


e-Polityka.pl