Na istniejącej granicy ukraińsko-rosyjskiej pojawił się sprzęt ciężki, aby wykopać rów oddzielający oba państwa. Z taką inicjatywą wystąpiły służba graniczna i Służba Bezpieczeństwa Ukrainy. Oficjalnie w celu powstrzymania procederu nielegalnej kontrabandy, gdyż poprzez nieszczelną, liczącą ponad 2 tys. km, granicę na Ukrainę trafia nawet 90 % produktów pochodzących z przemytu. Inwestycja rozciągnie się od trójstyku granic Białorusi, Ukrainy i Rosji aż do Morza Azowskiego. Pierwszy odcinek już powstał.
Nie jest też tajemnicą, że nowe władze w Kijowie przychylniej spoglądają w kierunku Zachodu niż w stronę dawnej matki Rosji. Nikt chyba więc nie wątpi, że rów rozdzielający oba państwa ma też znaczenie polityczne. Dotąd Rosja nie posiada takiej granicy z żadnym ze swoich pozostałych trzynastu sąsiadów. Co prawda podobne plany pojawiły się na Kremlu w stosunku do Czeczenii pod koniec lat ’90, ale w 1999 r. ostatecznie zwyciężyło tam rozwiązanie siłowe.
Pomimo podpisanego w styczniu 2003 r. porozumienia przez prezydentów Leonida Kuczmę i Władimira Putina, dotyczącego zatwierdzenia przebiegu granicy pomiędzy obu państwami, do dnia dzisiejszego Ukraina nie ma uregulowanej granicy z Rosją. Chodzi właściwie o niewielki odcinek na Morzu Azowskim. W kilka miesięcy po podpisaniu powyżej wymienionego porozumienia Rosjanie postanowili (zresztą po raz kolejny w historii) wydać walkę przyrodzie i rozpoczęli budowę ziemnego nasypu, który połączyłby stały ląd, z powstałą w wyniku naturalnej działalności morza, wysepką Tuzla w Cieśninie Kerczeńskiej, uznając ją za niewielki półwysep, gdyż zgodnie z zawartym układem wyspa musiałaby przynależeć do Ukrainy. Doszło do ostrego napięcia na linii Kijów – Moskwa, grożącego nawet zerwaniem stosunków dyplomatycznych. Ostatecznie budowę przerwano, ale kwestia sporna nadal nie została wyjaśniona. A przypominający nam filmowy spór o miedzę na trzy palce niesie za sobą skutki ekonomiczne, gdyż rosyjskie statki płynące na Krym muszą omijać Tuzlę i w ten sposób zobowiązane są do opłat za poruszanie się po wodach terytorialnych Ukrainy.
Wydawać by się mogło, że granica lądowa nie wywoła takich problemów, szczególnie że rów przebiegać będzie dokładnie po ustalonej i zaakceptowanej wcześniej linii. Decyzja ukraińskich władz nie wzbudziła jednak entuzjazmu niektórych partii politycznych, liczących na odbudowę dawnego Związku Radzieckiego, a także wśród mieszkańców strefy przygranicznej, zajmujących się na pół legalnym biznesem, przypominającym swymi znamionami przemyt. Dotąd przekraczali granicę z sąsiednim państwem kilka razy dziennie (oczywiście za cichym przyzwoleniem służ granicznych), zarabiając w ten sposób na utrzymanie i narażając skarb państwa na straty. Ale ciekawostką pozostaje sam sposób wytyczenia przebiegu granicy, która często doprowadziła do podziału jednej wsi na dwie części należące do dwóch różnych państw. Zastanawiające jest czy rów zostanie też wykopany przez środek zakładu fryzjerskiego w sławnej na Ukrainie wsi Mełowe-Czertkowe w województwie (obłasti) ługańskim, bo wlaśnie tamtędy obecnie przebiega granica (po jednej stronie klienci płacą rublami rosyjskimi, a po drugiej ukraińsimi hrywnami). Właściwie – dla budowniczych muru berlińskiego takie problemy nie stanowiły istotnego problemu.
Włoski parlament przyjął w tym tygodniu najpoważniejsze od kilkudziesięciu lat zmiany w konstytucji. Jednym z najważniejszych punktów jest rozszerzenie samodzielności regionów. Więcej na ten temat w artykule włoskiej korespondentki e-Polityki.pl , Katarzyny Dobrowolskiej. Już jutro w Artykułach-Świat!