Aby zapisać się na listę naszego newslettera, prosimy podać swój adres email:

 

Wyszukiwarka e-Polityki :

 

Strona Główna  |  Praca  |  Reklama  |  Kontakt

 

   e-Polityka.pl / Artykuły - Kraj / Blokada dobra na wszystko               

dodaj do ulubionych | ustaw jako startową |  zarejestruj się  

  ..:: Polityka

  ..:: Inne

  ..:: Sonda

Czy jesteś zadowolony z rządów PO-PSL?


Tak

Średnio

Nie


  + wyniki

 

P - A - R - T - N - E - R - Z - Y

 



 
..:: Podobne Tematy
Blokada dobra na wszystko 

02-08-2003

  Autor: Aleksander Wojtala

Wyobraźmy sobie taką sytuację: Portugalia, lato 2004 roku, za chwilę ma się rozpocząć inauguracyjny mecz mistrzostw Europy w piłce nożnej. Ma się rozpocząć, lecz się nie rozpocznie, ponieważ kilkudziesięciu piłkarzy z Polski właśnie zablokowało wejście na stadion, rozwinąwszy szeroki transparent i wykrzykując wojowniczo brzmiące slogany. W tym samym czasie grupa najbardziej fanatycznych kibiców z naszego kraju urządziła pikietę pod siedzibą UEFA obrzucając ją jajkami i paląc stare piłki; przebąkuje się nawet o możliwości rozpoczęcia głodówki, gdyby nie zostały spełnione ich postulaty. A domagają się oczywiście umożliwienia polskiej reprezentacji startu w turnieju, która to sztuka nigdy się jeszcze nie udała, powodując wyjątkowo wysoki poziom frustracji zakochanej w futbolu części społeczeństwa, o zawodnikach nie wspominając. Przedstawiciele protestujących twierdzą, że udział w mistrzostwach Polsce się należy, ponieważ jest równoprawnym członkiem europejskiej federacji, a to że nigdy nie zdołała wywalczyć sobie startu w drodze eliminacji nie ma najmniejszego znaczenia, bo przecież nie można mniej uzdolnionej drużyny stawiać na z góry straconej pozycji. Zresztą Polacy wcale nie są mniej uzdolnieni, tylko mają gorszą infrastrukturę, a brak środków uniemożliwia jej rozbudowę, przez co nasi piłkarze mają mniejsze możliwości właściwego przygotowania się do rywalizacji z bogatszymi przeciwnikami. Kibice dodają do tego, że z powodu braku sukcesów ich idoli nie mogą normalnie żyć i pracować, gdyż popadają w depresję, zaś zawodnicy argumentują, iż nie mogąc startować w mistrzostwach nie mają możliwości pokazania się menedżerom zachodnich klubów, czyli automatycznie skazani są na grę w gorszych drużynach, no i oczywiście – na gorsze zarobki. Po kilku dniach opierania się, władze UEFA postanowiły w końcu przystąpić do rozmów, ciężkie i długie negocjacje, w trakcie których Polacy kilkakrotnie grozili ponownym “wjściem na stadiony”, a nawet zaostrzeniem form protestu, zakończyły się w końcu pełnym sukcesem przedstawicieli protestujących. Polska zyskała prawo startu w turnieju, a nawet zagwarantowano jej – niezależnie od wyników rozgrywanych meczów – dotarcie do półfinału. Co więcej, działając w imieniu wszystkich państw słabszych piłkarsko, wywalczono zmianę w regulaminie rozgrywania mistrzostw, zgodnie z którą w każdym turnieju zagwarantowane miejsce będą miały przynajmniej dwa państwa zajmujące w rankingach miejsce poniżej trzydziestego (do udziału w mistrzostwach w Portugalii oprócz Polski zaproszono jeszcze Luksemburg).

 

 

Z triumfalnie wzniesionymi rękami polscy reprezentanci oznajmili po zakończeniu rozmów: sprawiedliwości stało się zadość!

Absurd – pomyśli każdy, kto przeczyta powyższą fantazję. I będzie miał, rzecz jasna, rację. Tyczasem bynajmniej w taki sposób nie traktuje się sytuacji, które mają miejsce w naszym kraju, ostatnio niemal codziennie. Blokowanie wszystkiego wokół przez przedstawicieli grup zawodowych funkcjonujących w tych dziedzinach gospodarki, które zazwyczaj pozostają pod względem organizacji w głębokim socjalizmie, stało się najskuteczniejszą formą szantażu wobec władzy politycznej, a nawet szerzej – całego społeczeństwa, umożliwiającą spełnienie najbardziej nawet bezsensownych postulatów. Skutkiem jest pogłębianie się anarchizacji życia publicznego, i coraz większe osłabienie państwa, i tak już niemal niewydolnego. Państwo, zgodnie z teorią posiadające monopol na stosowanie przemocy na podległym sobie terytorium, samo takiej przemocy ulega, staje się niezdolne do wypełniania swoich funkcji i zwyczajnie traci wewnętrzną suwerenność. Tymczasem demokratycznie wybrana władza cieszy się na chwilę kupionym “spokojem społecznym”, chwali się swoją “społeczną wrażliwością” i dążeniem do “społecznej sprawiedliwości”. Wszystko to być może pomaga w zapewnieniu sobie wyborczych głosów roszczeniowo nastawionej częsci społeczeństwa, ale jest działaniem wyjątkowo krótkowzrocznym. Uleganie postulatom krzykaczy skutkuje wyłącznie stale zwiększającą się liczbą tychże, coraz powszechniejsza staje się bowiem opinia, iż właśnie blokady i protesty są najbardziej efektywną metodą na to, by coś sobie wywalczyć. Umacnia się również przekonanie, że pozostawać na garnuszku państwa to najlepszy sposób na pewną pracę i niewielki wysiłek – w razie kłopotów państwo zawsze pomoże, niekoniecznie dobrowolnie. Degeneracji ulega więc nie tylko świadomość społeczna i stosunek ludzi do państwa, ale także system gospodarczy. Coraz mniej liczna jest grupa przedsiębiorców chętnych pracować w warunkach wolnej konkurencji, a drakońskie obciążenia fiskalne (państwo skądś musi brać środki na wypełnienie zobowiązań wobec roszczeniowców) dobijają tych którzy jeszcze się na to decydują. Tym samym państwo dokonuje systematycznej autodestrukcji, przy czynnym udziale grup społecznych, które wprawdzie bardzo głośno krytykują polityków za próby zawłaszczania państwa i wykorzystywania go do swoich partykularnych interesów, same jednak postępują dokładnie według tej samej logiki, choć przy wykorzystaniu odmiennych metod.

Uczestnicy strajków, blokad, pikiet, głodówek i wszelkich innych form szantażu wobec państwa zazwyczaj domagają się z jego strony podjęcia dokładnie takich działań, jakie wywołały ich kłopoty. Tłumaczyć zwykli się determinacją oraz chęcią wywalczenia swoich “praw” – do pracy i godności. Czasem nawet nie starają się szukać dla swoich żadań jakichkolwiek uzasadnień ekonomicznych, a nawet, jak uczynił to pewien przedstawiciel górniczych związków zawodowych na łamach jednej z lokalnych śląskich gazet, otwarcie przyznają, że wykonywana przez nich praca, której z taką zaciekłością bronią, jest tak naprawdę warta dokładnie tyle, co przelewanie z pustego w próżne. Trudno przewidzieć czy jest to przejaw dostrzegania nonsensu całej sytuacji, czy też po prostu zwykła arogancja, ale wszelkie tego typu świadectwa, jak również stosowane metody walki o swoje interesy, przypominające coś z pogranicza żebractwa i rozboju, każą sądzić, iż mamy do czynienia z dość nowatorskim rozumieniem pojęcia godności.

Autor: Piotr Romaniuk



 

  drukuj   prześlij na email

  powrót   w górę

Tego artykułu jeszcze nie skomentowano

Copyright by (C) 2007 by e-Polityka.pl - Biznes - Firma - Polityka. Wszelkie Prawa Zastrzeżone.

Kontakt  |  Reklama  |  Mapa Serwisu  |  Polityka Prywatności  |  O nas


e-Polityka.pl