Aby zapisać się na listę naszego newslettera, prosimy podać swój adres email:

 

Wyszukiwarka e-Polityki :

 

Strona Główna  |  Praca  |  Reklama  |  Kontakt

 

   e-Polityka.pl / Artykuły - Kraj / Ogólne / Ustrój a sprawa polska               

dodaj do ulubionych | ustaw jako startową |  zarejestruj się  

  ..:: Polityka

  ..:: Inne

  ..:: Sonda

Czy jesteś zadowolony z rządów PO-PSL?


Tak

Średnio

Nie


  + wyniki

 

P - A - R - T - N - E - R - Z - Y

 



 
..:: Podobne Tematy
Ustrój a sprawa polska 

27-11-2005

  Autor: Tomasz Sonntag

W różnych środowiskach publicystycznych często spotyka się przeciwstawne przekonania, że konkretny ustrój polityczny, np. demokracja, ma tak przemożny, dobry lub zły wpływ na jakość życia w państwie, iż zaprowadzenie go staje się warunkiem sine qua non wystąpienia powszechnej sprawiedliwości i dobrobytu lub też przyczyną wszelkiego zła. Twierdzi się, jakoby  system wartości, stojący u podstaw danej formy ustrojowej, był powodem aktualnych sukcesów lub nieszczęść kraju, w którym panuje. Choć wpływowi takiemu trudno zaprzeczyć, to wydaje się, że poglądy uzależniające pomyślność kraju od istnienia w nim wyłącznie jakiegoś konkretnego ustroju wydają się zasadniczo przesadzone.

 

 

W artykule niniejszym pragnę ukazać ten temat na szerszym historyczno-ideowym tle, co pozwoli dostrzec realną zależność pomiędzy ustrojem politycznym, a człowiekiem żyjącym w społeczności państwowej.

Jestem przekonany, że warto to uczynić choćby po to, by przypomnieć klasyczne, a dziś zapomniane, pojmowanie i rozróżnianie ustrojów politycznych, i na tym tle wskazać na cechy ustroju państwowego prawdziwie godnego człowieka. Współcześnie, tzn. od czasów rewolucji francuskiej, dzieli się ustroje społeczne generalnie na demokrację i tyranię, co jest podziałem uproszczonym, opartym na podstawach ideologicznych i niezgodnym z rzeczywistością. W związku z tym prześledźmy krótko, jak te sprawy widziano w tradycji zachodnioeuropejskiej myśli politycznej.

Klasycznymi w tej kwestii są rozwiązania Arystotelesa, starożytnego, ale do dziś w bardzo wielu kwestiach aktualnego filozofa i mędrca; człowieka, który opanował całość sobie współczesnej wiedzy naukowej. Jego „Polityka”, przed napisaniem której miał on przeanalizować ponad 100 różnych ustrojów politycznych ówczesnej Grecji oraz krajów ościennych, jest modelową pozycją w tej materii. Z dogłębnych analiz Arystotelesa wyłonił się podział ustrojów społecznych na sześć typów. Podział ten tradycja europejskiej myśli politycznej uznała i podtrzymywała przez wieki. W swej istocie jest on aktualny do dziś.

Z owych sześciu typów ustrojów, trzy określano jako zdrowe, a trzy pozostałe jako zwyrodniałe. Kryterium oceny było rozumienie człowieka i jego natury, a nie apriorycznie przyjmowane wizje ideologiczne, jak to miało miejsce w przypadku systemów pooświeceniowych. Do ustrojów dobrych zalicza Arystoteles: monarchię, arystokrację i politeję; do zdegenerowanych, odpowiednio: tyranię, oligarchię i demokrację (ochlokrację).

Z monarchią (z gr. monos – jeden) mamy do czynienia wtedy, gdy jeden rządzi dla dobra wszystkich. Monarcha powinien gwarantować poszanowanie prawa i godności poddanych; powinien także wyróżniać się postawą moralną, rozumem i innymi cechami obywatelskimi, które pozwoliłyby przewodzić społeczności głównie poprzez osobisty przykład. Utrwala to autorytet państwa. Taki monarcha byłby ostoją rządów rozsądnych i sprawiedliwych.

Z tyranią spotkamy się wtedy, gdy monarcha drogą degradacji lub nadużyć władzy, zaczyna rządzić dla pożytku jedynie własnego. Celem tyrana staje się głównie troska o osobisty majątek. Taka forma rządów kończy się pogwałceniem obowiązującego prawa, jak i praw natury. Narusza interesy jednostek i całej społeczności. Prowadzi w konsekwencji do niczym nieograniczonej i despotycznej władzy.

Arystokracja (z gr. aristoi – szlachetni) występuje wówczas, gdy rządy należą do grupy wybitnych obywateli wyróżniających się urodzeniem, majątkiem, wykształceniem i cnotami obywatelskimi. Cnoty moralne są jednak zdecydowanie ważniejsze od spraw majątkowych. Cechują się oni chęcią służenia społeczności i gotowością do służby publicznej.

Przeciwieństwem arystokracji jest oligarchia (z gr. oligarchos – niewielu), czyli taka forma rządów, w której warstwa przewodząca ma na celu jedynie bogacenie siebie, a wszelkie działania publiczne przyporządkowane są korzyści własnej. Prowadzi to do braku harmonii, rozwagi i niestałości rządów, gdyż poprzez swą niegodziwość oligarchowie prowokują do zamachów i prób zmiany tego porządku zarówno przez warstwy wyzyskiwane, jak i poprzez walki pomiędzy samymi oligarchami. Taki ustrój generuje zatem wiele niebezpieczeństw dla życia społecznego i nie gwarantuje ładu i bezpieczeństwa.

Inny typ niebezpieczeństwa społecznego przedstawiać będzie demokracja (z gr. demos – lud) lub ochlokracja (z gr. ochlos – tłum, motłoch). W tej formie rządów władza należy do ludu, lecz sprawowana jest wyłącznie w jego interesie. Interes ten rozumiany jest jednak jako doraźne uzyskanie korzyści i brak tu rozumnego namysłu nad prawdziwymi celami życia społecznego. Lud zatem okazuje się być niezdolnym do prowadzenia perspektywicznej i długofalowej polityki. Często też, w imię tymczasowych korzyści, dochodzi do łamania prawa i anarchii. Stan taki bez skrupułów wykorzystują demagodzy najczęściej przekształcając demokrację w tyranię.

Najbardziej właściwą formą rządów, wedle Arystotelesa, okazuje się być politeja. Jest to ustrój oparty na dominacji stanu średniego przy równowadze ludu i warstw bogatych. Dominować w nim powinna cnota obywatelska i służba wzajemna. Ustrój ten gwarantuje stabilizację rządów i poszanowanie prawa. Daje równość wobec prawa, równy dostęp do rządów oraz wolność. Gwarantuje więc sprawiedliwość i możliwość zabiegania o dobro i rozwój przez każdego obywatela. Arystoteles ukazuje ten ustrój jako najbardziej zgodny z naturą człowieka – ustrój będący kwintesencją najlepszych cech tych wszystkich form ustrojowych, których celem zasadniczym jest szczęście obywateli.

W jakim celu za Arystotelesem prześledziliśmy wszystkie te typy ustrojów? Zrobiliśmy to, by dostrzec wyraźnie kryterium ich podziału i zrozumieć, iż mianem zdrowego określano zawsze taki ustrój, którego celem było wspólne dobro wszystkich obywateli. Gdy zaś celem ustroju był pożytek jednostki, grupy, czy nawet większości, to wówczas taki ustrój określano mianem zwyrodniałego. Z tego punktu widzenia nie istnieje idealny ustrój państwowy. Staje się on kategorią historyczną zależną od okoliczności i można go, jako narzędzie służące człowiekowi, zmieniać i doskonalić. Tylko ustrój realizujący dobro wspólne człowieka będzie zawsze ustrojem dobrym.
Czym jest dobro wspólne? Mówiąc najprościej – jest nim każdy konkretny człowiek! Dobro wspólne w działaniu wyrażać się będzie zawsze w tym samym: umożliwiać człowiekowi pełnię rozwoju intelektualnego, moralnego i twórczego. Centralną rolę w tym dziele odgrywa rozum, aktywnie czytający aktualne potrzeby i zagrożenia publiczne. Tylko każdy konkretny człowiek, dokonujący stale twórczych wysiłków na polu publicznym i nadto życzliwy dla osób drugich, jest gwarantem ustroju sprawiedliwego, służącego swym obywatelom.

Arystoteles zauważył, że dla dobra człowieka żyjącego w państwie najlepsze jest połączenie najlepszych cech najlepszych ustrojów (wyrażające się ostatecznie zawsze w służbie dla drugich); tak i my zauważmy, iż współcześnie nasza Ojczyzna składa się niemalże wyłącznie z połączenia najgorszych cech najgorszych politycznych ustrojów! Królują w niej nadużycia władzy, prywata, warcholstwo, dbałość jedynie o własny interes bez oglądania się na wspólny pożytek.

Warto zatem, by każdy z nas, w miarę – lub, by lepiej się wyrazić – na miarę swych możliwości, dokładał starań, by pomnażać tę jaśniejszą stronę międzyludzkiego współżycia w państwie, przejawiającą się między innymi w dbałości o gruntowne rozumienie spraw publicznych, o dobre obyczaje, o proporcjonalny dla każdego dobrobyt (zależny od wkładu pracy). Tylko wtedy państwo, w jakim żyjemy, będzie naszym dobrem wspólnym, a panujący  w nim ustrój, będzie ustrojem przez nas akceptowanym. Państwo tak ukonstytuowane i rządzone będzie adekwatnym tworem dla natury człowieka. Będzie, jak wskazywała filozoficzna i polityczna tradycja, ordo boni ac recti, czyli porządkiem „dobra i słuszności”.

Gdyby ktoś uważał, że konkluzje tu zawarte są tak oczywiste, że wręcz banalne, niech zapuści wzrok w dowolny kąt naszej Rzeczypospolitej. Ujrzy tam, jak bardzo „banalne” czynienie dobra jest nam teraz potrzebne.

 

  drukuj   prześlij na email

  powrót   w górę

Tego artykułu jeszcze nie skomentowano

Copyright by (C) 2007 by e-Polityka.pl - Biznes - Firma - Polityka. Wszelkie Prawa Zastrzeżone.

Kontakt  |  Reklama  |  Mapa Serwisu  |  Polityka Prywatności  |  O nas


e-Polityka.pl