Róża Thun: Każdy z nas jest częścią Unii

18-12-2005

Autor: Róża Thun

Ostatni tydzień minął pod znakiem gorączkowych negocjacji w sprawie budżetu Unii Europejskiej. Choć ostatecznie państwo członkowskim udało się dojść do kompromisu, warto przy tej okazji postawić kilka pytań o przyszłość UE. Gościem e-Polityki.pl była Róża Thun, szefowa Przedstawicielstwa Komisji Europejskiej w Polsce i była prezes Polskiej Fundacji im. Roberta Schumana.


e-Polityka.pl: Spotykamy się w momencie dość szczególnym, kiedy dyskusję na forum europejskim zdominowała dyskusja budżetowa. Tony Blair, premier Wielkiej Brytanii, której prezydencja w Unii niebawem się kończy, nazywany jest dość humorystycznie przeciwieństwem Robin Hooda – oddaje bogatym, zabierając biednym. Czy myśli Pani, że taka tendencja, przełamywania solidarności nie tylko ekonomicznej, ale i politycznej w Unii się utrzyma?

Róża Thun: Zawsze tak było, że różne kraje bardziej dbały o interes swój, niż wspólnotowy. To nic nowego. Teraz chodzi o dłuższą perspektywę budżetową, a co za tym idzie, o większe pieniądze. To nie jest nawet przełamywanie solidarności, dlatego, że instytucje wspólnotowe proponują solidarnościowe rozwiązania. Solidarność jest w tych instytucjach, które wyrażają wolę całej Unii Europejskiej. Poszczególne państwa patrzą nie tylko na własną kieszeń, ale i na elektorat. Można to postrzegać w kategoriach zachowania finansowo – politycznego.

Nierozerwalnie z solidarnością związana jest kwestia podziałów. Czy Europa, w perspektywie kolejnych rozszerzeń, zawsze będzie podzielona według klucza my-oni? Zawsze będzie to Europa dwóch, trzech, a może większej liczby prędkości?

Nie jestem pewna, czy ten podział jest obecnie tak czarno – biały.  Czym jest właściwie dziś pierwsza prędkość? Czy należy ją łączyć z datą przystąpienia kraju do Unii, z poziomem PKB? Coraz bardziej będzie się zamazywać podział na bogatszych i biedniejszych. Doświadczenie wspólnego funkcjonowania w Unii Europejskiej, jej umiejętność negocjowania, debatowania, szukania kompromisów na pewno będzie postępować. Już postępuje, co widać w ostatnich latach. Ostatni rok pokazuje, również na przykładzie Polski, że te zdolności wzrastają. Dziś podziały na różne prędkości nie są szczególnie zauważalne, formalnie wcale nie istnieją. Uważam, że zdecydowanie szybciej mogą się zmniejszyć niż powiększyć.

Kompromisowo za to z całą pewnością nie zachowali się Francuzi i Holendrzy, odrzucając Traktat zwany Konstytucją dla Europy. Jeśli rozmawiamy o europejskiej przyszłości, to dokument ten wydaje się być jednym z jej ważniejszych elementów. Jakie perspektywy przed nim stoją?

Nie można powiedzieć, że Holendrzy czy Francuzi nie zachowali się kompromisowo. Niewiele ponad połowa Francuzów odrzuciła Traktat. Nie mamy pewności, co stałoby się dzisiaj – gdy emocje opadły, musiano by zastanowić się i głosować rzeczywiście za lub przeciw treści dokumentu, a nie wobec kwestii, wokół których toczyła się wówczas francuska debata. Znaczna część Francuzów do teraz cierpi, ponieważ to właśnie oni – kraj założycielski – odrzucili Traktat. Dlatego też nie poddaję się tendencji, by ich krytykować, choć żałuję, że Traktat jest obecnie w zawieszeniu. Podobnie rzecz ma się w przypadku Holandii – część narodu myśli w określony sposób, druga inaczej. Dopóki będziemy patrzeć na Europę przez pryzmat interesów poszczególnych krajów, tak długo przeżywać będziemy narodowe debaty, w których powiemy o „tych” Francuzach czy Holendrach. Podziały w Europie, choćby w stosunku do Traktatu Konstytucyjnego, przebiegają nie wzdłuż granic, a poprzez społeczeństwa. We wszystkich krajach, w Polsce także, społeczności podzielone są wobec decyzji, również europejskich. Z pewnością tylko część polskiego społeczeństwa chciałaby przyjąć Traktat. W świetle takich dylematów dobra jest europejska debata, która właśnie się toczy – jak sobie wyobrażamy przyszłość: ze wspólnymi politykami Unii, z Traktatem, czy bez. Dyskusję nad tym, jaką Europę chcielibyśmy mieć na przyszłość, są chyba najciekawsze w Unii. Im są bardziej międzynarodowe, tym lepiej. Polak może znaleźć na przykład Francuza, która podobnie jak on patrzy na perspektywy Europy, choć zdecydowanie bliższy mu kolega ze szkolnej ławki, ma zupełnie inne poglądy. Niektóre tematy są bardziej ponadnarodowe, inne mniej, ale interesujący jest sam proces kreowania debaty o przyszłości.

Pojawiają się głosy, że zakwestionowanie Traktatu przez Francję, uważaną przez wielu za ojczyznę dzisiejszej Wspólnoty, było nie tyle odrzuceniem samego dokumentu, co idei na których opiera się Unia Europejska. Czy było tak rzeczywiście?

Myślę, że nie. Odrzucenie Traktatu przez Francuzów było odpowiedzią na to, co dzieje się w ich kraju. Był to rodzaj dyskusji z własnym prezydentem. Co więcej, mogła to być również odpowiedź na rozszerzenie, czego nie widać z perspektywy Polski, która stosunkowo niedawno wstąpiła do Unii. Wydaje się, że niebagatelny wpływ na decyzję niektórych Francuzów miał również fakt, iż oto nagle trzeba było otworzyć granice, podzielić się suwerennością z krajami, których do końca się nie zna. Dodatkowo obywatele francuscy nie zostali zapytani w referendum o to, czy chcą przyjąć nowe kraje członkowskie. Poprzez brak zgody na Traktat, Francja dała wyraz temu, że tak naprawdę obawia się tych wszystkich konsekwencji, a może i szybkości działań. Jest to zarazem duże wyzwanie dla obywateli nowych krajów członkowskich, by oswajać mieszkańców „starej Unii” ze sobą.  Polska dała temu dobry przykład prezentując zabawny plakat z rodzimym hydraulikiem – nie było żadnego obrażania się, agresji. Był to humorystyczny element oswajania się nawzajem, o którym mówimy.

Był to plakat przygotowany na zamówienie przedstawicielstwa Polskiej Organizacji Turystycznej we Francji, które obliczyło, że aż o 40% - w porównaniu z latami ubiegłymi – wzrosło zainteresowanie wyjazdami do Polski.

Dane te doskonale pokazują jak łatwe może być oswajanie ludzi ze sobą. Prawdopodobnie ci ludzie, którzy przyjechali do Polski, dziś nie głosowaliby już przeciw Traktatowi Konstytucyjnemu.

Na właściwe oswojenie potrzeba chyba jeszcze więcej czasu. Czy obecnie, po niedawnym powiększeniu Unii o 10 państw, dalsze rozszerzanie Unii jest kwestią, którą należy podejmować?

Decyzja o rozszerzeniu o dwa kolejne państwa już zapadła. Toczą się przygotowania do najbliższego rozszerzenia – zarówno ze strony Unii, jak i ze strony przyszłych krajów członkowskich. Unia, jak mówił niedawno profesor Rotfeld, nie jest instytucją ekskluzywną, a inkluzywną i nie odgranicza się murem od przyszłych członków, a zostawia drzwi otwarte, które można było do tej pory przekroczyć po spełnieniu określonych warunków. W tym także objawia się bogactwo Unii: w normach prawnych, w acquis communitaire i w otwartości na innych. W momencie, gdy Unia będzie coraz silniejsza, zaistnieje możliwość szerszego otwarcia się na innych. To samo dotyczy jednostek. Silny człowiek, świadomy własnej tożsamości, odkrywa się bardziej. Zamykanie się na innych wynika na ogół z wielu obaw, wypływających z kolei przede wszystkim ze słabości. Rozmowy z kolejnymi kandydatami są w toku. Słusznie, że nie decydujemy o przyszłości za następne pokolenia – koniecznie się rozszerzać czy też absolutnie tego nie robić. Możliwości są otwarte, żadna klamka jeszcze nie zapadła.

Unia nie potrzebuje więc konkretnej daty powiększenia o kolejne kraje, poza Bułgarią i Rumunią, co już zostało zdecydowane, a budowania wewnętrznej siły, by bezboleśnie przejść przez ewentualne rozszerzenia.

Słuszne wydaje się to, że nie stawiamy określonej daty. Wszystko zależy od państw na zewnątrz Unii i od samej Unii oczywiście. Okaże się, kiedy to nastąpi. Ważne jest, by nie mówić „nie” i pozostawać w dobrych kontaktach z krajami zainteresowanymi członkostwem. Jest wiele możliwości rozwijania bliższej współpracy, dostosowywania do unijnych norm, jak również pomocy tym krajom w adaptacji. Wiele zależy od tego, jak rozwijać się będzie polityka europejska i światowa. Najgorszym krokiem byłoby jednak zamknięcie się na innych, ponieważ obrazuje ono słabość.

Jakie zadania stawia sobie Reprezentacja Komisji Europejskiej w Polsce, aby oswajanie Polaków z Unią, jej strukturami i innymi krajami członkowskimi przebiegało jeszcze efektywniej?

Reprezentacja nie może sama stawiać sobie zadań, gdyż one są nam już postawione. Są one zorientowane dwukierunkowo. Po pierwsze, mamy pomagać Komisji – jako jej część – w bliższym kontakcie z krajami członkowskimi. Regularnie informujemy Komisję o tym, co dzieje się w mediach  Codziennie wysyłamy raporty prasowe w języku angielskim, na podstawie tego, co znajduje się na czołówkach polskich gazet. Sugerujemy w ten sposób komisarzom lub ich rzecznikom możliwość odpowiedzi na konkretne problemy. Z drugiej strony musimy reprezentować Komisję wobec polskich mediów, wyjaśniając jak i czy Unia zareaguje na określoną kwestię. Ułatwiamy też procesy kontaktów pomiędzy urzędnikami polskimi a unijnymi i na odwrót. Poza tym powinniśmy dopilnować, aby polskie społeczeństwo wiedziało jak najwięcej o Unii, jej politykach, poczynaniach. Dostarczamy materiały 22 punktom informacyjnym, utworzonym przez polski rząd w całym kraju. W przyszłym roku będziemy na pewno jeszcze bardziej koncentrować się na tym, aby informowanie było szersze.

Mówi się, że społeczeństwo – nie tylko polskie, ale i innych krajów członkowskich – jest niedoinformowane w kwestii działalności Unii, jej struktur. Czy, przy tak dużej liczbie zadań, istnieje możliwość usprawnienia procedur w ten sposób, aby bardziej trafiać do obywateli?

Zawsze można starać się bardziej, jest to proces, który nigdy nie będzie do końca gotowy. Często okazuje się, że społeczeństwo nie wie nawet, jak działa demokracja. Nie raz słyszałam głosy, że budżet unijny to materia, której nie sposób pojąć. Wtedy pytam: „Czy wie Pan, jak tworzony jest budżet Pana gminy?”. Na czymś tę wiedzę trzeba budować – obywatel, który chce zrozumieć, jak funkcjonuje Unia, musi zacząć przede wszystkim od swego najbliższego otoczenia. Potrzebna jest też świadomość, że społeczeństwo, wybierając władze krajowe, wybiera ludzi, którzy mogą je reprezentować na europejskim forum. Nie jest to kompetencja samej Komisji. Nie tylko rządy, ale i wszystkie inne struktury – społeczeństwo obywatelskie, Kościół, opozycja – muszą dbać w krajach członkowskich o to, aby demokracja funkcjonowała. Obywatele muszą zdać sobie sprawę, że swoimi decyzjami wywierają realny wpływ na unijną politykę. Zrozumienie spraw europejskich wypływa już ze zrozumienia spraw gminnych. Jeżeli tego brakuje, trudno mówić o pojęciu europejskości. Unia składa się z konkretnych elementów i każdy z nas jest jednym z nich. Informacja jest dostępna, trzeba tylko po nią sięgnąć. Do tego trzeba zmobilizować obywatela. Wydaje się, że zacznie on szukać informacji wtedy, gdy uświadomi sobie, iż leży to w jego interesie. Nasza Reprezentacja to polska część Komisji – ważne, by społeczeństwo utożsamiało się z instytucjami unijnymi. To dla nas duże wyzwanie.     

Rozmawiał: Waldemar Gojtowski


Copyright by © 2006 by e-polityka.pl - Pierwszy Polski Serwis Polityczny. Wszelkie Prawa Zastrzeżone.