Donald Tusk już kilka razy mówił publicznie, że gdyby chciał koalicji z SLD, to nie dążyłby do przyspieszonych wyborów, taką koalicję można by było zmontować już w tym Sejmie. Do Kaczyńskiego słowa lidera PO chyba jednak nie docierają, albo też celowo straszy prawicowych wyborców Platformy możliwością aliansu Tuska z Olejniczakiem i Kwaśniewskim. Kaczyński zrozumiał chyba, że wbrew jego zamierzeniom poniedziałkowa debata wcale nie osłabiła lidera PO. Premier postanowił więc zastosować plan B, w ramach którego chce, by w oczach opinii publicznej między PO a LiD stanął znak równości. Stąd te agresywne reklamówki ośmieszające PO, w których słyszymy określenie „mordo ty moja” wskazujące jednoznacznie na Aleksandra Kwaśniewskiego.
PiS skutecznie odstręcza od siebie PO. Nie twierdzę, że platformersi są tu bez winy. PO cierpi chyba na jakąś zapaść intelektualną, gdyż nie przedstawia żadnego pozytywnego programu na przyszłość. Ale z drugiej strony trudno się dziwić. To PiS wyznacza taki poziom debaty publicznej, gdy nawet z ewidentnej klęski własnej (np. szczyt w Brukseli) robi się niesamowity sukces, a dorobek przeciwników politycznych (np. integracja z UE, czy modernizacja miast, gdzie rządzi PO lub LiD) uznaje się albo za zdradę stanu, albo za proces, który i tak by się dokonał. Nie dziwmy się więc Bartoszewskiemu czy Kwaśniewskiemu, których może irytować taka retoryka.
Prezes PiS bierze dziś na siebie ogromną odpowiedzialność. Oto bowiem metodycznie pracuje nad zbliżeniem PO z LiD. Widać, że wyborcy zaczynają mu wierzyć, gdy mówi o tym, że Tusk jest pomocnikiem Kwaśniewskiego. Tendencję tę potwierdza dzisiejszy sondaż „Rzeczpospolitej”, w którym 27% badanych chce koalicji PO-LiD. Do wyborców zaczyna też powoli docierać inna prawda, że Kaczyński jest sługusem Rydzyka. Nie można więc wykluczyć, że będą chcieli znów wybrać mniejsze zło. I w taki oto sposób, dzięki Jarosławowi Kaczyńskiemu, Kwaśniewski znów może powrócić do politycznej pierwszej ligi.