Aby zapisać się na listę naszego newslettera, prosimy podać swój adres email:

 

Wyszukiwarka e-Polityki :

 

Strona Główna  |  Praca  |  Reklama  |  Kontakt

 

   e-Polityka.pl / Artykuły - Kraj / Ogólne / Powrót liberalizmu               

dodaj do ulubionych | ustaw jako startową |  zarejestruj się  

  ..:: Polityka

  ..:: Inne

  ..:: Sonda

Czy jesteś zadowolony z rządów PO-PSL?


Tak

Średnio

Nie


  + wyniki

 

P - A - R - T - N - E - R - Z - Y

 



 
..:: Podobne Tematy
Powrót liberalizmu 

13-08-2003

  Autor: Aleksander Wojtala

Według klasycznej definicji państwo to określone terytorium ograniczone granicami, zamieszkane prze ludność (obywateli państwa) wyposażone w suwerenną władzę posiadająca monopol na stosowanie przymusu. W potocznym rozumieniu państwo to administracja, a więc wszelkie urzędy, instytucje państwowe, również działy upaństwowionej gospodarki. W owym potocznym pojmowaniu często zapomina się, że państwo to również obywatele. Pół biedy jeśli zapominają o tym sami obywatele gorzej, gdy zapomina o tym państwo. Zakres władzy państwa i jego obowiązków wobec obywateli ma swój odpowiednik w obowiązkach i uprawnieniach obywateli wobec państwa. Opozycje: państwo – jednostka, prawa – obowiązki to główne wątki myśli politycznej od co najmniej 200 lat.

 

 

Liberalizm wyszedł z założenia, że człowiek jest istotą racjonalną i zdolną do samodzielnej twórczej pracy. Wystarczy więc stworzyć mu warunki swobodnej aktywności by zaczął realizować własne aspiracje, a przy okazji pomagał realizować zamierzenia innych, o ile ci podejmą trud walki z przeciwnościami. Wymagał więc od państwa niewiele: po prostu pozwólcie działać. Państwu wyznaczono rolę stróża nocnego, który czuwać ma nad bezpieczeństwem swobodnie gospodarujących. Szczytna idea przyniosła odmienne od oczekiwanych rezultaty. Nierówności wyniesione z okresu przed rewolucją francuska wcale nie zniknęły wraz z wprowadzeniem wolnej konkurencji w ramach gospodarki rynkowej. Przeciwnie: zaczęły się pogłębiać doprowadzając do powstania przepaści społecznych pomiędzy niewielkimi grupkami bogatych a masami biednych. Państwo nie czuło się w obowiązku wspomagać kogokolwiek, bo przecież wypełniało już swoje zadania.

Ze sprzeciwu wobec takiego stanu rzeczy wyrósł materializm historyczny tworząc grunt dla komunizmu. Ten zaś przeszedł do leninizmu, w którym państwo staje się na powrót Molochem. Koniec z wolną działalnością. Może i jest ona jakimś dobrem, ale stanowi większe zło niż wytwórczość regulowana przez jakiś organ centralny. Jego zadanie najlepiej spełni zaś państwo. Nowe państwo ma zająć się zarówno produkcją jak dystrybucją dóbr konsumpcyjnych i redystrybucją wypracowanych korzyści. Aby sprostać tak szerokim zadaniom musi posiąść wiedzę na temat potrzeb swych obywateli. Rozciąga więc coraz szerszą kontrolę nad życiem codziennym każdego mieszkańca. Państwo komunistyczne, a później socjalistyczne likwiduje w pewnej części skrajną nędzę, ale jednocześnie wprowadza równość kosztem wolności. Stawianie na biurokrację zamiast na indywidualną dynamikę człowieka prowadzi do katastrofy gospodarczej w postaci gospodarki planowej z centralnym sterowaniem zwanej też po prostu gospodarką niedoboru.

Pomiędzy dwiema powyższymi skrajności rodzi się doktryna społeczno-gospodarcza katolicyzmu. Z jednej strony chce uniknąć nieograniczonej konkurencji liberalizmu, z drugiej ręcznego sterowania i totalitaryzmu komunizmu. Jej idee ewoluują i spotykają się gdzieś w koncepcjach welfare state. Państwo opiekuńcze próbuje pogodzić ogień z wodą. Swobodę gospodarowania w warunkach wolnej konkurencji z systemem wspierania najsłabszych i wyrównywania szans, aby wzmocnić konkurencyjność na rynku. Zysk jednego ma przekładać się na poprawę sytuacji współobywateli. Państwo stara się delikatnie wpływać na gospodarkę by nie tyle nią kierować, co stymulować. Początkowo państwo opiekuńcze to sukces. Z czasem jednak okazuje się, że obciążenia socjalne przerastają możliwości podatników. Pojawia się zresztą kolejna zmienna – gospodarka globalna, którą jedno państwo nie jest w stanie kierować, a która potrafi wywierać ogromny wpływ na całe państwa.

Dziś państwo stoi przed faktem, z którym trudno się nieraz rządzącym pogodzić: suwerenność w dziedzinie gospodarczej jest coraz mniejsza. Również gospodarka globalna nie sprzyja państwu. Kapitał beztrosko migruje ponad granicami i coraz częściej od decyzji inwestorów zależy więcej niż od polityków zasiadających w parlamencie. Oczywiście nikt nie ingeruje wprost w decyzje rządu danego państwa (oprócz instytucji międzynarodowych takich jak MFW), ale ów musi brać pod uwagę uwarunkowania gospodarcze projektując kolejne kroki. Dotyczy to nie tylko decyzji ze sfery krajowej gospodarki. Również zamiany personalne mogą odbijać się w określony sposób na rynku powodując choćby wahania kursu krajowej waluty. Przykłady takich zjawisk mieliśmy w Polsce w związku ze zmianami na stanowisku Ministra Finansów.

To tak jakby liberalizm wypchnięty kiedyś drzwiami powracał teraz oknem z zupełnie inną twarzą. Oblicze to nie budzi grozy, a wręcz przeciwnie daje nadzieje. Inwestorzy zagraniczni to największe dobro jakie może spotkać każdego burmistrza w kraju. To nic, że być może spłoszy go polityczna zawierucha spowodowana kolejną dymisją, ale za to jego pieniądze są o wiele bardziej konkretne niż rządowe dotacje. Ale liberalizm dzisiejszy ma tez paskudne oblicze. Widać je gdy spojrzy się z dystansu na gospodarkę globalną. Coraz wyraźniejszy jest podział na bogatą północ i tragicznie biedne południe. I ponownie jak 200 lat temu biedaków jest znacznie więcej niż bogaczy.

Liberalizm idzie dziś w parze z demokracją. To ważna, być może najważniejsza różnica w porównaniu z przeszłością. Dobrobyt wspiera demokrację, ta zaś sprzyja bogaceniu się. Państwo staje się znów stróżem, ale już nie tylko nocnym. Powinno dbać o swobodę rozwoju owego dobrobytu. Nie jest to łatwe, bo pozbawione części suwerenności w dziedzinie gospodarczej państwo szuka rekompensaty. Traci zaufanie do obywateli i próbuje ich wolność zakreślić w formalnych ramach nawet gdy jest to zupełnie zbędne. Powoduje to rozrost biurokracji. Tendencja taka występuje w Europie, ale nie jest tam szczególnie szkodliwa. Gorzej jest w Polsce. Ciągle nie zbudowano jeszcze silnej gospodarki rynkowej, więc i wszelkie biurokratyczne “usprawnienia” są zmorą przedsiębiorców. Hasło ułatwienia działalności małym i średnim przedsiębiorstwom jest chyba najbardziej wytartym sloganem wyborczym. Tymczasem wszystko wskazuje na to, że bez dynamicznego sektora prywatnej przedsiębiorczości nie zbudujemy w Polsce dobrobytu, a bez dobrobytu nie uda się wykształcić stabilnej demokracji.

Autor: Wojciech Woźniak



 

  drukuj   prześlij na email

  powrót   w górę

Tego artykułu jeszcze nie skomentowano

Copyright by (C) 2007 by e-Polityka.pl - Biznes - Firma - Polityka. Wszelkie Prawa Zastrzeżone.

Kontakt  |  Reklama  |  Mapa Serwisu  |  Polityka Prywatności  |  O nas


e-Polityka.pl