Aby zapisać się na listę naszego newslettera, prosimy podać swój adres email:

 

Wyszukiwarka e-Polityki :

 

Strona Główna  |  Praca  |  Reklama  |  Kontakt

 

   e-Polityka.pl / Artykuły - Kraj / Refleksje z oblężonej Warszawy               

dodaj do ulubionych | ustaw jako startową |  zarejestruj się  

  ..:: Polityka

  ..:: Inne

  ..:: Sonda

Czy jesteś zadowolony z rządów PO-PSL?


Tak

Średnio

Nie


  + wyniki

 

P - A - R - T - N - E - R - Z - Y

 



 
..:: Podobne Tematy
Refleksje z oblężonej Warszawy 

13-09-2003

  Autor: Grzegorz Mróz jr.

Ten tekst będzie być może jednym z najbardziej osobistych, jakie opublikowałem dotychczas w e-Polityce, ale też temat jest dla mnie szczególnie bolesny. Kilka tysięcy, nie waham się użyć tego słowa, bandytów, demolowało wczoraj (piszę te słowa 12 września) Warszawę, miasto, w którym się urodziłem, które z różnych powodów odwiedzam niemalże codziennie, i choć formalnie jestem obywatelem jednego z podwarszawskich miasteczek, czuję się ze stolicą niezwykle związany. Znam też doskonale plac Trzech Krzyży, na którym rozegrały się wczoraj najbardziej dramatyczne sceny. Dosłownie kilka kroków od Ministerstwa Gospodarki i Pracy (to ten gmach ucierpiał najbardziej) mieści się bowiem Instytut Stosunków Międzynarodowych Uniwersytetu Warszawskiego, którego jestem studentem. 

Jak dla każdego liberała, i dla mnie prawa jednostki zajmują szczególne miejsce w kanonie wartości, którymi powinno się kierować państwo. Jednym z podstawowych praw obywatelskich jest wolność zgromadzeń. Uważam, że obowiązujące obecnie w naszym kraju przepisy chronią to prawo w stopniu nie wystarczającym. Według mnie, powinien zostać zlikwidowany element uznaniowości w wydawaniu przez władze samorządowe zgody na demonstracje czy zgromadzenia. Należy ściśle zdefiniować kanon wymogów, które muszą spełnić organizatorzy. Jednym z tych wymogów powinno być np. zagwarantowanie, że zgromadzenie nie spowoduje utrudnień komunikacyjnych. Trzeba też zmienić tryb postępowania. W tej chwili organizatorzy występują do prezydenta miasta lub burmistrza o zgodę na np. demonstrację. Zgody można udzielić lub odmówić. Właściwsze byłoby rozwiązanie, według którego organ samorządu (i ewentualnie również policję) należy jedynie zawiadomić z określonym wyprzedzeniem o planowanej imprezie. Nikt nie powinien zawczasu oceniać, czy organizacja X jest w stanie przeprowadzić zgromadzenie w warunkach bezpieczeństwa. Powinno się jej umożliwić realizację jej planów i na miejscu monitorować, czy żaden z wymogów nie jest łamany. Jeśli by się tak zdarzyło, zgromadzenie należy natychmiast rozwiązać z pełną stanowczością, a jej organizatorów ukarać np. kilkuletnim zakazem organizowania imprez masowych na terenie danej gminy czy nawet, w przypadkach skrajnych, całego kraju. 

Czwartkowa demonstracja górników, przeprowadzona w Warszawie, była w pełni legalna. Ktoś zezwolił na wjazd do centrum i tak zakorkowanej stolicy ok. 350 dodatkowych autokarów (jaki był tego skutek wie każdy, kto jeździł wczoraj samochodem, nie tylko w Śródmieściu, ale w większości dzielnic w południowej części miasta), a następnie na przemarsz ich pasażerów po jezdniach wielu ulic. Jak się okazało, system zawiódł. Choć mieszkańcy stolicy po raz kolejny stali w korkach, by ktoś mógł wykrzyczeć swoje przekonania, i tak nie udało się utrzymać sytuacji pod kontrolą. 

Należy tu sobie zadać fundamentalne pytanie: gdzie jest granica wolności ? W którym miejscu należy powiedzieć ludziom, nawet pokojowo wykorzystującym swoje prawo do zgromadzeń, „dość !”? Dla mnie odpowiedź jest oczywista: tam, gdzie realizacja ich praw, zaczyna kolidować z wolnością innych. Tak samo jak demonstranci mają prawo manifestować, tak samo warszawiacy mają prawo poruszać się swobodnie po własnym mieście. Dlatego, choć chyba wszyscy akceptujemy specyfikę sytuacji Warszawy, wynikającą z jej stołeczności, kolejne manifestacje powinny odbywać się w miejscach, gdzie nie będzie to nikomu przeszkadzało. Idealnie nadawałby się do tego np. plac Piłsudskiego. Może szczególny charakter tego miejsca (to tam znajduje się Grób Nieznanego Żołnierza) temperowałby zapędy niektórych działaczy, podkreślających często swą „prawdziwą polskość”. 

Tymczasem takie wybryki jak wczorajszy powinny być bezwzględnie tępione. Prawo powinno zezwalać na jak najwięcej, ale przypadki jego drastycznego łamania trzeba bezwzględnie tępić. Prezydent Kaczyński podjął słuszną decyzję, nakazując rozpędzenie górniczej manifestacji. Szkoda tylko, że policji zabrakło konsekwencji i dopuściła np. do trwającej 20 minut blokady Trasy Łazienkowskiej. A swoją drogą, stosując takie metody, górniczy działacze stawiają się w jednym szeregu z rolnikami z „Samoobrony”, kładącymi brony na szosach. 

Skoro pozwoliłem sobie tu już na coś, co ktoś może określić wylewaniem stołecznych żali, to jeszcze chwila szerszych rozważań o postrzeganiu Warszawy w innych częściach Polski. Zainspirowała mnie tutaj ta część górników, która wrzeszczała wczoraj „Zburzyć całą Warszawę”. To dobrze wpisuje się w dość powszechne w Warszawie przekonanie, że nigdzie w Polsce nie jesteśmy lubiani. Zawsze zastanawiałem się, skąd się to bierze. 

Po pierwsze, w języku potocznym w wielu regionach słowo „Warszawa” stało się synonimem władz centralnych, a więc pośrednio wszystkich wad naszej klasy politycznej. Mówi się „Warszawa postanowiła”, „Warszawa każe”, „bałagan w Warszawie”. Po drugie, być może pobrzmiewa tu mała nutka zawiści – nikt nie przeczy, że nasz region jest najzamożniejszy w Polsce, a pojęcie bezrobocia, zwłaszcza wśród osób o wykształceniu od matury w górę, wciąż ma tu wymiar raczej teoretyczny (o ile oczywiście ktoś nie boi się np. pracy poniżej własnych oczekiwań). Z drugiej jednak strony nie zapominajmy, że Warszawa i okolice generują samodzielnie ok. 25 % wpływów budżetu państwa, choć ich ludność stanowi ledwie 1/18 populacji kraju. I znaczna część tych pieniędzy idzie na rozmaite formy pomocy dla uboższych części Polski. 

I wreszcie powszechna jest opinia, że warszawiacy to niezbyt przyjemni ludzie. Aroganccy, zadufani w sobie, ze skłonnościami do wywyższania się. Moja odpowiedź jest taka: jak można generalizować i wydawać jeden sąd o dwóch milionach ludzi ? To tak jakby ktoś po wczorajszych zajściach poczuł się uprawniony do stwierdzenia, że wszyscy polscy górnicy to zadymiarze. Przyznaję, w Warszawie jest sporo ludzi, którzy z braku innych powodów do bycia z siebie dumnym, chełpią się np. swym miejscem zamieszkania. Ale każdy z nich wystawia w ten sposób świadectwo głównie własnym kompleksom i nie należy tego inaczej interpretować.

Na tym kończę moje stołeczne żale. Chciałbym jeszcze podkreślić, że absolutnie nie roszczę sobie prawa do wypowiadania się w imieniu wszystkich mieszkańców Warszawy i okolic. Jestem również daleki od zgody na tworzenie muru między Warszawą i resztą świata, czego próby niekiedy widać. Była to jedynie garść moich osobistych odczuć a propos tego, co się wczoraj wydarzyło. Zapraszam do dyskusji, najlepiej w formie komentarzy pod tekstem. 

Autor: Jarosław Błaszczak

 

 

 

  drukuj   prześlij na email

  powrót   w górę

Tego artykułu jeszcze nie skomentowano

Copyright by (C) 2007 by e-Polityka.pl - Biznes - Firma - Polityka. Wszelkie Prawa Zastrzeżone.

Kontakt  |  Reklama  |  Mapa Serwisu  |  Polityka Prywatności  |  O nas


e-Polityka.pl