Dobrobyt według Mugabe

03-04-2003

Autor: Krzysztof Garczewski

Od kolejnych wyborów prezydenckich w Zimbabwe minął rok. Ponad stuprocentowa inflacja i blisko 60 - cio proc. bezrobocie, to jak dotąd największe „zasługi” miejscowego dyktatora, który od 2002 roku, sprawuje funkcję szefa państwa po raz piąty z rzędu.


78 - letni Robert Mugabe - bo o nim mowa - rządzi młodym państwem od początku jego istnienia. Dyktator ten w ciągu 23 - letnich rządów, doprowadził do całkowitego zubożenia poddanej społeczności. Z powodu łamania przez Mugabe praw człowieka, na Zimbabwe spadło już wiele międzynarodowych sankcji, zarówno ze strony UE jak i USA. Nie wymusiły one jednak zmian w działalności bezwzględnego reżimu.

Zimbabwe jest typowym przykładem dramatycznych następstw afrykańskiej dekolonizacji. Jej „poprzedniczka”, Rodezja, zawsze była uznawana za ziemię obiecaną Afryki. Sprzyjający jak na ten kontynent klimat i urodzajna gleba, zostały już wiele lat temu świetnie wykorzystane przez Brytyjczyków, którzy stworzyli tam doskonale prosperujące rolnictwo. Z czasem biali osadnicy podporządkowywali sobie w coraz większym stopniu miejscową, czarną ludność.

W 1980 roku, na rodezyjskiej scenie politycznej pojawił się jednak Robert Mugabe. Afrykański Janosik okazał się szybko kolejnym, na czarnym kontynencie „wyzwolicielem” spod europejskiego kolonializmu. Jego priorytetem było przepędzenie z kraju „białych krwiopijców, żerujących na afrykańskich bogactwach”. Jeszcze w tym samym roku, w miejsce Rodezji powstało państwo Zimbabwe, a „ojcem wolności” został właśnie Mugabe, stając jednocześnie na czele nowego kraju. Na konsekwencje fatalnych w skutkach dyktatorskich rządów, nie trzeba było długo czekać. Już po kilku miesiącach od przejęcia przez Mugabe władzy, miejscowa ludność, nie znająca praktycznie dotąd pojęcia głodu, stała się pierwszą ofiarą afrykańskiego przywódcy.

Podobnie jak inni postkolonialni bohaterowie wojen wyzwoleńczych, Robert Mugabe uznał, że jego interesy są zbieżne z interesami całej zbiorowości. Szybko pogarszająca się w kraju sytuacja, zmuszała jego przywódcę do znajdywania osób odpowiedzialnych za taki stan. Przyczyną wszelkich w kraju nieszczęść stali się dla Mugabe biali osadnicy, których prześladowania trwają do dziś.

Przez lata brytyjscy farmerzy byli w większym lub mniejszym stopniu terroryzowani przez paramilitarne bojówki wojennych "weteranów”.

Trwająca od blisko pięciu lat głęboka recesja, nie ułatwia sprawowania rządów dyktatorowi. W efekcie, ostatnie wybory prezydenckie (z marca 2002 roku) musiał Mugabe sfałszować, zdając sobie sprawę, że osoby urodzone po 1980 roku, czyli po odzyskaniu niepodległości Zimbabwe, nie będą głosować na prezydenta Mugabe.

Nękał on na wszelkie możliwe sposoby opozycję, narzucając przy tym niezgodne z konstytucją prawo wyborcze. Ostatnia przedwyborcza kampania dowiodła jednak, że obywatele dawnej brytyjskiej kolonii pragną zdecydowanych, radykalnych zmian.

W odpowiedzi na konsolidującą się opozycję, zwolennicy dyktatora coraz śmielej przeprowadzali ataki na białych farmerów. Sam dyktator utrzymał się u władzy tylko dzięki masowym oszustwom. Mugabe, by utrzymać się u władzy, podczas wyborów skutecznie uniemożliwił tysiącom ludzi oddanie głosów.

Wszystkie przedwyborcze sondaże wskazywały jednogłośnie, że wybory powinien wygrać 49-letni Morgan Tsvangirai, przywódca opozycyjnego Ruchu na rzecz Demokratycznych Zmian. Od lat opozycja nie miała tak silnego lidera, który w ciągu zaledwie dwóch lat wyrósł na bardzo groźnego rywala Mugabe. Mimo kolejnych przegranych „wyborów”, opozycjoniści pokazali, że z roku na rok Mugabe traci na sile, stosując coraz to ostrzejsze środki. Podczas samej kampanii wyborczej zginęło ponad 30 osób. W ciągu ostatnich czterech lat, sympatycy dyktatora zamordowali co najmniej 100 następnych osób. Czarną robotą zajmują się zazwyczaj członkowie milicji prezydenckiego Afrykańskiego Narodowego Związku Zimbabwe - Frontu Patriotycznego (ZANU-PF), którzy od lat sieją strach w całym kraju.

Także Wielka Brytania jest oskarżana przez rząd Mugabe o sprzyjanie opozycji. Dlatego też, ani Brytyjczycy, ani żadne inne państwo nie przysłało na wybory obserwatorów. Przebieg głosowania nadzorowali jedynie obserwatorzy z afrykańskich państw brytyjskiej Wspólnoty Narodów. Ostatecznie Robert Mugabe „uzyskał” 56,2 procent głosów. Na Morgana Tsvangiraia, głosowało 41,9 procent wyborców. W odpowiedzi na wątpliwe wyniki wyborów, Wspólnota Narodów (Commonwealth) zdecydowała o zawieszeniu członkostwa Zimbabwe na jeden rok.

Z kolei zwolennicy reżimu, którzy tradycyjnie już dominują na obszarach wiejskich, oskarżyli Stany Zjednoczone i Wielką Brytanię o przysyłanie do kraju w celu „destabilizacji” państwa szpiegów, grożąc potencjalnym agentom sądem.

Władze Zimbabwe, niezrażone zawieszeniem swego kraju w brytyjskiej Wspólnocie Narodów, nie przerwały rozprawy z opozycją. O spisek na życie prezydenta Mugabe i zdradę został oskarżony m.in. lider opozycji Morgan Tsvangirai. Kolejnym posunięciem Mugabe było wprowadzenie w życie nowej reformy rolnej. Na początku sierpnia 2002 r. upłynął termin opuszczenia ziemi przez białych farmerów. Reforma ta objęła prawie dwie trzecie, spośród czterech i pół tysiąca białych farmerów. Należące do nich ziemskie posiadłości miały odtąd trafić do nowych, tym razem czarnoskórych właścicieli. Mugabe stwierdził, że czarni mieszkańcy Zimbabwe dostawali dotychczas gorszej jakości ziemię. Tymczasem od dziesiątków lat, 70 procent ziem uprawnych znajdowało się w rękach białych. Masowe wywłaszczenia zostały szybko skrytykowane przez światowych analityków, którzy stwierdzili, że akcja ta może tylko pogorszyć i tak ciężką sytuację kraju. Ich zdaniem braki żywności i kryzys ekonomiczny to efekty nieudolnego kierowania gospodarką. W efekcie tak prowadzonej przez Mugabe polityki, Unia Europejska i Stany Zjednoczone nałożyły na kraj kolejne sankcje.

Bezpośrednim skutkiem reformy rolnej stał się podział w Commercial Farmers Union (CFU), reprezentującej białych farmerów. Część z członków stowarzyszenia uznało, że najlepszym wyjściem będzie wyjazd z kraju, jednak nie wszyscy zdecydowali się poddać bez walki. Z kolei tym, którzy sprzeciwili się decyzji dyktatora, grozi kara grzywny lub do dwóch lat więzienia.

Eksperci zgodnie podkreślają, że polityka prezydenta Mugabe może skończyć się dla jego kraju tragicznie. W przypadku likwidacji nowoczesnych i efektywnie zarządzanych rolnych farm, krajowi grozi katastrofa gospodarcza i widmo głodu.

Krótkowzroczne działania dyktatora miały być najprostszą receptą na rozszerzającą się nędzę. Stało się zupełnie inaczej. Ofiarami drastycznej polityki władz w Harare, stali się głównie czarni mieszkańcy tego kraju. Aresztowania farmerów, w przypadku, gdy mogą oni produkować żywność, ratując tysiące ludzi od głodu, jest w istocie czystym szaleństwem.

Najgorsze, że niestabilna sytuacja w Zimbabwe zagraża niemalże całej południowej Afryce, na terenie której nie brak zwolenników polityki Mugabe.

ONZ kilkakrotnie już alarmowało, że krajowi, bez natychmiastowej pomocy żywnościowej grozi wielka katastrofa humanitarna. W tej chwili 75 proc. 13 - milionowej społeczności, żyje poniżej progu ubóstwa. Prawa człowieka i demokratyczne swobody w tym państwie nie istnieją. Jedno jest pewne - dopóki na czele kraju będzie stać sędziwy, blisko osiemdziesięcioletni Robert Mugabe, większych zmian nie będzie. Jednak sama opozycja, bez zdecydowanego poparcia państw Zachodu, nie będzie w stanie doprowadzić do wolnych wyborów.

Krzysztof Garczewski (kgarczewski@wp.pl)


Copyright by © 2006 by e-polityka.pl - Pierwszy Polski Serwis Polityczny. Wszelkie Prawa Zastrzeżone.