Można rozpatrywać obecną sytuację jako agresję 4 państw - Stanów Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii, Australii i Polski na suwerenne państwo Irak, które ma na celu wyegzekwowanie rezolucji Rady Bezpieczeństwa ONZ nr 1441 oraz poprzednich dotyczących rozbrojenia azjatyckiego kraju. Jest to interwencja w imieniu organizacji stworzonej na bazie prawa międzynarodowego, która organami do tego powołanymi - Radą Bezpieczeństwa odrzuciła zbrojną interwencję jako sposób wyegzekwowania powyższej rezolucji.
Dyskusja dotycząca winy Saddama Husajna, jego postawy i potrzeby ukrócenia zapędów dyktatorskich, które zagrażają światu, pozostaje niekwestionowaną i bezdyskusyjną. Forma wystąpienia rozbrojeniowego pozostawia dużo wątpliwości. Trwają dyskusje specjalistów na temat wpływu ataku na Irak na organizacje międzynarodowe zapewniające Światu Zachodniemu poczucie bezpieczeństwa - ONZ, NATO, UE, ale dlaczego nikt nie zastanawia się nad tym dlaczego dopuszczono do tej interwencji i dlaczego uciekając w określenia typu akcja międzynarodowa, rozbrojenie, interwencja unika się stwierdzenia wprost, że jest to wojna. Wojna, w pojęciu doktryny stosunków międzynarodowych, jest agresją - ostatecznym narzędziem używanym w rozwiązywaniu sporów między Państwami. Jest to narzędzie stosunków międzypaństwowych, używane w momentach kryzysu, które stosowane jest w momencie gdy racje państw będących w konflikcie nie zostaną rozwiązane w inny sposób. Przyczyny mogą leżeć w racji stanu, interesach ekonomicznych lub politycznych, lub innych mniej jawnych przyczynach.
Trybunał Sprawiedliwości grozi wszystkim agresorom, którzy podejmują działania przeciw ludzkości - takim działaniem jest wojna. Grozi więc osobom, które podjęły decyzje o wysłanie w rejon konfliktu 200 polskich żołnierzy.
Co więcej, szeroko pojmowana opinia społeczna odrzuca wszelkie podejście militarne do stosunków międzynarodowych. Stany Zjednoczone nauczone przykładem Wietnamu, stoją przed decyzją Parlamentu dotyczącą dalszego finansowania działań, które miały być przykładem książkowym Blitzkrieg i wyzwolenia ucięmiężonego narodu, który jak się okazuje stanął do walki w obronie swojego przywódcy. Europa odchodzi od XIX wiecznej polityki równowagi sił poprzez utrzymywanie krajów sąsiednich w szachu wzajemnych powiązań militarnych i interwencji zbrojnej. Wiek XX to wspomnienie wiecznego zbrojenia w celu powstrzymania machiny wojennej Wschodu przez Zachód i odwrotnie. Opinia publiczna to głosy w wyborach, a głosy to przyszłość polityków. Polski Prezydent nie ma szans na reelekcję, premier jest już na straconej pozycji w związku z aferami na domowym podwórku, obydwaj postawili rację stanu Polski - współpracę z Unią Europejską, kontakty z największym partnerem gospodarczym Polski - Niemcami pod znakiem zapytania, uciekając pod skrzydła wielkiego Brata, którego zasługą jest to, że z honorami przyjął Polskiego Prezydenta w Stanach Zjednoczonych.
Moralne poparcie Hiszpanii, zbrojne Wielkiej Brytanii, Australii i Polski pozwoliło USA zaatakować i w miarę wchodzenia w głąb Iraku szukać potwierdzenia, że atak był słuszny. Nie ma wciąż dowodów, że Irak posiada broń masowego rażenia lub zakazane narzędzia zbrodni. Są jedynie poszlaki.
A konflikt trwa. W sytuacji Polski jest to konflikt zbrojny, gdyż jednostki Grom, jednostki zabezpieczenia chemicznego działają na terytorium suwerennego Państwa biorąc udział w działaniach zbrojnych. To jest wojna, są ofiary śmiertelne - zarówno wśród żołnierzy jak i cywili. Są straty, jest długotrwały konflikt, który może przynieść efekt wieloletniej okupacji terytorium Iraku.
Stany Zjednoczone i ich partnerzy są agresorami. Żadne dyplomatyczne działania nie zmienią kwalifikacji czynu - rozpoczęcia wojny i jako takie powinny ponieść konsekwencje wynikające z międzynarodowych umów oraz karty Narodów Zjednoczonych.
Adam Żegota (adam.zegota@premiumfoods.com.pl)