Rusza polityka kadrowa

23-04-2010

Autor: Paweł Krysiński

Opadły emocje po smoleńskiej tragedii, polityka powróciła już do polskiej normy. Wydawać by się mogło, że wielu publicystów i polityków tylko czekało z zegarkiem w ręku odliczając godziny, minuty i sekundy zwiastujące zakończenie żałoby narodowej. Tak to się jakoś w naszym pięknym kraju ułożyło, że jak się bawi to na całego, pije do upadłego, nienawidzi do grobowej deski, a żałobę obchodzi jak żadna inna nacja na świecie.

21 kwietnia Kolegium Instytutu Pamięci Narodowej dało czytelny sygnał, iż żałoba narodowa to już odległa przeszłość usiłując w swoim gronie wybrać nowego szefa instytucji. Szacowne grono jednej z najważniejszej instytucji w państwie jakby zapomniało, iż szykowana jest nowela ustawy o IPN autorstwa rządzącej krajem Platformy Obywatelskiej. Tymczasem szybciutko, bez konsultacji z premierem i prawnikami usiłowano zakończyć bezkrólewie – jak głosi wersja urzędników z Towarowej – czy też posadzić na stołku prezesa swojego człowieka – jak brzmi wersja oponentów.  Kolegium IPN rozpisało konkurs na prezesa Instytutu, podczas gdy nowela ustawy nie przewiduje by Kolegium organizowało konkurs. Takimi drobnostkami grono to (wybrane jeszcze głosami koalicji PiS – LPR – Samoobrona) zdaje się nie przejmować, twierdząc, że IPN będzie kontynuował dzieło zmarłego tragicznie Janusza Kurtyki. Nie padło nawet jedno słowo o tym, że istnieje coś takiego jak statut i cele postawione do realizacji i te są najważniejsze. Rozgrywki polityczne są tu nieistotne. Tymczasem da się już słyszeć głosy polityków związanych z PiS iż p.o. prezydenta kraju Marszałek Sejmu Bronisław Komorowski nie powinien podejmować kluczowych decyzji strategicznych dla państwa polskiego. Administrowanie – nie rządzenie – zdają się mówić politycy niechętni rządzącej Platformie Obywatelskiej, Tuskowi i Komorowskiemu. Jest to o tyle dziwne, że to właśnie ci sami Pisowscy pretorianie mieli – i nadal mają za złe – że Donald Tusk po zwycięskich wyborach parlamentarnych nic nie robi, a jedynie administruje krajem nie podejmując żadnych decyzji, licząc na koniunkturę i splot szczęśliwych zbiegów okoliczności. Czyli i tak źle, i tak niedobrze.

Do obsadzenia są stołki szefa IPN, Narodowego Banku Polskiego, Rzecznika Praw Obywatelskich. W mediach zapanowała niczym nieuzasadniona histeria, że oto PO usiłuje zawłaszczyć państwo sadowiąc w fotelach, jakże ważnych instytucji, swoich ludzi. Dziwne byłoby, gdyby na kluczowe stanowiska w państwie polecano nie swoich lecz obcych ludzi. Nie ma tu mowy o apolityczności czy równowadze, gdyż na tym szczeblu coś takiego jest po prostu niemożliwe i coś takiego nie istnieje. Zadziwia mnie medialna propaganda głosząca, iż PO zamierza mieć wszystkie urzędy pod swoja kontrolą. Tymczasem to nie premier, nie marszałek Komorowski mianują szefów w/w instytucji. Mogą jedynie zaproponować swoich kandydatów, a ci są poddani pod głosowanie w Sejmie. Gdzież tu mowa o próbach zawłaszczenia państwa?

Zastanawiające jest też powtarzanie przez polityków PiS, iż jedynie kontynuacja polityki zmarłych poprzedników szefów instytucji państwowych będzie dowodem patriotyzmu i wypełnienia testamentu prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Skąd się wzięło to błędne przekonanie pojęcia nie mam, ale porównywanie tego czy innego kandydata z osobą poprzednika mija się z celem. Zgoda, w katastrofie 10 kwietnia zginęło wielu polityków, w przekonaniu wielu – elita. Jednakże nie pozostawili oni po sobie spalonej ziemi, są tu przecież tacy, którzy sprawdzą się na kluczowych stanowiskach równie dobrze, a nawet i lepiej niż poprzednicy. Czy właśnie dlatego jest taka presja ze strony PiS, by kurczowo powielać wzorce bliskich ich sercu i programowej linii wysokich urzędników państwowych, by nie okazało się czasem, że następcy znakomicie spisują na stanowiskach?  No i skąd taka nieomylność, typowa dla butnych i nie znoszących krytyki, że tylko ich wizja Polski jest najlepsza i jedyna? 

Niebawem rozpoczną się na polskiej scenie politycznej dyskusje na temat kandydatów, którzy staną na czele instytucji ważnych dla interesu i bezpieczeństwa państwa. Z pewnością będą towarzyszyły temu przepychanki, a polityczny cyrk będzie kolejnym żenującym spektaklem w wykonaniu naszych rządzących. W niepamięć pójdą niedawne piękne słowa o pojednaniu, zaniechaniu konfliktów i porozumieniu ponad podziałami dla dobra państwa. Po raz kolejny partie polityczne będą czyniły wszystko, by na wierzchu było jedynie ich dobro.


Copyright by © 2006 by e-polityka.pl - Pierwszy Polski Serwis Polityczny. Wszelkie Prawa Zastrzeżone.