Aby zapisać się na listę naszego newslettera, prosimy podać swój adres email:

 

Wyszukiwarka e-Polityki :

 

Strona Główna  |  Praca  |  Reklama  |  Kontakt

 

   e-Polityka.pl / Artykuły - Świat / Europa Środkowa i Wschodnia / Świat po tygodniu: Trzeba działać!               

dodaj do ulubionych | ustaw jako startową |  zarejestruj się  

  ..:: Polityka

  ..:: Inne

  ..:: Sonda

Czy jesteś zadowolony z rządów PO-PSL?


Tak

Średnio

Nie


  + wyniki

 

P - A - R - T - N - E - R - Z - Y

 



 
..:: Podobne Tematy
22-06-2010

 

31-10-2009

 

21-06-2009

 

29-05-2009

 

23-12-2008

 

08-10-2008

 

20-08-2008

 

+ zobacz więcej

Świat po tygodniu: Trzeba działać! 

02-04-2006

  Autor: Jarosław Błaszczak

Spośród wszystkich narodów Unii Europejskiej, to właśnie Polacy najlepiej zdają sobie sprawę ze skali problemu, jaki stanowi dla Europy i samej Białorusi reżim Aleksandra Łukaszenki. Mimo to nasz kraj uchodzi na forum "25" za zwolennika konsekwentnych, lecz stosunkowo łagodnych działań wobec Mińska. Nasze rządy sprzeciwiały się m.in. całkowitemu zamrożeniu kontaktów UE - Białoruś na szczeblu ministerialnym. Argumentowano przy tym, że może to utrudnić Polsce załatwianie typowo sąsiedzkich spraw, m.in. ochronę praw mniejszości. Jednak teraz, gdy nasi obywatele są na Białorusi bici i poniewierani, a oficjalna propaganda przedstawia Rzeczpospolitą jaką największego wroga państwa białoruskiego, należy bardzo poważnie zastanowić się nad poparciem tych, a nawet jeszcze ostrzejszych sankcji.

 

 

Ostatnie miesiące, a w szczególności dni od wyborów parlamentarnych na Białorusi, dostarczyły aż nadto dowodów, że jest to zdecydowanie najbardziej autorytarne i depczące prawa jednostki państwo we współczesnej Europie. Wybory zostały całkowicie sfałszowane, a protestujący przeciw temu demonstranci trafili do aresztów, gdzie byli bici i przetrzymywani w warunkach poważnie urągających jakimkolwiek standardom krajów cywilizowanych. Spotkało to również dwójkę naszych obywateli - byłego ambasadora RP na Białorusi oraz studentkę odbywającą staż dziennikarski w lubelskim oddziale "Gazety Wyborczej". W bardzo ciężkim stanie przebywa w szpitalu w Białymstoku urzędujący polski konsul z placówki w Grodnie. Został znaleziony w swoim mieszkaniu z poważnymi urazami głowy - trwa (po polskiej stronie granicy) śledztwo mające ustalić, co mu się dokładnie stało. Istnieją jednak poważne podejrzenia - a białoruskie władze nie robią nic, by je rozwiać - że został napadnięty. Związek Polaków na Białorusi pod wpływem działań reżimu podzielił się na dwie części. Legalnie działać może jedynie część proreżimowa, z władzami wyłonionymi w asyście milicjantów. Tymczasem demokratycznie wybrany zarząd, na czele z Anżeliką Borys, musiał zejść do podziemia, a związani z nim działacze, jak Andrzej Pisalnik czy Andrze Poczobut, co i rusz trafiają do aresztów pod śmiesznymi zarzutami. Zresztą nawet gdyby były one prawdziwe - które europejskie państwo AD 2006 karze pozbawieniem wolności za używanie na ulicy niecenzuralnych słów?

Biorąc pod uwagę wszystkie te wydarzenia, nie można już czuć się przekonanym przez powtarzane do niedawna wyjaśnienia, że nie należy niepotrzenie zaogniać stosunków z Mińskiem, bo może to odbić się negatywnie na mieszkających na Białorsi Polaków. Ich sytuacja jest już w tej chwili tak zła, że, pomijając nierealny scenariusz czystek etnicznych, trudno wyobrazić sobie możliwość jej dalszego pogarszania. Polska powinna zdecydowanie poprzeć nałożenie na Białoruś unijnych i amerykańskich sankcji. Nie wystarczy przy tym proponowany obecnie zakaz wydawania wiz kilkudziesięciu funkcjonariuszom reżimu. Należy pójść znacznie dalej. Zerwać wszelkie kontakty międzyrządowe. Ograniczyć stosunki dyplomatyczne (wycofanie ambasadora "na konsultacje", pozostawianie tylko takiego personelu placówek, jaki jest niezbędny do wykonywania funcki konsularnych). Wykluczyć białoruskich sportowców ze wszelkich imprez międzynarodowych, jak to było niegdyś z RPA. Zaostrzyć kontrolę celną na granicy i skrupulatnie egzekwować przepisy np. o konieczności posiadania przy wjeździe do Polski określonej sumy pieniędzy. Wreszcie należy bardzo poważnie rozważyć nałożenie na Białoruś pełnych sankcji ekonomicznych, czyli zakazu importu wszelkich pochodzących stamtąd produktów.

Przeciwnicy takich rozwiązań twierdzą, że uderzą one przede wszystkim w zwykłych ludzi, mniej w reżim. To po części prawda, ale ci zwykli ludzie też nie są bez winy za zaistniałą sytuację. Z niezależnych badań wyborczych wynika, że nawet bez fałszerstw, Aleksandra Łukaszenkę poparło przed dwoma tygodniami co najmniej 40% elektoratu. Oznacza to, że wyborcom tym działalność prezydenta nie przeszkadza, akceptują ją. Tak samo należy interpretować stosunkowo niewielką frekwencję na organizowanych przez opozycję manifestacjach. Wobec tego trzeba ich przekonać, że z tym prezydentem nie zbudują dostatniej i poważanej na świecie ojczyzny. Jedną z metod może i powinno być nadawanie na Białoruś programów radiowych lub/i telewizyjnych redagowanych przez niezależnych dziennikarzy. Jednak rówczesne prowadzenie działań obliczonych na osłabienie białoruskiej gospodarki na pewno przyspieszyłoby ten proces, pokazałoby bowiem ludziom, że z tym przywódcą czeka ich tylko bieda.

Warto przytoczyć tu dwa casusy z nie tak odległej historii. W roku 1981 wiadomo było, że to nie zwykli Polacy wprowadzili stan wojenny, wręcz przeciwnie - byli jego ofiarami. Mimo to świat zachodni na czele z USA nałożył na Polskę bardzo poważne sankcje gospodarcze i dyplomatyczne, co spowodowało, że PRL znalazła się w ekonomicznej i politycznej izolacji, nie licząc oczywiście państw bloku wschodniego. Na krótką metę przyniosło to wyrzeczenia wielu ludziom (pamiętajmy jednak o przesyłanej równocześnie pomocy humanitarnej), jednak długookresowo było kolejnym czynnikiem osłabiającym komunistyczne władze, które wkrótce potem musiały przystąpić do rozmów z opozycją.

Podczas wojny o Kosowo w 1999 siły NATO tak planowały bombardowania terytorium ówczesnej Jugosławii, aby ograniczyć do minimum liczbę cywilnych ofiar, ale równocześnie maksymalnie ograniczyć potencjał ekonomiczny rządzonego przez Slobodana Miloszevicia państwa. Wywołało to wśród Serbów potężną niechęc do Zachodu, trwającą w pewnym stopniu do dziś. Ale już półtora roku później, między innym z powodu coraz bardziej kulejącej gospodarki, sami Serbowie odsunęli od władzy zawiadującego nimi dyktatora.

Te dwa przykłady pokazują, że mądrze zastosowane sankcje (oczywiście wykluczamy wariant militarny) mogą być jak operacja przeprowadzona przez chirurga - zostawia bliznę, która początkowo boli i brzydko wygląda, ale po jakimś czasie okazuje się, że cały zabieg był zbawienny dla zdrowia pacjenta.

Na koniec warto ocenić, na ile moje propozycje mają realne szanse, by stać się treścią prowadzonej przez Zachód polityki. Otóż niestety prawdopodobieństwo ich wdrożenia jest niewielkie,a przyczyny takie stanu rzeczy zamykają się w jednym słowie: Rosja. Po raz kolejny nasz wielki sąsiad uznał za w pełni uczciwe wybory, które z całą pewnością takimi nie były. Trudno się zresztą dziwić, bo nazywanie samej Rosji demokracją jest znaczną przesadą. Moskwa jest znaczącym graczem na europejskiej scenie, a w dodatku ma w ręku bardzo ważną kartę przetargową w postaci dostaw gazu. I choć jej postrzeganie w zachodnich stolicach jest dla niej coraz mnie korzystne, jest mało prawdopodobne, by większość państw UE zdecydowała się na otwartą konfrontację dyplomatyczną z Kremlem. A właśnie taki efekt mogłoby wywowałać poważne zwiększenie presji na popieranego przez Rosjan białoruskiego satrapę. Tym sposobem po raz kolejny, nie pierwszy i nie ostatni, takie hasła jak demokracja czy prawa człowieka, przegrywają z wielką polityką. Szkoda.

Źródło zdjęcia: Administracja Prezydenta Rosji / Wikimedia Commons

 

  drukuj   prześlij na email

  powrót   w górę

Tego artykułu jeszcze nie skomentowano

Copyright by (C) 2007 by e-Polityka.pl - Biznes - Firma - Polityka. Wszelkie Prawa Zastrzeżone.

Kontakt  |  Reklama  |  Mapa Serwisu  |  Polityka Prywatności  |  O nas


e-Polityka.pl