Deprecated: Assigning the return value of new by reference is deprecated in /home/epolityka/domains/e-polityka.pl/public_html/libs/adodb/adodb.inc.php on line 858

Deprecated: Assigning the return value of new by reference is deprecated in /home/epolityka/domains/e-polityka.pl/public_html/libs/adodb/adodb.inc.php on line 864

Deprecated: Assigning the return value of new by reference is deprecated in /home/epolityka/domains/e-polityka.pl/public_html/libs/adodb/adodb.inc.php on line 1171

Deprecated: Assigning the return value of new by reference is deprecated in /home/epolityka/domains/e-polityka.pl/public_html/libs/adodb/adodb.inc.php on line 1933

Deprecated: Assigning the return value of new by reference is deprecated in /home/epolityka/domains/e-polityka.pl/public_html/libs/adodb/adodb.inc.php on line 2995

Deprecated: Assigning the return value of new by reference is deprecated in /home/epolityka/domains/e-polityka.pl/public_html/libs/adodb/adodb.inc.php on line 3559

Deprecated: Assigning the return value of new by reference is deprecated in /home/epolityka/domains/e-polityka.pl/public_html/libs/adodb/adodb.inc.php on line 3633

Deprecated: Assigning the return value of new by reference is deprecated in /home/epolityka/domains/e-polityka.pl/public_html/libs/adodb/adodb.inc.php on line 3652
Jak „buduje się” nowe państwo prawa - e-Polityka.pl

  Aby zapisać się na listę naszego newslettera, prosimy podać swój adres email:

 

Wyszukiwarka e-Polityki :

 

Strona Główna  |  Praca  |  Reklama  |  Kontakt

 

   e-Polityka.pl / Wywiady / Jak „buduje się” nowe państwo prawa               

dodaj do ulubionych | ustaw jako startową |  zarejestruj się  

  ..:: Polityka

  ..:: Inne

  ..:: Sonda

Czy jesteś zadowolony z rządów PO-PSL?


Tak

Średnio

Nie


  + wyniki

 

P - A - R - T - N - E - R - Z - Y

 



 
..:: Podobne Tematy
14-11-2007

 

10-10-2007

 

09-05-2013

 

23-12-2012

  Czy powstanie PiS bis?

12-12-2012

 

29-11-2012

  PO remisuje z PIS

27-09-2012

 

+ zobacz więcej

Jak „buduje się” nowe państwo prawa 

03-04-2006

  Autor: Krzysztof Buczek

Po ostatnich wyborach partia rządząca zaczęła nam powoli pokazywać, jak wyglądać ma stanowienie i stosowanie prawa. Nic w tym dziwnego, w końcu w nazwie ma właśnie prawo, logiczne więc jest, że w swojej działalności kładzie na tę dziedzinę szczególny nacisk. Wyborcy o tym fakcie wiedzieli już od wielu miesięcy i często właśnie ze względu na to oddawali swój głos na Prawo i Sprawiedliwość. Skoro jakaś partia polityczna za jeden z głównych przedmiotów swojego zainteresowania uważa prawo, to przypuszczać można, iż jeśli dojdzie do władzy, to wreszcie w Polsce będzie upragniony porządek i szacunek do tegoż prawa. Jak ten szacunek wygląda w praktyce, wyborcy mogą przekonać się dopiero teraz.

 

 

Jedną z pierwszych inicjatyw legislacyjnych nowego rządu była tzw. ustawa medialna, która ma swoją interesującą, aczkolwiek jeszcze niezakończoną historię. Prace nad nią przebiegały w iście ekspresowym tempie, tak błyskawicznie, że nawet zdecydowanie ważniejsza ustawa budżetowa była przyjmowana później i wolniej. Ustawie budżetowej poświęcę miejsce w dalszej części artykułu, ponieważ tok prac nad nią także jest doskonałym przykładem tego, jak prace prawodawcze mają się w rozumieniu Prawa i Sprawiedliwości toczyć. Mimo sprzeciwów opozycji i środowisk dziennikarskich ustawa medialna została uchwalona w kształcie proponowanym przez zaplecze polityczne rządu i, co interesujące, weszła w życie z dniem ogłoszenia. Rządzący uznali ją za tak pilną, iż nie przewidzieli vacatio legis, skutki ustawy zadziałały natychmiastowo. Równie szybko nastąpiła reakcja Rzecznika Praw Obywatelskich, który ustawę zaskarżył do Trybunału Konstytucyjnego. Szczególne kontrowersje wzbudziły przepisy dotyczące etyki w mediach, której to ochroną nowa Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji miała się zajmować. Na zarzuty przeciwników, że może to być krok w kierunku cenzury, projektodawcy odpowiadali, że przepisów tych nikt nie zamierza stosować w praktyce i mają raczej charakter deklaracji niż ograniczenia wolności mediów.

Rzeczywistość wygląda trochę inaczej, a pierwsze działania przewodniczącej KRRiT Elżbiety Kruk pokazały, jak bardzo deklaratywny charakter mają te przepisy. Ustawa to nie jest zbiór pobożnych życzeń, tylko dokument zawierający przepisy wykonawcze, najczęściej nadające się dostosowania w praktyce. Stąd też kara pieniężna dla Polsatu, a także listy upominające radio Tok FM. W obu przypadkach poszło o to samo, przewodnicząca KRRiT uznała, że czyjeś uczucia zostały urażone, że próbowano zdyskredytować tak miły obecnej władzy religijny i obyczajowy światopogląd. Dlaczego jednak sprawami tymi nie mają zajmować się niezależne od władzy wykonawczej sądy, jak to było do tej pory? Przecież każdy urażony treściami zawartymi w audycjach telewizyjnych czy radiowych, poszkodowany przez nie, może do sądu się zgłosić i dochodzić swych praw. Otóż nie jest to na rękę obecnej władzy, wyrok sądu może być bardzo niepewny, a to właśnie ze względu na niezależność Temidy. Wszak ferowania wyroków przez niezależne organy PiS chciał za wszelką cenę uniknąć, powołując całkowicie posłuszną sobie KRRiT. Jeśli spojrzymy na konstrukcję tego ciała sprzed reformy, to ze zdumieniem odkryjemy, że niemożliwe było wymienienie całego składu Rady jednocześnie. Ustawodawca zabezpieczył w ten sposób rzeczony organ tak, by żadna opcja polityczna nie miała możliwości uzyskania hegemonii w obszarze mediów, szczególnie tych publicznych. Rada w założeniu miała być ciałem apolitycznym, co także przyświecało PiS, gdy toczyły się prace nad nową ustawą. I tutaj znów napotykamy na zasadniczą rozbieżność deklaracji ze stanem faktycznym, no bo w jaki sposób Rada ma być apolityczna, skoro jej przewodniczący ma pochodzić z nadania prezydenta, który to urząd nijak apolityczny być nie może.

Rozbieżności te wynikają z fundamentalnej różnicy tkwiącej w rozumieniu samego pojęcia prawa przez PiS i np. ich niedoszłego koalicjanta PO. Prezes Jarosław Kaczyński przedstawił sposób, w jaki jego partia rozumie prawo w komentarzu do wyroku Trybunału Konstytucyjnego: „Traktowanie go jako zespołu mędrców, którzy nie podlegają żadnej krytyce i z całą pewnością w każdej sprawie decydują zgodnie z prawem, traktowanym jako zespół norm poddawanych interpretacji przy pomocy jakichś powszechnie przyjętych reguł jest nieporozumieniem. I to bardziej nieporozumieniem podstawowym, które odnosi się do samej istoty prawa. To nie jest tak, żeby istniały całkowicie niepodważalne reguły wykładni prawa. Po drugie – nie jest też tak, żeby to byli ludzie całkowicie neutralni, jeśli chodzi o ich decyzje i stanowiska zajmowane także indywidualnie podczas tzw. votum separatum (zdanie odrębne)”.

Czymże zatem według prezesa PiS jest więc prawo? Tego niestety nie powiedział, dowiadujemy się czym prawo nie jest, nie jest ono zespołem norm i nie są one poddawane interpretacji przy pomocy powszechnie przyjętych reguł. Każdemu, kto dysponuje chociażby minimalną wiedzą prawniczą, włos powinien się zjeżyć na głowie na dźwięk tych słów. Otóż Jarosław Kaczyński, który jest doktorem prawa, podał w jednej swojej wypowiedzi klasyczną definicję tegoż właśnie prawa i natychmiast jej zaprzeczył. Na mocy tej właśnie definicji sądy starają się w sposób jednolity stosować prawo, takie samo dla wszystkich i stąd właśnie muszą wynikać powszechne reguły interpretacji. Każdy obywatel za czyn sprzeczny z prawem spodziewa się wyroku sądu właśnie na podstawie w miarę jednolitej wykładni prawa, co zapewnia sprawiedliwe wyroki oraz zapobiega dowolnym interpretacjom przepisów. Tymczasem prezes rządzącej partii prezentuje odmienny pogląd na ten temat, i to w odniesieniu do orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego, który jak żaden inny organ RP ma stać właśnie na straży prawa i jego zgodności z Konstytucją.

Wypowiedź ta jest niezwykle niebezpieczna z punktu widzenia umacniania państwa prawa, ponieważ podważa ona jego fundamentalną zasadę. Obraca w niwecz zasadniczą regułę, na której przez ostatnie 17 lat budowane było państwo. Jeśli nie ma powszechnie przyjętego klucza interpretacji, to w takim razie można w dowolny sposób wybierać spośród kilku. Doskonale w praktyce zadziałano w ten sposób przy okazji prac nad ustawą budżetową. W toku debaty nad konstytucyjnym terminem zakończenia prac pojawiły się niespodziewanie rozbieżności co do właśnie tego terminu. Sejm stał na stanowisku dyskontynuacji prac parlamentu, natomiast prezydent i jego prawnicy opierali się na zupełnie innych ekspertyzach prawnych. Doszło do sytuacji, w której PiS i jego prezydent próbowali zaszachować parlament dzięki zastosowaniu w dużej mierze dowolnej interpretacji prawa, o której z premedytacją nie informowano Sejmu. Mało tego, politycy partii rządzącej w wywiadach telewizyjnych, radiowych i prasowych operowali tylko jednym terminem zakończenia prac, tym samym, co Sejm. Aż tu nagle pojawiła się nowa interpretacja i wszyscy politycy PiS jak jeden mąż ją podchwycili za swoim prezesem. Trudno oprzeć się wrażeniu, iż zrobili to tylko dlatego, że dawało to ich prezydentowi możliwość rozwiązania parlamentu przed terminem, a prawo, któremu tak bardzo hołdują stało się instrumentem perfidnej manipulacji w ich rękach. Nie jestem pewien, czy wyborcy tej partii spodziewali się takiego stosowania prawa, a za rzecz bardzo rozsądną uważam fakt, iż liderzy PiS nie mówili na ten temat zbyt wiele przed wyborami. Inaczej nie byłoby ich dzisiaj przy władzy, bo trudno wyobrazić sobie wyborców przy zdrowych zmysłach opowiadających się za takim modelem rozumienia prawa.

Opierając się na przykładzie tylko tych dwóch ustaw, można z pełną odpowiedzialnością stwierdzić, że prawo według partii Jarosława Kaczyńskiego jest dobre tylko wtedy, gdy zostało ustanowione przez nią. Natomiast jeżeli akty prawne powstały wcześniej i mogą być dla obecnej władzy krepujące, to prawo można stosować przy użyciu dowolnie wybranej interpretacji, co zapewnia swobodę działania. Całkiem podobnie jest z sędziami TK, mają oni określone poglądy i nie mogą uchodzić za mędrców, ponieważ nie zostali, póki co, mianowani przez obecną władzę. Natomiast pani Elżbieta Kruk spokojnie może uchodzić w oczach PiS za osobę zupełnie apolityczną i bezstronną w swoich działaniach, a to dlatego że jest nominantką partii rządzącej oraz broni określonego systemu wartości, bliskiego swoim mocodawcom.

Mamy tu do czynienia z niebezpiecznym z punktu widzenia państwa prawa dualizmem w patrzeniu na konstytucyjne organy państwa i podstawę ich działania. Jest nią póki co Konstytucja RP z 1997 roku, która w wielu punktach rządzącym dziś Polską nie odpowiada, a ich wielkim marzeniem jest jej zmiana. Obowiązuje ona jednak i czy się to komuś podoba, czy nie, w Artykule 32 głosi, że wszyscy są wobec prawa równi i mają prawo do równego traktowania przez wladze publiczne. Kładzie ona fundamenty pod demokratyczne państwo prawa, które PiS dziś podkopuje pod płaszczykiem uzdrawiania tegoż państwa. Partia rządząca tworzy dziś niebezpieczne precedensy, które mogą w przyszłości stać się podstawą działań innych ekip rządowych, niekoniecznie o prawicowej proweniencji. Ciekawe czy wtedy prezes Kaczyński i jego partia pozostaną przy swojej definicji prawa, czy też może na użytek własny ukują zupełnie inną, odpowiadającą okolicznościom, w których się znajdą?

Zdjęcie sali obrad TK RP pochodzi z witryny Trybunału Konstytucyjnego RP.

 

  drukuj   prześlij na email

  powrót   w górę
  Wasze komentarze
 

  Odpowiadam Autorowi [ 22 ]

(~Mac.Iek, 07-04-2006 01:57)

Opis:

 

(~Mac.Iek, 07-04-2006 01:51)

Opis:

 

(, 06-04-2006 05:35)

Opis:

  [ 13 ]

(~autor(K.B.), 06-04-2006 05:18)

Opis:

 

(~Mac.Iek, 05-04-2006 22:11)

Opis:

  mutacja

(~Copanescu, 04-04-2006 08:14)

Opis:

 

Copyright by (C) 2007 by e-Polityka.pl - Biznes - Firma - Polityka. Wszelkie Prawa Zastrzeżone.

Kontakt  |  Reklama  |  Mapa Serwisu  |  Polityka Prywatności  |  O nas


e-Polityka.pl