Aby zapisać się na listę naszego newslettera, prosimy podać swój adres email:

 

Wyszukiwarka e-Polityki :

 

Strona Główna  |  Praca  |  Reklama  |  Kontakt

 

   e-Polityka.pl / Aktualności / Nie taki Lepper straszny… jak Kaczyński               

dodaj do ulubionych | ustaw jako startową |  zarejestruj się  

  ..:: Polityka

  ..:: Inne

  ..:: Sonda

Czy jesteś zadowolony z rządów PO-PSL?


Tak

Średnio

Nie


  + wyniki

 

P - A - R - T - N - E - R - Z - Y

 



 
..:: Podobne Tematy
09-08-2007

 

07-08-2007

  Przystawki jednak niestrawne

06-08-2007

  Szopka (nowo)roczna

02-08-2007

  Pisowczycy i lisowczycy

19-10-2006

  Ale o co chodzi?

16-10-2006

 

21-09-2006

 

+ zobacz więcej

Nie taki Lepper straszny… jak Kaczyński 

20-04-2006

  Autor: Bartosz Bęgowski

W komentarzach dotyczących kształtującej się obecnie koalicji rządowej, do której PiS zaprosiło Samoobronę, PSL i LPR, najczęściej wyczytać można niedowierzanie, zaskoczenie lub oburzenie. Takie emocje wywołuje fakt, że do rządu mogą wkroczyć partie polityczne, zdradzające zapędy populistyczne lub też radykalny klerykalizm. Przechyla się oto na naszych oczach czara goryczy i Jarosław Kaczyński traci powoli zaufanie w sondażach opinii społecznej. Wydaje się to niesłychane w obliczu faktu, iż PiS prezentuje program bardzo zbliżony do propozycji swoich niedoszłych jeszcze koalicjantów. Nie dziwiła tymczasem możliwość wspólnych rządów PiS z PO – partii tak przecież odmiennych światopoglądowo.

 

 

O partii politycznej przeciętny człowiek raczej nie może wiedzieć zbyt wiele. Skutecznie stosowany marketing polityczny pozwala tworzyć wizerunek oparty na emocjach i szeregu haseł wyborczych. Program przestaje mieć znaczenie w procesie zdobywania poparcia społeczeństwa. Nie będąc politologiem, bądź interesując się polityką wyłącznie w zakresie odbioru informacji, które otrzymujemy za pośrednictwem środków masowego przekazu, możliwe jest jedynie wyrobienie sobie pewnego „wrażenia” na temat partii politycznej lub konkretnego polityka. I w ten sposób duża część odbiorców kojarzy braci Kaczyńskich z rządami silnej ręki, które w końcu uporządkują państwo, Donald Tusk to poważny i zrównoważony przywódca, obdarzony niezmierzoną wprost miłością dla swego kraju, a Wojciech Olejniczak to młody, ambitny i nieskorumpowany reformator lewicy.

Taki uproszczony odbiór sytuacji wpływa również często ujemnie na wizerunek partii i ich członków. Kilka niemieszczących się w standardach poprawności politycznej wypowiedzi może sprawić, że polityk postrzegany będzie negatywnie. Media, co jest naturalne, zawsze bezbłędnie wychwytują wpadki i potknięcia, a przeciwnicy polityczni z wyjątkową precyzją wykorzystują je dla zdyskredytowania rywala. Dlatego też wiele osób odbiera Andrzeja Leppera jako niemądrego i zabawnego krzykacza, Romana Giertycha jako despotycznego antysemitę, a Jarosława Kaczyńskiego jako niebezpiecznego dla demokracji frustrata o zapędach autorytarnych.

Zdaję sobie sprawę z uogólnienia, jakie tutaj stosuję, lecz niezbędne jest mi ono dla ukazania pewnej zależności. Mianowicie partie, które podobnie postrzega się medialnie są równocześnie łatwiej akceptowane przez społeczeństwo jako potencjalni koalicjanci. Z tego punktu widzenia zrozumiałym wydaje się fakt, iż PiS i PO, dwie formacje, które przez opinię publiczną widziane były jako mniej radykalne niż LPR i Samoobrona, oraz jako te, które mają szansę wyzwolić nasze państwo z patologii korupcji i „postkomunistycznego układu”, stworzą razem rząd. Tymczasem bardzo szybko okazało się, iż realne różnice programowe pomiędzy tymi partiami oraz, być może nawet bardziej – różnice w mentalności przywódców – doprowadziły do nierozwiązywalnego sporu. Sen o koalicji ulotnił się.

Tutaj wypada postawić następujące pytanie. Z jakiego powodu przez całe pół roku żadna z najsilniejszych sił w parlamencie nie stworzyła rządu z mniejszymi ugrupowaniami? Dlaczego Prawo i Sprawiedliwość tak usilnie odsuwało w czasie decyzję o koalicji? Dlaczego Platforma nie uczyniła kroku w kierunku innych niż PiS partii? Odpowiedzią w dużej części może być dbałość o wizerunek partii. Wiecznie kompromitujący się Andrzej Lepper lub mający niewielkie poparcie i uważany za niebezpiecznego radykała Roman Giertych nie są dobrymi sojusznikami w walce o poparcie grup wyborców, do których swe przesłanie kierują PiS oraz PO. Formacja braci Kaczyńskich miała jednak ułatwione zadanie. Jej program jest szalenie zbliżony do programów LPR i Samoobrony, mimo że nie w tym samym stopniu radykalny. Platforma nie miała możliwości zwrócić się do innych partii politycznych z propozycją koalicji bez znaczącej zmiany swojej tożsamości politycznej. Ze względu na różnice programowe takie zachowanie mogłoby być „śmiertelne”.

Prawo i Sprawiedliwość na krótko przed wyborami, lecz również i po zwycięstwie, zaczęło przedstawiać takie propozycje reform, które odbierały wyborców Giertychowi i Lepperowi. Z pierwszym ścigało się w konkurencji na najbardziej rozbudowaną politykę prorodzinną, drugiemu odbierało atuty w dziedzinie retoryki antyliberalnej. W sytuacji prowadzenia rządu mniejszościowego i wiecznie możliwych przedwczesnych wyborów parlamentarnych Jarosław Kaczyński nie mógł sobie jednak pozwolić na koalicję z wyżej wymienionymi politykami. Zbyt wielkie było niebezpieczeństwo spadku poparcia w sondażach.

Potrzebny był pretekst dla bliższego związku z tymi „cieszącymi się” dużym elektoratem negatywnym partiami. Stąd też, między innymi, polityka wiecznych kryzysów prowadzona przez PiS. Każdy kryzys to kolejny krok w stronę końca cierpliwości wyborców. Nie powinny więc teraz dziwić słowa, wypowiedziane przez prezesa Prawa i Sprawiedliwości po podpisaniu wstępnej umowy koalicyjnej z Samoobroną. „Polacy mają w końcu to, na co czekali od sześciu miesięcy: większościowy rząd, który będzie zmieniał Polskę”. Te słowa są logiczną konsekwencją prowadzonej od sześciu miesięcy polityki Jarosława Kaczyńskiego. On sam przecież to oczekiwanie przedłużał chcąc zyskać większą aprobatę dla swoich poczynań.

Nie twierdzę, iż taki rozwój wypadków był od początku przewidziany przez szefostwo PiS jako jedyny możliwy. Był natomiast z pewnością jednym z branych pod uwagę scenariuszy. Również przedwczesne wybory byłyby na pewno możliwe, gdyby notowania tej największej w parlamencie partii były wyższe. Takie rozwiązanie niosło ze sobą jednak zbyt wielkie ryzyko. Zwłaszcza, że w na nowo wybranym parlamencie utworzenie koalicji przyniosłoby Prawu i Sprawiedliwości identyczne problemy. Nawet w przypadku ponownego zwycięstwa.

Najlepsze z możliwych rozwiązań nie zawsze musi być najlepszym w ogóle. PiS robił wprawdzie co tylko mógł, by dzisiejszą, zawiązującą się właśnie koalicję usprawiedliwić, lecz nie obyło się bez strat. Najnowszy sondaż CBOS wskazuje na to, iż bracia Kaczyńscy znaleźli się w gronie polityków obdarzonych największą nieufnością właśnie obok Romana Giertycha oraz przyszłego wicepremiera – Andrzeja Leppera. Być może te straty nie okażą się jednak tak wielkie w porównaniu z tym, co obecnie rządząca partia zyska.

Biorąc pod uwagę tempo i zgodność, z jaką podpisano wstępną umowę koalicyjną można się spodziewać, że przyszły rząd nie będzie mniej stabilny od innych. Okazuje się, że Samoobrona popiera w zasadzie wszystkie postulaty programowe PiS, rezygnując równocześnie ze swoich najbardziej radykalnych pomysłów. Taka rezygnacja jest w pełni zrozumiała. Partie populistyczne, gdy tworzą rząd, zwykle porzucają swoje najbardziej nierealne pomysły, które przyniosły im wcześniej głosy w wyborach. Obawy, że Andrzej Lepper zechce wprowadzać swój program gospodarczy w życie nie mogły się sprawdzić. Tak więc przewodniczący Samoobrony wyrzekł się z łatwością ściągania rezerw dewizowych z zagranicy oraz rezerw rewaluacyjnych NBP czy też wprowadzenia podatku obrotowego. Kolejnym powodem takiego zachowania Samoobrony jest jej słaba pozycja wobec większego koalicjanta. Jarosław Kaczyński nie dopuści do tego, by wspaniale wykreowany medialnie rząd Kazimierza Marcinkiewicza nagle zyskał miano nieodpowiedzialnego. Choć z wicepremierem Lepperem może się to zadanie okazać zbyt trudne.

W ten sposób znikają różnice dzielące obie partie. Obie populistyczne w kwestiach socjalnych (wydatki przekraczające możliwości budżetu państwa), obie kwestionujące porządek nastały po kompromisie Okrągłego Stołu, obie antyliberalne i wreszcie obie kierowane przez przywódców o podobnej mentalności. Gdy tylko udało się, przynajmniej częściowo, pokonać problemy związane z wizerunkiem partii, cała reszta przestała stanowić problem. Szef Samoobrony, o ile koalicja ostatecznie dojdzie do skutku, będzie mógł usiąść za ministerialnym biurkiem, a na nim ustawić złotą plakietkę: „trzeci bliźniak Andrzej Lepper”.

Wnioskiem jest stwierdzenie, że braciom Kaczyńskim od zawsze bliżej było do Samoobrony i Ligi Polskich Rodzin, niż do Platformy Obywatelskiej. Dlatego zdziwienie wywołane obecną sytuacją polityczną w społeczeństwie jest dla mnie niezrozumiałe. Równocześnie nie widzę powodu do obaw w sprawie wejścia przewodniczącego Samoobrony do rządu. Już pierwsze deklaracje wskazują na to, że polityka nowej koalicji nie będzie, poza drobnymi szczegółami, różnić się od tej, jaką już teraz próbuje wdrażać premier Marcinkiewicz. Warunki będzie w dalszym ciągu dyktował Jarosław Kaczyński. Sytuacja jest jednak o tyle gorsza dla Polski od poprzedniej, że po zawarciu koalicji wszelkie niebezpieczne pomysły PiS (a nie Samoobrony!) otrzymają zielone światło. Komisja Prawdy i Sprawiedliwości, naruszające konstytucję ustawy, ograniczenia swobody mediów, klerykalizacja państwa oraz próby brutalnego rozliczania przeszłości jeszcze silniej niż dotychczas wstrząsną polską demokracją. Nie Andrzej Lepper powinien spędzać sen z powiek Polakom, a bracia Kaczyńscy – śmiało kroczący po kolejne taktyczne zwycięstwo.

 

  drukuj   prześlij na email

  powrót   w górę
  Wasze komentarze
 

  cesarz

(~tt, 24-04-2006 12:19)

Opis: Juz byl maly czlowieczek w historii - skonczyl na Elbie. Teraz mamy dwoch,- trzeba nam znalezc dwie \"Elby\"


Brak odpowiedzi na ten komentarz
+ powrót + odpowiedz
 

Copyright by (C) 2007 by e-Polityka.pl - Biznes - Firma - Polityka. Wszelkie Prawa Zastrzeżone.

Kontakt  |  Reklama  |  Mapa Serwisu  |  Polityka Prywatności  |  O nas


e-Polityka.pl