Dżihad po malezyjsku

25-09-2003

Autor: Przemysław Jaworski

Islam rozprzestrzenił się na Archipelagu Malajskim w okresie od XIV do XVI wieku. Przyczynili się do tego głównie kupcy muzułmańscy z Indii Północnych, Persji oraz Arabii. Podboje Mongołów w Azji doprowadziły do zamknięcia tzw. Szlaku Jedwabnego, łączącego lądem Daleki Wschód z krajami Azji Mniejszej i Europą. Użyteczny pozostał jedynie morski szlak handlowy, wiodący przez wyspy Archipelagu Malajskiego. Oddalenie od głównych ośrodków ortodoksji muzułmańskiej w Kairze i Mekce pozbawiło islam malajski charakterystycznej bojowości i nietolerancji. Islamizacja półwyspu odbywała się stopniowo i drogą pokojową. Aczkolwiek dziś islam jest religią państwową Malezji, konstytucja gwarantuje wolność wyznania. Rodowici Malezyjczycy są zasadniczo muzułmanami, ale 31% populacji stanowią Chińczycy a 8% Hindusi. Wszystkie mniejszości narodowe wyznają swe własne religie.


Pod przywództwem dr Mohamada Mahathira (premier od roku 1981) Malezja osiągnęła niebywały rozwój gospodarczy. Słynie ona w Azji z produkcji wyrobów i komponentów elektronicznych, czasem zwana Krzemową Doliną Azji; osiąga też znaczne sukcesy w przemyśle tekstylnym, chemicznym i artykułów elektrycznych. Usiłuje się zredukować etniczną różnorodność kraju poprzez generalne zwiększenie dobrobytu. Ogromny nacisk kładzie się na edukację, komputery są w powszechnym użytku już w szkole podstawowej.

 

W roku 2000, w "New Straits Times" gazecie wychodzącej w Malezji, ukazał się artykuł dr Mohamada Mahathira na temat dżihadu, świętej wojny islamskiej a raczej dżihadu w rozumieniu malezyjskim. Dzisiaj artykuł ten nabiera swoistego wyrazu, kiedy islam, terroryzm i dżihad tak często pojawiają się na pierwszych stronach gazet.

 

Obraz kultury islamskiej XXI wieku, nakreślony przez dr Mahathira, nie wygląda zbyt optymistycznie. Jednak zwrot może nastąpić, jeśli świat muzułmański będzie "duchowo gotowy do stawienia czoła wyzwaniom wrogiego mu świata". "Chcemy, żeby muzułmanie byli dobrze wykształceni we wszystkich dziedzinach wiedzy, nie zapominając jednak swojej religii. Chcemy konkurować i zdobywać nasz dobrobyt uczciwie. Nie chcemy ulegać emocjom lecz planować i tworzyć taktykę, gdy stajemy w obliczu wyzwania. Wierzymy, że potrafimy stworzyć racjonalnie myślący naród muzułmański, silny administracją, nauką, technologią, handlem i przemysłem, wykształcony politycznie, społecznie i religijnie we wszystkich dziedzinach, i wtedy możemy wesprzeć prawdziwą sprawę islamu. To jest nasz dżihad".

 

Dr Mahathir wygłosił swoje przemówienie do grona muzułmańskich intelektualistów. Czyżby brzmiały w nim echa dawnych czasów Awicenny, Alkarismiego i innych, czasy rozkwitu matematyki, astronomii, chemii i medycyny muzułmańskiej, kiedy w Europie panowało średniowiecze?

 

"Mamy nadzieję" – kontynuuje dr Mahathir – "że będziemy mogli w jakimś stopniu pokazać muzułmanom i państwom muzułmańskim drogę do renesansu, muzułmańskiej odbudowy. Mamy nadzieję, że nasz drobny sukces będzie zauważony i uznany, i posłuży innym za wzór".

 

 

Nie wszystko jednak idzie tak gładko w myśleniu muzułmańskim, jak w gospodarce malezyjskiej. "Widzimy, jak w Malezji rozwija się konflikt wewnątrzmuzułmański, który może nas wykoleić. Widzimy młodych, wykształconych profesjonalistów, jak ulegają obsesji ślepej nienawiści do ludzi, którzy pomogli zdobyć im wykształcenie, jak wiążą swój los z fanatykami, myśląc bardziej o męczeńskiej śmierci dla siebie i niebie, niż o pokoju i koniunkturze".

 

 

Nakreśliwszy swą wizję renesansu muzułmańskiego dr Mahathir stwierdza dalej, że trudno mu jest być optymistą. "Niewielu muzułmanów pojmuje rzeczywistość. Żyją w podanym im do wierzenia świecie, gdzie słabość uważana jest za siłę a upadek za sukces. Po upływie tysiąca czterystu lat wyraźnie nie mogą zrozumieć swej bardzo prostej religii, religii, która nie ma być dla nich jarzmem. I wciąż polemizują z nauczaniem swojej religii i w niezgodzie zaczynają zwalczać się i zabijać, nieświadomie robiąc robotę swych wrogów".

 

 

Kontynuując dr Mahathir stwierdza, że kiedy muzułmanie zaangażowani są w niekończące się spory, ich kraje cofają się, niezdolne dotrzymać kroku zmianom jakie wokół nich zachodzą i ulegają obcej dominacji. Podczas gdy muzułmanie mają wielu wrogów wśród nie-muzułmanów, to nie oni są często celem ataków tak zwanych męczenników. Ci samozwańczy męczennicy zabili więcej muzułmanów niż wrogów islamu. "Przeszkadzają oni rządom muzułmańskim, nie dopuszczając do ukształtowania się w pełni rozwiniętych ekonomicznie państw, do odbudowy cywilizacji muzułmańskiej i odzyskania tej chwały, jaką cieszył się dawniej islam".

 

 

Niestety, jak się obecnie wydaje, głos dr Mahathira pozostaje odosobniony. Jego artykuł ukazał się na długo przed 11 września 2001. Dziś wiele krajów kultury islamskiej, zwłaszcza na Bliskim Wschodzie, obraca się w zaklętym kręgu przemocy i nienawiści, co widać z codziennych doniesień. W ostatnim zamachu na hotel w Dżakarcie zginął duchowny muzułmański i wielu muzułmanów. Uwaga świata skupiona jest na procesie terrorystów odpowiedzialnych za zamach na Bali. W Malezji nie ma obozów treningowych terrorystów jak w sąsiedniej Indonezji czy na Filipinach. Jak dotychczas nie ma doniesień o zamachach terrorystycznych w tym kraju względnego dobrobytu i tolerancji. Względnej tolerancji, gdyż w Australii i innych krajach pojawiają się często głosy o łamaniu praw człowieka i procesach politycznych w Malezji. Dr Mahathir odpowiada krytyką na krytykę, jest on znany ze swojej krytyki wielu wystąpień rządu australijskiego, ostatnio doktryny pierwszego uderzenia głoszonej przez premiera Australii Johna Howarda. Tym niemniej stosunki między Australią a Malezją są przyjazne. Czy wzór malezyjski jest jakąś formą współżycia i współpracy, alternatywą wobec wzajemnej podejrzliwości i wrogości, w świecie odmiennych kultur i religii? Czy jest alternatywą na wciąż wybuchające bomby i wojskowe interwencje, rozdzielające świat podejrzliwością i nienawiścią?

 


Copyright by © 2006 by e-polityka.pl - Pierwszy Polski Serwis Polityczny. Wszelkie Prawa Zastrzeżone.