Porozumienie

08-12-2003

Autor: Agnieszka Rosa

W Genewie, w poniedziałek 1 grudnia 2003 podpisano tzw. porozumienie genewskie, czyli plan pokojowych działań pokojowych Izrael- Palestyna. Już kilka razy mieliśmy wrażenie, że obydwa od lat walczące narody odnajdą wspólny język. Nigdy jednak nie udało się osiągnąć trwałego pokoju. Czy porozumienie genewskie ma szansę stać się przełomem? Nowym etapem?  Oficjalnie raczej nie. Nie posiada ono  żadnej mocy prawnej i nigdy nie wejdzie w  życie. Jest rodzajem deklaracji przedstawicieli obydwóch narodów, którzy chcą tym samym rozpocząć starania o pokój.


Sygnatariusze porozumienia wyrazili zgodę na powstanie niepodległej Palestyny ( na 95 proc. zachodniego Brzegu Jordanu i Strefy Gazy + wymiana terytorialna dla pozostałych 5 proc. ) Jej granic strzegłyby siły międzynarodowe. Palestyńczycy otrzymaliby kontrolę nad ważnym dla nich ze względów religijnych Wzgórzem Świątynnym. Zrezygnowaliby jednocześnie z prawa powrotu ponad 3, 5 mln uchodźców, którzy opuścili swoje rodzinne strony po 1948 roku. Twórcy porozumienia zaproponowali również zlikwidowanie wszystkich osiedli izraelskich na Terenach Okupowanych. Jerozolima byłaby  podzieloną stolicą. Być może dzięki temu stałaby się symbolem zgody i pokoju.
Plan podpisało ponad 400 Palestyńczyków i Izraelczyków. Genezą porozumienia genewskiego były próby porozumień w Camp David, Tabie, Oslo. Prace nad nim rozpoczęły się z inicjatywy profesora Uniwersytetu w Genewie, Alexisa Kellera. Wzięli w nich udział przedstawiciele izraelskiej Partii Pracy -od ostatnich wyborów w opozycji ( min. Jossi Beilin, Amram Micna). Palestyńczyków reprezentował np. Jaser Abed Rabbo. Oprócz przedstawicieli obydwóch zainteresowanych narodów wśród sygnatariuszy znaleźli się min. Hanna Suchocka, Bornisław Geremek, Michaił Gorbaczow, Butros Ghali. Na poniedziałkowe spotkanie w Genewie zostali zaproszeni Lech Wałęsa i Jimmy Carter. Obydwaj skorzystali z zaproszenia doceniając starania o pokój na Bliskim Wschodzie. Poparcia nowej inicjatywie udzieli również sekretarz stanu USA Colin Powell oraz Nelson Mandela. Porozumienie genewskie, popierane przez 58 byłych prezydentów, ministrów, szefów organizacji międzynarodowych nie wzbudza pozytywnych emocji ani u Ariela Szarona, ani Jasera Arafata. Pierwszy z nich oficjalnie popiera rozwiązanie promowane przez USA tzw. "mapę drogową" czyli stopniowe wprowadzanie zmian we wzajemnych stosunkach. Drugi nie skrytykował inicjatywy genewskiej, ale nie udzielił jej również swojego poparcia. Najbardziej zainteresowani, czyli przedstawiciele obydwóch narodów podchodzą do porozumienia różnie, ale na pewno z dużą rezerwą. Według sondaży istnieje dość duża grupa ludzi popierających nowe propozycje. Jednak w ostatnich dniach ostrzelano domy palestyńskich twórców porozumienia. Przedstawiciele rządzącego w Izraelu Likudu chcieli nawet oskarżyć Jossiego Beilina- zarzut: szpiegostwo. Nie podoba im się również postawa Colina Powella, który wyraził chęć spotkania się z autorami porozumienia. Być może obawiają się oni, że ustalenia z Genewy zyskają poparcie międzynarodowej opinii publicznej a tym samym osłabią pozycję promowanej przez Szarona mapy drogowej. Byłaby to sytuacja o tyle trudna dla rządzących dziś Izraelem, że autorami porozumienia są politycy opozycji. W wypadku powodzenia inicjatywy, pozycja Likudu mogłaby zostać zagrożona. Powodów niechęci wobec tego planu może być wiele. Spór izraelsko- palestyński trwa już tak długo, że każda ze stron godząc się na kompromis bardzo dużo ryzykuje. Lat nienawiści, walk i przelanej krwi nie można przekreślić jednym porozumieniem. Ale także nie wolno nie doceniać każdej, nawet najmniejszej szansy na zmianę dotychczasowego sytuacji. Jeśli przywódcy Izraela i Palestyny odrzucają porozumienie ze względu na własne, partykularne interesy, to marnują tym samym wielką, historyczną szansę.
Porozumienie genewskie może być początkiem zmian. Początkiem długiej i wyboistej drogi, która czeka obydwie strony konfliktu. Początkiem pokojowej walki o lepszą przyszłość. Palestyńczycy muszą bezwarunkowo zerwać z terrorem. Izraelczycy musza wyrazić jednomyślną zgodę na stworzenie wolnej i niepodległej Palestyny. A to dopiero początek kompromisów. Obydwa narody będą musiały nauczyć się żyć obok siebie, Nie tak jak dotychczas z bronią w ręku ale jak sąsiedzi, którzy mogą liczyć na swoją pomoc i wsparcie. Dla większości czytających te słowa i interesujących się wydarzeniami na Bliskim Wschodzie wydaje się to prawie niemożliwie.  Ale jedyną szansą na długotrwałą stabilizację są właśnie zmiany w świadomości zwykłych ludzi, którzy być może kiedyś nie będą traktować siebie nawzajem jak wrogów. Warunków do spełnienia jest jeszcze wiele. Nie sposób o nich wszystkich tutaj pisać. Warto jednak spróbować i podjąć wyzwanie. Jeśli jednej ze stron zabraknie odwagi i determinacji to porozumienie genewskie stanie się historią i podzieli los innych prób pogodzenia zwaśnionych narodów.


Copyright by © 2006 by e-polityka.pl - Pierwszy Polski Serwis Polityczny. Wszelkie Prawa Zastrzeżone.