Porozumienie ponad murem

18-01-2004

Autor: Agnieszka Rosa

Kiedy na początku tego roku Ministerstwo Obrony Izraela ogłosiło, że spadła liczba palestyńskich zamachów na izraelskie cele w 2003 roku, niewielu chciało w to uwierzyć. Ubiegły rok nie był ani szczególnie spokojny, ani szczególnie pokojowy. Co jakiś czas wstrząsały nami wiadomości z różnych zakątków świata, w tym także z Bliskiego Wschodu. Ginęli niewinni ludzie. Fanatyczni zamachowcy- samobójcy wysadzali się w powietrze licząc, że poświęcając własne życie zniszczą znienawidzonego wroga. Takie są odczucia przeciętnego obserwatora


Sytuacja na Bliskim Wschodzie od kilku lat się nie zmienia. A nawet jeśli, to są to zmiany chwilowe i minimalne. Według oficjalnych danych w 2003 zginęło 214 Izraelczyków ( odpowiednio w 2002- 451) oraz około 700 Palestyńczyków. Być może to początek końca krwawych wydarzeń, w których życie tracą przeważnie niewinni, zwykli ludzie. Być może kolejne próby pokojowego porozumienia sporu między Palestyną a Izraelem zakończą się wreszcie sukcesem.

Rok 2003 upłynął, przynajmniej dla Bliskiego Wschodu, pod znakiem dwóch istotnych inicjatyw. Pierwsza, nadal popierana przez premiera Izraela Ariela Szarona to tzw. „mapa drogowa”. Drugie rozwiązanie nie ma tak mocnych protektorów. I chociaż porozumienie genewskie, druga z opcji, nie otrzymało oficjalnego poparcia najważniejszych polityków żadnej ze stron konfliktu, to przez wielu traktowane jest jako jedyna szansa na zawarcie tak długo oczekiwanego pokoju. W obliczu coraz większej liczby ofiar każde racjonalne i sensowne rozwiązanie może stać się niepowtarzalną szansą. Tego właśnie trzeba teraz obydwóm zwaśnionym narodom. Mądrego rozwiązania, dużo dobrej woli i chęci kompromisu. To pierwsze może się znajdzie. Zwłaszcza przy pomocy zachodnich polityków, którym również zależy na rozwiązania konfliktu. Gorzej jest z tym, co zależy tylko i wyłącznie od samych zainteresowanych. W tym nie może pomóc im nikt.

Niestety dobre nowiny dotyczące zmniejszającej się liczby ofiar w 2003 szybko zostały „ zagłuszone” przez zdecydowane i głośne protesty Izraela. Izraelscy politycy jednomyślnie odrzucili proponowane przez palestyńskiego premiera utworzenie na spornych terenach jednego, wspólnego państwa. Propozycja palestyńska została uznana za błąd. Nie poparli jej również zachodni politycy zaangażowani w bliskowschodni spór. Być może sam pomysł nie był zbyt trafiony. Ale strona izraelska również nie przedstawiła żadnego sensownego rozwiązania. Bo na pewno nie można do takiej grupy rozwiązań zaliczyć pomysłu budowy kontrowersyjnego „muru bezpieczeństwa”, który będzie przypominał obu stronom o tym, co je dzieli. Próba przełamania impasu, wyciągnięcie ręki przez jedną stron są natychmiast krytykowane i torpedowane przez drugą.

W odpowiedzi na propozycję palestyńską Ariel Szaron oficjalnie przypomniał o istnieniu „ mapy drogowej”. Izrael nadal chce angażować się w jego realizację. Szaron zapowiedział, że nie ma jednak zamiaru poświęcać dla „mapy” bezpieczeństwa obywateli Izraela. Jeśli Palestyńczycy nie będą realizowali swoich zobowiązań premier jest gotowy do podjęcia wszelkich koniecznych działań. Ksenet poparł deklaracje Szarona.

Pozostaje tylko jedno pytanie. Jak można połączyć fakt zaangażowania w program pokojowy z planami odgrodzenia dwóch zwaśnionych narodów murem bezpieczeństwa? W tym wypadku wydaje się, że plan utworzenia jednego państwa dla walczących ze sobą od lat ludzi doskonale wkomponuje się w zestaw dotychczasowych niezrozumiałych działań i propozycji. Jeśli palestyńscy przywódcy nie potrafią namówić swoich rodaków do zaprzestania rozlewu krwi, to tym bardziej byłoby to niemożliwe w momencie stworzenia wspólnego państwa z Izraelczykami.


Copyright by © 2006 by e-polityka.pl - Pierwszy Polski Serwis Polityczny. Wszelkie Prawa Zastrzeżone.