Wakacje pod okupacją

18-03-2004

Autor: Katarzyna Dobrowolska z Wenecji

Ubiegłego lata ksiądz Nandino Capovilla postanowił zamienić swą uroczą wenecką wysepkę Murano na Nablus: ubogie palestyńskie miasto od lat znajdujące się pod okupacją izraelską. Wraz z organizacją "Stowarzyszenie dla Pokoju", chce weryfikować, jaki wpływ na losy konfliktu wywrze ciągła obecność zagranicznych obserwatorów na terytoriach okupowanych. Przede wszystkim jednak chce spędzać wakacje właśnie wśród Palestyńczyków, żyjąc jak jeden z nich, dzieląc z nimi chleb, lęki i desperację. Dziś opowiada nam to wszystko, co zobaczył i usłyszał.


KATARZYNA DOBROWOLSKA: Dlaczego wybrał Ksiądz właśnie Nablus jako cel swej wędrówki?

KS. NANDINO CAPOVILLA: Właściwie nie było moim zamiarem wybieranie jakiegoś piekielnego kręgu, by spędzić w nim wakacje. Przyczyna była inna. Od dawna już prześladowała mnie myśl, że istnieje jeden tylko sposób, by zażegnać w sposób ostateczny niekończący się konflikt palestyński: jechać na miejsce i "stanąć pośrodku" dwóch walczących stron. W tym przypadku byli nimi: lud wykończony przez okupację wojskową i największa potęga militarna świata.

Jak wygląda dziś Nablus i jego okolice?

Z lotu ptaka widzimy potężne miasto, o stu pięćdziesięciu tysiącach mieszkańców, zduszone kompletnie przez okupację, która blokuje każdy przejaw życia. To przerażający widok! Fabryki i uniwersytet, szpitale i sklepy, wszystko podlega pozbawionemu sensu i przyczyny, absolutnie nielegalnemu, zbrodniczemu, totalnemu blokowi... przy milczącej zgodzie świata. Podam jeden przykład. W Nablusie istnieje nowoczesna fabryka przetworów mlecznych, chluba ludności palestyńskiej. Nigdy nie ma się jednak pewności, czy pojawią się w niej świeże produkty. Ciężarówki transportujące mleko są przetrzymywane godzinami na miejscach bloku. Przy tamtej temperaturze, mleko fermentuje natychmiast.

Na czym polega okupacja izraelska na terytoriach palestyńskich?

Jest to chyba najbardziej nieprawdopodobny wypadek na półkuli północnej. Nigdy dotychczas nie istniał tak gwałtowny, trwający od ponad pięćdziesięciu lat atak na ubogi lud, zamieszkujący na swej własnej ziemi. Ta perwersyjna i całkowicie nielegalna okupacja terytoriów opiera się nie tylko na murze apartheidu o długości 700 km. Składa się na nią wiele elementów, jak drogi tylko dla Żydów, przecinające i kradnące kilometry ziemi palestyńskiej; osiedla żydowskich kolonistów, miasta w pełnym tego słowa znaczeniu, rozciągające się na wszystkich palestyńskich wzgórzach, uzbrojone i przygotowane jak fortece. Wszystkie absolutnie nielegalne, chociaż codziennie w środkach masowego przekazu słyszymy inne opinie na ten temat.

Co to jest check-point?

Prawie wszyscy są przekonani, że check-point to granica, miejsce kontroli dokumentów... Nic z tych rzeczy! Te punkty pojawiają się i przemieszczają praktycznie wszędzie, pomiędzy domem a szkołą, szpitalami a polami. Napotyka się tam żołnierzy z wycelowaną bronią, można przejść kontrolę osobistą (dotyczy to także zagranicznych obserwatorów). Nie sprawdza się dokumentów, bo dla nie-ludzi (Palestyńczyków) nie istnieje żaden rodzaj oficjalnego dokumentu (a więc... sami oni nie istnieją!). Wojska żydowskie stosują na check-pointach każdy rodzaj nadużyć: bez żadnej przyczyny zabraniają ich przekroczenia, nawet jeśli mają przed sobą umierające dziecko czy rodzącą kobietę. Nie pozwalają na przejazd ani na przejście dlatego... nie ma żadnego "dlatego". Ta absurdalna droga krzyżowa od lat już doprowadza do szaleństwa lud palestyński.

Zgodnie z rezolucjami ONZ, check-pointy powinny natychmiast zniknąć. Ponieważ jednak nikt nie kontroluje i nie potępia tych zbrodniczych akcji, codziennie pojawiają się nowe. Osobiście mogłem obserwować bicie grup bezbronnych cywilów, upokarzanie ich, wszelkiego rodzaju dręczenie. Łącznie z zabójstwami, o których nikt się nigdy nie dowie...

Jak wyglądają siły militarne izraelskie i palestyńskie? Jakie systemy walki obierają obydwa narody?

To totalny nonsens. Jakikolwiek konflikt, walka czy wojna jest nie do pomyślenia. Tutaj spotykamy się tylko z olbrzymim wojskiem, które przy użyciu najbardziej wyszukanych środków, gnębi masę ludzi. Palestyńczycy podnoszą z ziemi kamienie i, z całą nienawiścią, która płynie w ich żyłach od dnia narodzin, obrzucają nimi czołgi. Środki masowego przekazu, mówiąc o starciach, stanowczo mijają się z prawdą. Wszelkiego typu starcia są nieprawdopodobne. Odpowiedzialność ponosi zawsze ten, kto najeżdża i okupuje, kto atakuje i masakruje bez względu na nic, niszczy, upokarza, ściera z powierzchni ziemi cały naród...

Wśród Palestyńczyków jest dosyć rozpowszechniona praktyka "walki bez walki", lecz rodzi się wśród nich także gniew mający swój wyraz w oporze. Zaczynają się kierować perwersyjną i zabójczą logiką kamikaze. Ale kto naprawdę "rodzi" tych "męczenników"? Niedawno pewna izraelska pisarka skomentowała: "To my sami, Żydzi, 'produkujemy' trzy miliony kamikaze".

Jak rodzi się terroryzm?

Przede wszystkim trzeba zdementować fałszywe stwierdzenie, jakoby okupacja była efektem terroryzmu. Jest dokładnie odwrotnie! Terroryzm to dramatyczny owoc okupacji żydowskiej! Tylko przerywając okupację Palestyny można zahamować terroryzm. Po każdym ataku terrorystycznym słyszymy stwierdzenie, że władze palestyńskie powinny były zatrzymać kamikaze. Nic bardziej kłamliwego.  Z drugiej strony, terroryzm wśród Palestyńczyków staje się preteksem dla wielu akcji wojskowych. Każda agresja może być tłumaczona jako "walka z terrorystami". Przecież nikt nie sprawdzi, kto naprawdę padł jej ofiarą.

Od stuleci, od starożytności w Nablus produkowano mydło. Było ono znane na całym Bliskim Wschodzie, aż po basen Morza Śródziemnego. W maju roku 2002 padł rozkaz: "Zburzyć tę fabrykę śmierci, gdzie terroryści produkują bomby na Izraelczyków!" Obiekt został  zrównany z ziemią... w godzinach pracy. Nigdy w tych stronach nie widziano takiej jatki.

Jak żyją chrześcijanie na terytoriach okupowanych?

Dramatyczna jest sytuacja wszystkich Palestyńczyków, wśród nich także chrześcijan, których jest coraz mniej. Oni również są poddani represjom izraelskiej okupacji. Siostry Matki Teresy z Kalkuty prowadzą w Nablusie centrum dla osób mocno upośledzonych i dla starców. Znajdują się na skraju przeżycia. Proboszcz Nablus, Ojciec Jalil, w swej lapidarnej konkluzji stwierdził: "Nie ma już miejsca na nadzieję: Izrael nie chce pokoju!"

Okupując terytoria palestyńskie, Izrael od lat już pogwałca rezolucje ONZ. Dlaczego, według księdza, świat na to nie reaguje?

Dramat palestyński jest częścią imperialistycznej polityki amerykańskiej. Podczas gdy ukazuje ona całkowitą obojętność wobec traktatów międzynarodowych, podczas gdy ignoruje totalnie prawo międzynarodowe, atakuje cały Bliski Wschód. Jej celem nie jest bynajmniej to, by rozwiązać toczące się tam konflikty. Pod płaszczykiem eksportowania demokracji, nieubłagalnie kolonizuje tamtejsze kraje i zdąża do ich całkowitej kontroli.

Jak można, według księdza, rozwiązać konflikt? Czy może do tego dojść na drodze demokracji? Izraelczycy zbudowali mur, który ma za zadanie oddzielić ich od Palestyńczyków. Ojciec Święty powiedział:"Musimy budować mosty, nie mury". Co, księdza zdaniem, miał na myśli?

Dokładnie to, co powiedział. Chciał wyrazić krytykę  wobec muru apartheidu. Potwierdził w ten sposób wyrażoną w czasie Wielkanocy roku 2002 gwałtowną krytykę przeciwko okupacji Bazyliki Narodzenia Pańskiego przez wojska izraelskie. Wśród ludów rozpowszechniają i ukorzeniają się techniki "walki bez walki", lecz blokuje się jakąkolwiek informację na ich temat. Nie są w żaden sposób popierane przez instytucje międzynarodowe. Widzieliśmy to już w Kosowie. Od lat praktykowano tam "walkę bez walki", wspierając wewnętrzną opozycję przeciwko reżimowi. Rządy europejskie jednak pozostały głuche na wszelkie głosy i ograniczyły swe działanie do uruchomienia narzędzi śmierci. Przerwano "czystkę etniczną", a jednocześnie wprowadzono inną: same wojska europejskie zgładziły i zmasakrowały cywilów.

Na czym polega pokojowa interpozycja i walka bez walki?

To złożona i bogata teoria, za którą idzie działanie praktyczne. Ma ona długą historię na całym świecie, ma na swoim koncie wiele "bitew"  wygranych. Codziennie ujawnia się jako jedyna, na pewno trudna (bo nieznana, a więc niepopularna) droga do prawdziwego rozwiązania konfliktów.

Co chciał ksiądz osiągnąć przez swoją obecność na miejscu konfliktu?

Powiedziałbym, że nie chciałem osiągnąć nic szczególnego. Moim celem było jedynie opowiedzenie się  po stronie ofiar, choćby miało mnie to kosztować życie. Dziś chciałbym przekazać wszystkim prawdę o tej katastrofie, o której nie wiedzielibyśmy, gdybyśmy ograniczyli się tylko do informacji pochodzących ze środków masowego przekazu.

Jak my, Europejczycy, z dala od konfliktu, możemy przyczynić się do budowania mostów pokoju?

Wciąż zacieśniają się kontakty z obserwatorami przebywającymi na miejscu. Jest to możliwe dzięki użyciu internetu i dzięki rozszerzaniu zasięgu sieci. W ten sposób w dramacie Palestyny uczestniczą także i ci, którzy nigdy do niej nie pojadą. Aktualnie przystępujemy do obserwowania "na odległość", jak w Palestynie przestrzegane są (czy raczej: jak są łamane) prawa człowieka. Kto tylko chce, będzie mógł  "zaadoptować historię" jakiegoś Palestyńczyka, kontaktując się z nim przez e-mail. W ten sposób możemy okazać mu naszą bliskość i solidarność. Przedsięwzięcie nosi symboliczną nazwę "Zamurowany żywcem". Kto chciałby wziąć udział w tym projekcie, może przesłać adres swojej poczty elektronicznej na: vivomurato@virgilio.it. Każdemu prześlemy informacje o Palestyńczyku, z którym będzie mógł korespondować.

Pozostaje jeszcze jeden podstawowy problem: problem informacji. Czy przekazywane nam przez mass-media wiadomości są, księdza zdaniem, wiarygodne? Jak kreować własne opinie?

Nieświadomie uprzedziłem to pytanie. Musimy działać, informować się, przyłączać się do tych, którzy rozszerzają zasięg sieci. Tylko w ten sposób możemy wyrwać się z zaklętego kręgu manipulowanych informacji. Niektóre witryny internetowe unikają  jeszcze recenzji, która jest dziś faktem codziennym, nagminnym.

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała w Wenecji Katarzyna Dobrowolska.

Komentarz redakcyjny:

Nie ulega wątpliwości, że ksiądz Capovilla patrzy na konflikt izraelsko-palestyński niezwykle jednostronnie.

Niektóre z jego tez są bezdyskusyjne. Przedstawiciele Izraela, być może niekoniecznie z premedytacją, regularnie upokarzają Palestyńczyków. Najprostszym tego przykładem są wzmiankowane w wywiadzie kontrole na obsadzonych przez izraelskie wojsko checkpointach. Ich przebieg nie jest regulowany jakimikolwiek normami i tylko od nastroju żołnierza zależy, czy kontrolowana osoba zostanie potraktowana z należnym szacunkiem, czy też zelżona i ostatecznie zawrócona. Jak pokazują liczne relacje zagranicznych dziennikarzy, ten drugi przypadek ma miejsce niepokojąco często.

Poza tym rzeczywiście inne wymagania moralne należy stawiać Izraelowi, jako okrzepłej demokracji, a inne w gruncie rzeczy słabo zorganizowanemu narodowi, który desperacko próbuję uzyskać niezależność.

Ale główny grzech włoskiego księdza polega na tym, że zapomina o cierpieniach drugiej strony. Chrystus mówił, że gdy ktoś cię uderzy, masz nadstawić drugi policzek. Palestyńczycy wysyłają zamachowców, którzy sieją pożogę wśród niewinnych Izraelczyków. Oni też cierpią i też czują się zagrożeni. Każde życie jest przecież równie bezcenne. O tym ojciec Capovilla wyraźnie zapomina i dlatego trudno uznać jego relacje za wyważoną i naprawę miarodajną. A już na pewno za taką, jakiej oczekiwalibyśmy po katolickim duchownym.

Jarosław Błaszczak

 


Copyright by © 2006 by e-polityka.pl - Pierwszy Polski Serwis Polityczny. Wszelkie Prawa Zastrzeżone.