Aby zapisać się na listę naszego newslettera, prosimy podać swój adres email:

 

Wyszukiwarka e-Polityki :

 

Strona Główna  |  Praca  |  Reklama  |  Kontakt

 

   e-Polityka.pl / Artykuły - Świat / Nader wątpliwy kandydat               

dodaj do ulubionych | ustaw jako startową |  zarejestruj się  

  ..:: Polityka

  ..:: Inne

  ..:: Sonda

Czy jesteś zadowolony z rządów PO-PSL?


Tak

Średnio

Nie


  + wyniki

 

P - A - R - T - N - E - R - Z - Y

 



 
..:: Podobne Tematy
Nader wątpliwy kandydat 

27-03-2004

  Autor: Jakub Janicki

W niedzielę 22 lutego chęć kandydowania w tegorocznych wyborach prezydenckich w USA ogłosił Ralph Nader. Nader, który cztery lata temu startował w wyborach z ramienia amerykańskich Zielonych, tym razem planuje wziąć w nich udział jako kandydat niezależny.

 

 

W 2000 roku ten znany od lat obrońca praw konsumenta i zadeklarowany przeciwnik wielkich korporacji, odniósł niespodziewany sukces, otrzymując w całym kraju blisko 3% głosów. Będąc postacią medialną i popularną, okazał się atrakcyjnym kandydatem dla (dość wąskiej w Stanach) grupy wyborców o poglądach lewicowych w stylu europejskich partii socjalistycznych i ekologicznych, wyborców, dla których Demokraci są zbyt centrowi, a pozostałe małe partyjki po lewej stronie sceny politycznej za bardzo przywiązane do idei walki klas i utopijnych haseł o powszechnym dobrobycie. Słowem, na Nadera głosowali młodzi antyglobaliści i przynajmniej część pokolenia hippisów - a przy okazji z politycznego niebytu wypłynęli Zieloni

Przy okazji wyborów w roku 2000 nie szczędzono też jednak Naderowi gorzkich słów - przede wszystkim ze strony obozu Demokratów, bo Republikanów walki na liberalnym podwórku mogą tylko cieszyć. Zarzucano Naderowi głównie to, że nakłania do głosowania na siebie wyborców, którzy w innym przypadku zagłosowaliby na Ala Gore'a. Po minimalnej porażce Gore'a, która poskutkowała objęciem władzy przez Busha, oskarżenia te przybrały na sile - udowadniano m.in., że to właśnie z winy Nadera Demokraci przegrali głosy elektorskie stanu New Hampshire. Nader oczywiście nie zgadzał się z zarzutami, tłumacząc, że ludzie głosujący na niego w innym wypadku zostaliby w domach - i że w New Hampshire zagłosowało na niego więcej zarejestrowanych Republikanów niż Demokratów.

Także ogłoszenie przez Nadera chęci kandydowania w tym roku spotkało się z ostrą reakcją Demokratów. Lider partii, Terry McAuliffe nazwał tę decyzję "wyjątkowo nierozsądną", podkreślając jednak, że jego zdaniem Nader nie ma szans na powtórzenie wyniku sprzed czterech lat. Może być w tym wiele racji, bo niepewne czasy nigdy nie sprzyjały kandydatom niezależnym i popieranym przez trzecie partie - a obecna sytuacja w kraju niepokoi Amerykanów znacznie bardziej, niż miało to miejsce w 2000 roku. Poza tym część "liberalnych wywrotowców" miała już upatrzonego innego kandydata na prezydenta - Michaela Moore'a, kontrowersyjnego filmowca, który z odebrania Oscara za swój film "Bowling for Columbine" uczynił polityczną manifestację przeciwko Bushowi. Moore jednak w czynną politykę angażować się nie chce.

Sam Nader swój udział w wyborach także traktuje przede wszystkim jako manifestację przeciwko prezydenturze Busha. Nie tylko, więc na każdym kroku podkreśla, że kadencja obecnego prezydenta to w jego opinii pasmo katastrof, ale stara się także siebie wykreować na kandydata wszystkich rozczarowanych politycznym "duopolem" - a więc systemem dwupartyjnym, w którym wszelkie poważne różnice między partiami już dawno się zatarły. W centrum krytyki tego systemu przez Nadera znajduje się jego stały konik, a więc niechęć do wielkich korporacji - w Naderowskim rozumieniu waszyngtońscy, uwikłani w zawodową politykę Demokraci i Republikanie są do siebie tak podobni, ponieważ wszyscy są zakładnikami tychże korporacji.

Taka taktyka - stawianie równości pomiędzy firmami z listy "Fortune 500" i swymi politycznymi przeciwnikami - ma szansę powodzenia, bo Nader rzeczywiście postrzegany jest jako niestrudzony bojownik o prawa zwykłych obywateli. Znacznie gorzej wychodzi mu jednak próba ustawiania się w pozycji kandydata wszystkich z tego układu niezadowolonych - karkołomnie brzmią w ustach człowieka lewicy zapewnienia o poparciu, jakiego udzielą mu na równi z ideowymi Demokratami rozczarowani, Bushem konserwatyści.

Zajmowanie przez Nadera takiej pozycji ma oczywiście na celu szerzenie idei "drugiego frontu" przeciw Bushowi i walkę z łatką tego, który rozbija jedność przeciwników obecnego prezydenta. Trudno jednak uwierzyć, by działania te przyniosły pożądany skutek - nie tylko Terry McAuliffe, ale także ci najbardziej zainteresowani, a więc John Kerry, John Edwards i Howard Dean, publicznie oznajmili już, że kandydatura Nadera jest wszystkim tym, którzy chcieliby zmiany lokatora Białego Domu bardzo nie na rękę. Ludzie obecnego prezydenta tymczasem całą sprawę zbywają machnięciem ręki: "Z Naderem kandydującym w wyborach czy bez niego, George W. Bush wybrany zostanie na drugą kadencję" stwierdził lider Republikanów, Ed Gillespie. Czy tak będzie w rzeczywistości przekonamy się dopiero jesienią, ale dzisiaj bez wątpienia łatwiej stawiać na reelekcję Busha, niż na skromny choćby sukces Ralpha Nadera.

Tekst pierwotnie opublikowany w serwisie www.saga.org.pl Przedruk za zgodą wydawcy.

 

  drukuj   prześlij na email

  powrót   w górę

Tego artykułu jeszcze nie skomentowano

Copyright by (C) 2007 by e-Polityka.pl - Biznes - Firma - Polityka. Wszelkie Prawa Zastrzeżone.

Kontakt  |  Reklama  |  Mapa Serwisu  |  Polityka Prywatności  |  O nas


e-Polityka.pl