Aby zapisać się na listę naszego newslettera, prosimy podać swój adres email:

 

Wyszukiwarka e-Polityki :

 

Strona Główna  |  Praca  |  Reklama  |  Kontakt

 

   e-Polityka.pl / Artykuły - Kraj / Afery / A ja na to: Wszystko przed oczyma               

dodaj do ulubionych | ustaw jako startową |  zarejestruj się  

  ..:: Polityka

  ..:: Inne

  ..:: Sonda

Czy jesteś zadowolony z rządów PO-PSL?


Tak

Średnio

Nie


  + wyniki

 

P - A - R - T - N - E - R - Z - Y

 



 
..:: Podobne Tematy
09-08-2007

 

16-10-2006

 

13-10-2006

 

03-10-2006

 

30-09-2006

  PiS naprawia wizerunek

29-09-2006

 

27-09-2006

 

+ zobacz więcej

A ja na to: Wszystko przed oczyma 

27-09-2006

  Autor: Marcin Łuczyński

Wprawdzie już minister spraw zagranicznych cesarza Napoleona, Maurycy Talleyrand mawiał: „Strzeżcie się swych pierwszych odruchów – zwykle są szlachetne”, tym niemniej zasiadłem do pisania uwag na gorąco, zanim usłyszę komentarze, najrozmaitsze oceny, oburzenia, dementi i cały ten huragan, który się niewątpliwie przetoczy jutro przez przestrzeń publiczną. Sprawa dotyczy, rzecz jasna, ujawnionych w programie „Teraz my!” zarejestrowanych ukrytą kamerą nagrań rozmów posła PiS z Renatą Beger, posłanką Samoobrony, w sprawie jej ewentualnego wyjście z tejże partii i wsparcia koalicji.

 

 

Po pierwsze i najważniejsze. Czas jakiś już temu na niniejszym portalu opublikowałem tekst, w którym przestrzegałem przed jakąkolwiek, choćby śladową wiarą w to, że polityka może być moralna i że można wierzyć politykowi, gdy zapewnia, że będzie walczył o moralną odnowę życia publicznego (niby truizm, ale wielu ludzi nadal się na to łapie). Bez względu na to, czy oświadcza to partia, którą darzymy sympatią, czy też taka, której serdecznie i szczerze nie cierpimy – zawsze są to nic nie warte banialuki. Człowiek może być osobiście uczciwy, ale jak się czepia polityki, prawie zawsze musi swoją moralność narazić na szwank. Polityków, którzy byliby w stanie się przed tym ustrzec, można by policzyć pewnie na połowie palców jednej ręki, więc są doskonałym przykładem wyjątków potwierdzających regułę. W tej sytuacji oskarżanie posłów o niemoralność przypomina pretensje do deszczu, że jest mokry.

Po drugie, są jednak pewne granice pobłażliwości dla różnych, mało eleganckich sztuczek w polityce. W tym wypadku trzeba powiedzieć otwarcie: szczytem świństwa (nie mogę używać na tym portalu słów, które mi się cisną na usta, potocznie określanych jako proste, żołnierskie) jest pomysł, żeby pospłacać weksle podpisane przez posłów Samoobrony z jakiegoś funduszu sejmowego. To jest po prostu niewyobrażalne draństwo, żeby ludziom, którzy sobie kupili miejsca na listach wyborczych (robiąc to świadomie), teraz z naszych własnych pieniędzy próbować rzecz zrefundować (nawet jeśli tylko czasowo, do czasu rozstrzygnięcia sądowej apelacji). To tak, jakbyśmy sami zapłacili posłom, że łaskawie pozwolili się wybrać! Takiej bezczelności, szczerze i uczciwie przyznaję, się nie spodziewałem (gdyby to był pomysł samych posłów Samoobrony, pewnie bym się mniej dziwił). A ponieważ wielokrotnie brałem na tych łamach PiS w obronę przed krytyką, którą uważałem za niesłuszną i żenująco płytką, moje słowa powinny mieć teraz odpowiedni ciężar.

Inną sprawą – zupełnie na marginesie, w niczym nie umniejszającą fatalności tego pomysłu – jest fakt, że my i tak płacimy posłom za to, że się nam pozwolili wybrać. Nie jest bowiem niczym innym refundacja kosztów kampanii przyznawana z budżetu (PO bardzo głośno oznajmiała przed wyborami – ustami sekretarza Schetyny, przewodniczącego Tuska, Jana Rokity, kogo zresztą chcecie – że tych pieniędzy nie weźmie, po czym bardzo cichutko je wzięła – to tak pro memoria). Niczym innym nie są też tanie kredyty, które sejmowa kancelaria udziela posłom chętnie, bez żadnych zabezpieczeń, gwarancji spłaty i tym podobnych niedogodności stosowanych w normalnych bankach – a w razie skuchy zrzucamy się wszyscy na „oddłużenie”. Nietrudno zatem zrozumieć tego nawyku u posłów, żeby cieplutką rączką wydawać kasę z budżetu – pieniądz państwowy jest pieniądzem niczyim, jak wiadomo, i leje się szerokim strumieniem, nawet jeśli owo państwo jest pogrążone w kryzysie. Tam nigdy nie braknie. W każdym bądź razie, bez względu na to, czy pomysł postał w głowie posła Lipińskiego, czy innego geniusza, jest po prostu karygodny! Jeśli PiS zapłaci za ten numer spadkiem sondaży, to będzie im się to należało, jak psu zupa – i tym razem winienie „układu” (którego, co przypomnę, nigdy dotąd nie wyśmiewałem i nie lekceważyłem) będzie po prostu żenadą.

Po trzecie, z całym szacunkiem dla twórców programu „Teraz my!” (zdobyli świetny materiał), ale potraktowali nas, widzów, jak bezrozumne dzieci, które można dowolnie urobić mało subtelnym teatrzykiem. Nie wiem, czy P.T. Czytelnicy, oglądając rozmowy koalicyjne jakiejkolwiek partii z jakąkolwiek partią, wierzą w te opowiastki, które potem w korytarzach sejmowych sprzedaje się mediom do kamer. Nie wiem, czy wierzą Państwo, że poseł Gosiewski, zasiadając do rozmów na temat paktu stabilizacyjnego, zasiadając parę miesięcy temu do rozmów koalicyjnych z Samoobroną i LPR, zasiadając na dniach do rozmów koalicyjnych z PSL-em, toczył z nimi rozmowy programowe, w których dobro Polski nie schodziło wszystkim z ust. Nie wiem, czy wierzycie Państwo, że legendarne już dziś rozmowy koalicyjne PiS z PO, tuż po wyborach, też wyglądały tak, że przychodził do PiS pan Tusk, pan Rokita albo pan Schetyna i rozmawiali sobie o ideałach, o pomyślności obywateli i tego typu dla polityków abstraktach. Ja nie wierzyłem i nie wierzę w podobne opowiastki ani jednym, ani drugim, ani trzecim, ani żadnym innym. Tam się zawsze gada o resortach, o stanowiskach, o realnym wpływie na poszczególne ministerstwa, o pieniądzach, które będą do wydania przez tego czy innego ministra. Zawsze. Dlatego też jak zobaczyłem te świętoszkowate minki pana Komorowskiego czy Sawickiego (sic!!!), to mi się po prostu – bardzo przepraszam, ale nie da się inaczej – flaki przewróciły na lewą stronę. Takiego ładunku obłudy dawno nie widziałem, a w końcu w polityce jest to rzecz – że tak powiem – na podorędziu.

Po czwarte wreszcie, słowa pani Beger są mniej warte niż wiązanka owsa. Koń – żeby się trzymać wiadomej wypowiedzi pani poseł – by się uśmiał, słysząc z jej ust, że Andrzej Lepper o niczym nie wie. Wszyscy się ostatnio bardzo mocno głowili, dlaczego nie ma go w kraju, gdzie to wyjechał tak nagle i po co, znikając z oczu najważniejszym współpracownikom. Teraz już jest odpowiedź – żeby go nikt nie podejrzewał, że precyzyjnie nagrał tę całą prowokację (nawiasem mówiąc, pisowcy popełnili ogromny błąd, lekceważąc go jako zgranego już niby i przechytrzonego przeciwnika, i dali się zrobić jak dzieci). A opowiastki o tym, jak to pani Beger chce ujawniać takie sprawy, żeby walczyć z korupcją, żeby Polska była uczciwa, itd., z ust baby, którą sąd uznał (po pięciu latach, dzięki Bogu, ale zawsze to wyrok) winną fałszowania list wyborczych do Sejmu, brzmią po prostu niesmacznie. Nie pierwszy zresztą raz pomieniona pani w taki sposób się wyraża.

Jak można by bronić PiS w zaistniałej sytuacji? Ot, choćby mądrym powiedzeniem mojego ś.p. Dziadka, że do każdego trzeba przemawiać zrozumiałym przez niego językiem. Kto z P.T. Czytelników postawi choć złamanego szeląga, że posłowie Samoobrony daliby się nakłonić do wyjścia z partii Andrzeja Leppera i poparcia PiS dla dobra Polski? Bez obietnic stanowisk i apanaży? Jest taki naiwny?

Ale wcale nie uważam, że w tym wypadku warto kogokolwiek bronić w tej sprawie. W PiS denerwuje mnie dziś (dużo mniej, niż na początku – pewnie to przez „polityczną pragmatykę”, że pojadę posłem Cymańskim) to, że jego członkowie zużywają wielkie słowa, mimo że zmuszeni są do prowadzenia małej polityki. Nic skuteczniej nie miesza ludziom w głowach, niż takie sztuczki, używane do partykularnych interesów. Po jakiego czorta gadać o moralnych odnowach? Chyba tylko po to, żeby ludzi już do cna zirytować.

Dla piarowców PO ta sprawa to po prostu dynamit, istny dar niebios. Będą przy jego użyciu walić z wszystkich armat. I dobrze. PiS sobie zasłużył. Za głupotę się płaci. A za takową uważam próby sklecenia większości ze ścieku-bis (przypomnę, że w poprzedniej kadencji tak nazywano posłów powywalanych z różnych klubów; jednym z lepszych „błysków” tego koła poselskiego było pożyczenie sobie z SLD posłanki, żeby stać się regulaminowym klubem, dzięki czemu przewodniczącemu Romanowi Jagielińskiemu przysługiwałaby limuzyna). Dzisiaj mamy sytuację podobną. Premier Kaczyński, ze zgrai cwaniaczków, którzy się wkupili na listy wyborcze, żeby się dorwać do żłoba, na serio próbuje ulepić coś, co miałoby być poparciem dla przełomowego rządu i nowej jakości – jeśli to ma być dowcip, to bardzo kiepski i ani trochę nieśmieszny. A jak już jeszcze ktoś z jego otoczenia (a może i on sam, chociaż tego się pewnie nie dowiemy) próbuje im za to płacić wysokimi stanowiskami i brzęczącą monetą, prosi się o solidnego kopa. Że go PiS dostanie, nie wątpię. Mam nadzieję, że staną im od tego gwiazdki w oczach. Czasem to jedyna metoda, żeby coś rozjaśnić w zakutych łepetynach.

W całej tej sytuacji martwi mnie jedno tylko i bynajmniej nie jest to perspektywa przegranej PiS w wyborach – zapewniam, że mi się od tego sen nie popsowa. Martwi mnie to, że PiS, ze zrozumiałych względów, zostanie teraz zepchnięty do defensywy, tracąc chyba bezpowrotnie możliwość wymuszenia na PO przed wyborami zmianę ordynacji wyborczej na większościową (chociaż niekoniecznie taką, którą zaproponowali – tutaj pole do kompromisów byłoby chyba dość duże). A to byłaby naprawdę realna korzyść dla nas wszystkich, warta tego, żeby cały obecny Sejm rozpędzić na cztery wiatry i zapłacić za reelekcję. Mielibyśmy jakościową zmianę pewnie jeszcze nie władzy, ale przynajmniej sposobu jej wyłaniania – i jestem przekonany, że zmianę na lepsze. A tak PiS prawdopodobnie straci rezon i może tej zmiany nie przeforsować (dzisiaj PO już zapowiedziała, że się na to nie zgodzi).

No chyba że wyjdą jakieś nowe rewelacje o porównywalnym kalibrze. A bo to wiadomo, kto tu jeszcze kogo i kiedy skrzętnie nagrywał?

marcinluczynski.blog.onet.pl

 

  drukuj   prześlij na email

  powrót   w górę
  Wasze komentarze
 

  [ 4 ]

(~slavko, 27-09-2006 17:29)

Opis:

 

Copyright by (C) 2007 by e-Polityka.pl - Biznes - Firma - Polityka. Wszelkie Prawa Zastrzeżone.

Kontakt  |  Reklama  |  Mapa Serwisu  |  Polityka Prywatności  |  O nas


e-Polityka.pl