Aby zapisać się na listę naszego newslettera, prosimy podać swój adres email:

 

Wyszukiwarka e-Polityki :

 

Strona Główna  |  Praca  |  Reklama  |  Kontakt

 

   e-Polityka.pl / Artykuły - Świat / Europa Środkowa i Wschodnia / Gazem po oczach               

dodaj do ulubionych | ustaw jako startową |  zarejestruj się  

  ..:: Polityka

  ..:: Inne

  ..:: Sonda

Czy jesteś zadowolony z rządów PO-PSL?


Tak

Średnio

Nie


  + wyniki

 

P - A - R - T - N - E - R - Z - Y

 



 
..:: Podobne Tematy
06-01-2012

  Azyl w Czechach?

13-11-2010

 

31-10-2010

 

07-08-2010

 

29-05-2010

 

12-05-2010

 

01-05-2010

  Prezydent Ukrainy utraci stanowisko?

+ zobacz więcej

Gazem po oczach 

26-10-2006

  Autor: Piotr Tarasiuk
Mija prawie rok od konfliktu na linii Kijów-Moskwa w sprawie cen dostaw gazu. Obecne wydarzenia świadczą o tym, że wojna gazowa jeszcze nie dobiegła zupełnie do końca, chociaż teraz wkroczyła w inny etap. Ten surowiec stanowi dla Rosji mocną kartę przetargową. Dlatego powraca ona do negocjacji w sprawie jego ceny. Politycy rosyjscy nawet nie starają się ukryć, że ostateczne rozwiązanie zależy od uległości polityków w Kijowie i gotowości do politycznego podporządkowania się Kremlowi.

 

 

Ostatnie działania premiera Ukrainy, Wiktora Janukowycza starają się potwierdzać chęć kijowskich władz do podporządkowania się Moskwie. Już sama osoba Janukowycza daje temu świadectwo, gdyż uważany jest on za spadkobiercę polityki Leonida Kuczmy, a w wyborach parlamentarnych jego Partia Regionów zachęcała hasłami prorosyjskimi. Swoista skuteczność w osiągani celów i zdecydowanie prowadzą go dziś na najwyższe miejsca w sondażach poparcia. Do tego dochodzą jeszcze obietnice i działania popularne wśród społeczeństwa, czego przykładem było oświadczenie o rezygnacji z dążeń Ukrainy do członkostwa w NATO i jednoczesne zawieszenie starań o wstąpienie do Paktu Północnoatlantyckiego. Tym samym Janukowycz złamał postanowienia uniwersału jedności narodowej, stanowiącego porozumienie sił parlamentarnych. Jednocześnie oddalają się możliwości integracji Ukrainy z UE, gdyż Kijów nie jest, jak na razie, stabilnym i wiarygodnym partnerem dla Brukseli. Dziś praktycznie jedynie Polska zabiega o integrację Ukrainy ze strukturami europejskimi, choćby w symbolicznej formie. Jednak europejscy włodarze nie widzą możliwości nawet zawarcia umowy stowarzyszeniowej tego kraju z Unią, co byłoby początkiem jej starań o pełną akcesję. Coraz częściej też można odnieść wrażenie, że to właśnie Polsce bardziej zależy na integracji Ukrainy z UE, niż samym Ukraińcom.

Faktycznie w ostatnim czasie stosunki rosyjsko-ukraińskie uległy poprawie, a Janukowycz był częstym gościem na Kremlu. Jednak premier swoją polityką wyraża mentalność społeczeństwa ukraińskiego. Dla rzesz Ukraińców liczy się tylko to co teraz, nie bacząc na przyszłość i zapominając o przeszłości. Wiele osób zapewne uzna, że to zbyt wielkie uproszczenie, ale przejawy takiej filozofii można łatwo dostrzec mieszkając, choćby przez kilka tygodni na Ukrainie. Tak więc Janukowycz zapomniał o wielu sytuacjach, gdy jego kraj tracił na zbytnim podporządkowaniu się Kremlowi, rzucając się teraz ponownie w objęcia Moskwy. Niestety, bo osoba na takim stanowisku, jakie zajmuje, powinna zachować zimną krew i wyciągać wnioski z wydarzeń. I patrząc z perspektywy obserwatora otrzymał dziś kubeł zimnej wody, chociaż sam tego tak nie odczuwa. Chodzi o wynegocjowane porozumienie w sprawie dostaw rosyjskiego gazu na Ukrainę w przyszłym roku.

Kolejny sukces, który tak naprawdę jest porażką. Zmagania polityków znad Dniepru z rosyjskim Gazpromem w ubiegłym roku (zostały opisane w artykule „Koniec gazowej wojny”, który ukazał się na łamach e-Polityki) zakończyły się połowicznym kompromisem. Podczas wtorkowej konferencji prasowej, zorganizowanej z powodu wizyty w Kijowie premiera Rosji Michaiła Fratkowa Janukowycz poinformował, że delegacja ukraińskiej spółki Naftohaz osiągnęła w Moskwie kompromis, zgodnie z którym w 2007 r. na Ukrainę zostanie dostarczonych 55 miliardów metrów sześciennych rosyjskiego gazu po cenach nie wyższych niż 130 dolarów za 1000 metrów sześciennych. Na przekór oczekiwaniom i wcześniejszym zapowiedziom nie doszło jeszcze do podpisania tego porozumienia przez obu premierów w Kijowie (zawarto jedynie ogólną deklarację o współpracy rosyjsko-ukraińskiej do roku 2010). Oznacza to, że w ciągu mijającego roku ceny na gaz na Ukrainie wzrosną niemal trzykrotnie. Tymczasem okazuje się, że była wobec tego alternatywa, proponowana przez Naftohaz. Tę alternatywę stanowiło sprowadzenie całego potrzebnego Ukrainie gazu w ilości 57,5 miliarda metrów sześciennych z państw Azji Środkowej, w tym z Turkmenistanu, Uzbekistanu i Kazachstanu po cenach za jakie Ukraińcy płacili Rosjanom w tym roku (95 dolarów za 1000 metrów sześciennych). A przecież rosyjski gaz mieszany był właśnie z turkmeńskim, co dawało możliwość jego sprzedaży poniżej cen rynkowych. Ale Janukowycz nie powstrzymał się od podporządkowania się Kremlowi.

Na gazie jednak się nie kończy. Być może już wkrótce ukraińscy producenci alkoholi, których wyroby są eksportowane do Rosji spotkają się z obwarowaniami, włączając w to nawet zakaz wwozu. Właśnie tego typu sankcje dotknęły w ostatnim czasie Gruzję i Mołdawię, wobec których Rosja zastosowała zakaz importu win. Jednak państwa te wyszły ze strefy wpływów Moskwy i powyższe decyzje przyjęły jako zemstę. Tym bardziej, podobne działania w obecnej sytuacji dziwią w odniesieniu do Kijowa.

Prowadzona przez Janukowycza polityka nie sprzyja stabilizacji na wewnętrznej scenie politycznej. Porozumienie zawarte w sierpniu br., na mocy którego utworzono szeroką koalicję jedności narodowej, zdaniem obozu proprezydenckiego, nie jest realizowane. Dlatego na początku października Nasza Ukraina zdecydowała o wycofaniu się z koalicji rządowej. Jednak dopiero przed tygodniem czterej ministrowie z tej partii (kultury i turystyki, ochrony zdrowia, sprawiedliwości oraz rodziny, młodzieży i sportu) opuścili rząd Janukowycza. Pozostaną w nim jedynie ministrowie prezydenccy: spraw zagranicznych – Borys Tarasiuk i obrony – Anatolij Hrycenko.

Oficjalnie Nasza Ukraina przeszła do opozycji, dołączając do Bloku Julii Tymoszenko. Chyba jednak koniec obozu pomarańczowych nastąpił już wcześniej, ponieważ każda z tych partii zamierza samodzielnie rozgrywać karty i jak się wydaje, przynajmniej na razie, ciężko będzie im wypracować wspólny front. Obie już (bez udziału drugiego ugrupowania) ogłosiły chęć budowy własnych gabinetów cieni. Prawdopodobnie politycy Naszej Ukrainy liczą na przedterminowe wybory, nie dając zbyt wielkich szans na przetrwanie, nadal większościowej, koalicji Partii Regionów, socjalistów i komunistów. W takim przypadku muszą podjąć intensywne działania, aby pokonać blok Tymoszenko. Będzie to bardzo trudne z uwagi na fakt, że proprezydencka partia skompromitowała się wśród części swojego dawnego elektoratu, wchodząc w koalicję z regionalistami.

Należy jeszcze pamiętać o tym, że Partia Regionów łatwo władzy nie odda, szczególnie uwzględniając wyniki sondaży, wskazujących na wzrost poparcia dla niej. Tak więc przyspieszone wybory w najbliższym czasie nie zmieniłyby układu sił, a może nawet wzmocniłyby obóz Janukowycza. Sytuację tę są w stanie odwrócić jedynie podwyżki na źródła energii, jakich należy się spodziewać od początku przyszłego roku w związku z droższym gazem z Rosji. Część strat, rząd Janukowycza, ma zamiar pokryć z przychodów z prywatyzacji przedsiębiorstw państwowych, ale zapewne na wszystko nie wystarczy. Poza tym jest to rozwiązanie doraźne, nie likwidujące właściwego źródła problemu.


Na zdjęciu: premierzy Rosji Michaił Fratkow (od lewej) i Ukrainy Wiktor Janukowycz.
Źródło zdjęcia: oficjalna strona Gabinetu Ministrów Ukrainy

 

  drukuj   prześlij na email

  powrót   w górę
  Wasze komentarze
 

 

(~Artus, 28-10-2006 11:04)

Opis:

 

Copyright by (C) 2007 by e-Polityka.pl - Biznes - Firma - Polityka. Wszelkie Prawa Zastrzeżone.

Kontakt  |  Reklama  |  Mapa Serwisu  |  Polityka Prywatności  |  O nas


e-Polityka.pl