Aby zapisać się na listę naszego newslettera, prosimy podać swój adres email:

 

Wyszukiwarka e-Polityki :

 

Strona Główna  |  Praca  |  Reklama  |  Kontakt

 

   e-Polityka.pl / Aborcja znów gorącym tematem               

dodaj do ulubionych | ustaw jako startową |  zarejestruj się  

  ..:: Polityka

  ..:: Inne

  ..:: Sonda

Czy jesteś zadowolony z rządów PO-PSL?


Tak

Średnio

Nie


  + wyniki

 

P - A - R - T - N - E - R - Z - Y

 



 
..:: Podobne Tematy
23-06-2011

 

26-04-2011

 

19-04-2011

 

05-04-2011

 

29-03-2011

 

22-03-2011

 

08-03-2011

 

+ zobacz więcej

Aborcja znów gorącym tematem 

11-06-2004

  Autor: Przemysław Balcerzyk

"Wybór jest wasz, a nie ich"- to tylko jeden z setek transparentów rozpiętych w niedzielę (25 kwietnia) nad waszyngtońskim The Mall podczas największej manifestacji jaka przetoczyła się przez amerykańską stolicę w ostatnich latach. Hasło to, choć w sposób bezpośredni dotyczy prawa do wolnego wyboru kobiet w kwestiach aborcji, nie pozostawia złudzeń co do nadziei protestujących wiązanych z innym wyborem mającym się dokonać 2 listopada bieżącego roku.

 

 

Dokładna liczba uczestników jest trudna do oszacowania, ale z pewnością prawie milionowa, kolorowa rzesza aktywistów przeszła najśmielsze oczekiwania organizatorów "March for Women's Lives" (oczywista parafraza powszechnych "marszów w obronie życia"), którzy uzyskali pozwolenie na zorganizowanie demonstracji dla spodziewanych 750 tysięcy demonstrantów.

Cały ten barwny tłum wolno maszerujący waszyngtońskimi alejami w tamtą chłodną, pochmurną kwietniową niedzielę z pewnością wielokrotnie w swojej wyobraźni wybiegał do już nie tak odległej listopadowej niedzieli wyborczej, kiedy to między innymi ich głosy zadecydują czy w gabinetach mijanego przez nich Białego Domu zasiądzie człowiek, który położy kres ideologii wymierzonej w to "najintymniejsze z praw kobiet".

I choć kandydat Demokratów w tym samym czasie brał udział w spotkaniach przedwyborczych w stanie Iowa, wiadomość o setkach tysięcy ludzi wyrażających poparcie dla postawy, której sam jest gorącym zwolennikiem musiała radować jego serce. Urzędujący prezydent natomiast, zdając sobie sprawę, że milionowa manifestacja jego ideologicznych przeciwników pod własnymi oknami nie jest najprzyjemniejszym z widoków, udał się do Camp David, skąd zmuszony do reakcji wydał oświadczenie utrzymane w bardzo pojednawczym tonie wzywające do budowania "kultury życia niezależnie od tego co kto sądzi w kwestii aborcji".

To, że kwestia aborcji jest zawsze jednym z gorących tematów kampanii prezydenckich wiadomo od dawna. Trudno znaleźć bardziej polaryzujący wątek polityki społecznej. Linia oddzielająca przeciwników "prawa do wyboru" od jego zwolenników przebiega prawie dokładnie przez środek populacji amerykańskiej. Tym jednak, co sprawiło, że aborcja może stać się jedną z największych kości niezgody obecnej kampanii prezydenckiej są dosyć stanowcze kroki podejmowane przez administrację Georga W. Busha i republikańską część Kongresu.

Tuż przed niedzielnym marszem senator Hilary Rodham Clinton (Demokratka z Nowego Jorku) kategorycznie stwierdziła, że administracja Busha jest "pełna ludzi, dla których historyczna decyzja Sądu Najwyższego w sprawie Roe v. Wade z 1973 regulująca kwestię przerywania ciąży jest najgorszym paskudztwem dla prawa konstytucyjnego w historii". I choć kampania na rzecz odrzucenia tej ponad trzydziestoletniej wykładni de facto legalizującej przerywanie ciąży wydaję się być wciąż równie długa co beznadziejna, George Bush stara się robić co tylko w jego mocy aby przypodobać się przeciwnikom prawa do aborcji.

W jednym z pierwszych aktów legislacyjnych swojej prezydentury Bush przywrócił prawo zakazujące finansowania z środków federalnych organizacji wspierających w jakikolwiek sposób aborcję. Kolejnym krokiem było podpisanie ustaw zakazujących pewnych typów tzw. "późnych aborcji", jak również zmieniających definicję prawną "istoty ludzkiej". Prezydent popierał także prawa zwiększające federalne wsparcie finansowe dla programów propagujących abstynencję seksualną, zachęcających do adopcji i asystujących w tzw. ciążach kryzysowych. Inne wysiłki administracji zmierzały w kierunku zmniejszenia funduszy na badania genetyczne nad budową komórki embrionalnej oraz rozszerzenia opieki zdrowotnej na "nienarodzone dzieci". Pierwszego kwietnia tego roku prezydent Bush uroczyście podpisał ustawę uznającą atak na dziecko noszone w łonie matki jako przestępstwo samo w sobie (rozpatrywane niezależnie od ataku na samą matkę).

Kandydat demokratów w wyborach prezydenckich, senator John Kerry głosował przeciwko tej ostatniej ustawie, czyli dokładnie tak samo jak we wszystkich głosowaniach, które w jakikolwiek sposób próbowały ograniczać prawo kobiet do "niezależnego wyboru". Kerry zadeklarował również, że gdy już zostanie prezydentem będzie nominował do Sądu Najwyższego tylko takich sędziów, którzy wspierają prawo amerykańskich kobiet do aborcji. Przemawiając do tysięcy kobiet zebranych w ubiegły piątek (23 kwietnia) w City Museum's South Plaza w Waszyngtonie, Kerry obwieścił ku radości zebranych: "aborcja powinna być czymś rzadkim, ale powinna być bezpieczna i legalna, a rząd powinien trzymać się z dala od amerykańskich sypialni."

Głosy amerykańskich kobiet wydają się trudne do przecenienia. Wydarzenia mijającego weekendu są zapewne tylko przygrywką do zaostrzającej się kampanii o fotel gospodarza Białego Domu. Organizacje przeciwne aborcji długo nie pozostaną dłużne aktywistom pro-aborcyjnym i wkrótce podobny marsz tyle, że pod innymi sztandarami przetoczy się przez amerykańską stolicę. Dzisiaj trudno jeszcze powiedzieć, czy obecny prezydent podzieli los swojego ojca i ustąpi ze stanowiska po pierwszej kadencji, tak jak to miało miejsce po wyborach w 1992 roku kiedy to analogiczny marsz rzeszy kobiet protestował przeciwko polityce społecznej prezydenta Busha seniora.

Tekst opublikowany po raz pierwszy na American and Global Civilization Website. Przedruk za zgodą wydawcy.

 

  drukuj   prześlij na email

  powrót   w górę

Tego artykułu jeszcze nie skomentowano

Copyright by (C) 2007 by e-Polityka.pl - Biznes - Firma - Polityka. Wszelkie Prawa Zastrzeżone.

Kontakt  |  Reklama  |  Mapa Serwisu  |  Polityka Prywatności  |  O nas


e-Polityka.pl