Aby zapisać się na listę naszego newslettera, prosimy podać swój adres email:

 

Wyszukiwarka e-Polityki :

 

Strona Główna  |  Praca  |  Reklama  |  Kontakt

 

   e-Polityka.pl / Artykuły - Świat / Europa Środkowa i Wschodnia / Gazprom Spraw Zagranicznych               

dodaj do ulubionych | ustaw jako startową |  zarejestruj się  

  ..:: Polityka

  ..:: Inne

  ..:: Sonda

Czy jesteś zadowolony z rządów PO-PSL?


Tak

Średnio

Nie


  + wyniki

 

P - A - R - T - N - E - R - Z - Y

 



 
..:: Podobne Tematy
14-03-2010

 

15-01-2010

 

16-10-2009

  Rosja: wyrok na szpiega

26-08-2009

 

07-08-2009

 

01-05-2009

  Kontrowersyjne porozumienie Rosji z Kaukazem

16-03-2009

 

+ zobacz więcej

Gazprom Spraw Zagranicznych 

07-11-2006

  Autor: Piotr Wołejko

Za prezydentury Władimira Putina da się zauważyć wyraźny wzrost roli państwa w sektorze energetycznym. Wszyscy pamiętamy jak Kreml zniszczył największą rosyjską prywatną spółkę naftową Jukos, a jego właściciela wsadził do więzienia. Skupienie w państwowym ręku gazowych i naftowych monopoli ma jeden bardzo ważny cel – możliwość nacisku na państwa uzależnione od rosyjskich dostaw.

 

 

Sytuację taką widać doskonale chociażby w ostatnim sporze w Gruzją, po którym Gazprom – gazowy monopolista – zapowiedział podwyżkę cen gazu dla Tbilisi do 230 dol. za metr sześcienny.

Jak to w przypadku Rosji często bywa, należy przenieść się w czasie do początków lat 90. ubiegłego wieku, aby lepiej zrozumieć procesy zachodzące w niej obecnie. Rozpad Związku Radzieckiego spowodował utratę kontroli Kremla nad większością dawnych państw satelickich i byłych republik sowieckich. Granice Rosji cofnęły się najdalej na wschód od momentu „wielkiej smuty” i przywrócenia carskiego samodzierżawia przez dynastię Romanowów. Dla większości Rosjan, a zwłaszcza dla elity politycznej, taki stan był ciężki do zaakceptowania. Obrazu upadku kraju i zdeprecjonowania jego roli na arenie międzynarodowej dopełniły lata zwane „romantycznym idealizmem” w dążeniach do demokracji. Większość obywateli rosyjskich źle ocenia ten okres, a nowe kierownictwo – z prezydentem Władimirem Putinem na czele – w 2000roku postanowiło zrobić wszystko, aby odbudować prestiż i potęgę Rosji. Stąd powrót do tradycji carskiej oraz sentymentów sowieckich. Połączenie tych dwóch elementów stanowi swoistą nową ideologię rosyjską – ideologię na wskroś neoimperialną.

Nie zagłębiając się w wiele procesów, które zachodzą w Federacji Rosyjskiej od początku prezydentury byłego pułkownika KGB Władimira Putina, spojrzyjmy bliżej na rolę jaką surowce energetyczne odgrywają w filozofii kremlowskiego kierownictwa. Kierownictwa, o czym nie można zapominać, tworzonego głównie przez byłych funkcjonariuszy służb specjalnych, tzw. czekistów lub inaczej siłowików. Ma to bardzo istotne znaczenie zwłaszcza gdy obserwujemy metody przejmowania kontroli przez państwo nad prywatnymi firmami – np. telewizją NTW i Jukosem. „Odzyskiwanie” tych spółek jest zwykle brutalne i ma niewiele wspólnego z prawem. Są to sprawy czysto polityczne, a podane przeze mnie przykłady niezwykle wiernie oddają zachodzące w Rosji procesy – koncentracji koncernów energetycznych w ręku państwa oraz likwidowanie niezależnych i krytycznych wobec Kremla mediów.

Wróćmy do energetyki, gdyż według Putina to właśnie surowce jak gaz i ropa mają być głównym czynnikiem wzmocnienia międzynarodowej pozycji Rosji. Po rozprawieniu się z niepokornymi prywatnymi firmami (vide Jukos) i obsadzeniu kluczowych stanowisk w państwowych molochach Kreml przejął niemalże całkowicie kontrolę nad rosyjskim sektorem energetycznym. Największe firmy znajdują się pod kontrolą państwa, a pozostałe są własnością przyjaznych i podporządkowanych władzy oligarchów. Dzięki temu Moskwa może wywierać nacisk na niepokorne kraje – jak Ukraina czy Gruzja – realizując swoje cele polityczne za pomocą instrumentów ekonomicznych. Ułatwia to całkowite (bądź prawie całkowite) zmonopolizowanie infrastruktury transportowej (zarówno gazu jak i ropy) przez rosyjskie firmy.

Państwa – byłe republiki sowieckie (zwłaszcza) oraz satelickie kraje ZSRR – znajdują się niejako w kleszczach rosyjskich monopolistów. Z jednej strony firmy te skupiły w swoich rękach dostawy gazu oraz ropy, a z drugiej kontrolują wszystkie rurociągi. Oznacza to, że są one uzależnione od dostaw z Rosji i są przez to częściowo ubezwłasnowolnione przez Kreml. Władze rosyjskie wcale nie kryją się z tym, że prorosyjskie państwa i reżimy mogą liczyć na preferencyjne ceny surowców oraz wsparcie zarówno w polityce wewnętrznej, jak i zagranicznej. Natomiast jeśli jakiś kraj prezentuje dążenia zbyt prozachodnie i proeuropejskie, Gazprom bezceremonialnie podwyższa kilkakrotnie ceny gazu. Taka sytuacja spotkała teraz Gruzję – skok cen z 110-130 dol do 230 dol. za metr sześcienny – i może spotkać nawet niepokorną ostatnio Białoruś – podwyżka z 47 dol. do 130-140 dol. Za metr sześcienny. Gdyby podwyżki rzeczywiście nastąpiły, byłby to ciężki cios dla gospodarek Gruzji i Białorusi – zwłaszcza tej drugiej, gdyż opiera się ona głównie na subsydiowanych przez Rosję surowcach (m.in. na reeksporcie rosyjskiej ropy, za co Moskwa żąda teraz od Białorusi opłat). System kija i marchewki stosowany przez Rosjan jest niezwykle skuteczny, a karanie nielojalnych partnerów powszechne. Co więcej, aby ukarać niepokornych, Kreml jest gotów przystać na stworzenie trudności przyjaznym krajom – co ma miejsce w sytuacji Armenii, cierpiącej gdy Rosja odcina dostawy gazu czy energii elektrycznej Gruzji.

Gazprom Spraw Zagranicznych pokazał swoje możliwości w styczniu 2006 roku, kiedy na kilka dni odciął dostawy gazu na Ukrainę oskarżając ją o kradzież gazu i żądając podwyżek cen. Spowodowało to braki surowca m.in. w Polsce, Austrii i Włoszech, otwierając jednocześnie oczy Unii Europejskiej na to, że Rosja nie jest do końca wiarygodnym dostawcą surowców energetycznych. Niestety, przez praktycznie cały rok UE nie udało się ustalić wspólnego stanowiska w sprawie dostaw z Rosji, głównie przez sprzeciw Niemiec – które mają z Moskwą bardzo ciepłe relacje i nawet zmiana rządu tego nie zmieniła. Berlin pozostaje jednak głuchy na apele Polski i krajów bałtyckich, które widzą w projekcie gazociągu bałtyckiego zagrożenie dla bezpieczeństwa energetycznego. Tymczasem – co jest symptomatyczne – szefem rady nadzorczej konsorcjum budującego rurociąg został były kanclerz Gerhard Schroeder, który na kilka tygodni przed końcem swej kadencji zgodził się na ten projekt.

Niepokojące jest to, że wobec coraz silniejszego dyktatu Rosji w sprawach energii, Unia Europejska pozostaje praktycznie bezradna i bezwładna. Nie jest w stanie uzgodnić spójnego stanowiska, ani zmusić Moskwy do podpisania Europejskiej Karty Energetycznej, liberalizującej rynek handlu energią. Jednocześnie Kreml ostro krytykuje Brukselę oraz rządy poszczególnych państw UE za niedopuszczanie rosyjskich firm do sieci przesyłowych surowców energetycznych. Z jednej strony państwo rosyjskie zmonopolizowało praktycznie sektor energetyczny, a ostatnio stara się także wyrugować zagraniczne koncerny z już trwających projektów i inwestycji (vide Royal Dutch Shell i projekt Sachalin-2), a z drugiej domaga się nie dyskryminowania rosyjskich podmiotów na europejskich rynkach. Władimir Putin prowadzi bardzo inteligentną grę, która ma jeszcze wzmocnić pozycję Kremla wobec Unii Europejskiej. Europa powoli zaczyna rozumieć zagrożenie, m.in. niektóre kraje nie zgadzają się na sprzedaż swoich sieci przesyłowych firmom rosyjskim.

Europa powoli uświadamia sobie, że to nie tylko ona chce surowce kupić, ale także Rosja chce je sprzedać. Pojawiające się co jakiś czas wypowiedzi o tym, że Rosjanie skupią się na sprzedaży gazu na wschód – do Chin, Japonii czy Indii – przez co Europa zostanie pozbawiona dostaw, należy włożyć na obecną chwilę między bajki. Cała infrastruktura rosyjska jest przystosowana do sprzedaży – zwłaszcza gazu – na zachód, a projekty wschodnie, jak np. rurociąg do Nachodki są nadal w sferze projektów i politycznych decyzji (czy sprzedawać surowce Chinom czy Japonii). Budowa nowych tras przesyłu ropy i gazu pochłonęłaby wiele miliardów dolarów i potrwałaby kilka (kilkanaście) lat. Drugim powodem, dla którego nie trzeba się tak obawiać Rosji i przystawać na jej wszystkie żądania, są ograniczone możliwości wydobywcze Gazpromu. Szacunki mówią, że bez potężnych nakładów na zwiększenie wydobycia od roku 2010 monopolista może mieć problem z eksportem surowca i będzie musiał go importować z Azji Centralnej (np. z Turkmenistanu i Uzbekistanu), aby zaspokoić wewnętrzne zapotrzebowanie. Trzecim problemem Gazpromu, może najmniej istotnym i absolutnie wewnętrznym jest marnotrawstwo zasobów i pieniędzy. Jak to w państwowej firmie, zwłaszcza takim molochu, jest ono zastraszające i powoduje ogromne straty. Szacunki mówią, że nawet do 10% transportowanego rurociągami gazu ulatuje w powietrze z powodu niewłaściwej konserwacji. Nawet jeśli te dane są zawyżone, to i tak straty z tego powodu są ogromne.

Warto zwrócić uwagę także na inny aspekt wzmocnienia pozycji i rangi Gazpromu do nieoficjalnego – ale o wiele efektywniejszego – ministerstwa spraw zagranicznych. Silny gazowy monopolista może być miejscem, w którym po zakończeniu swojej drugiej (a zarazem ostatniej) prezydenckiej kadencji wyląduje prezydent Władimir Putin. Swego czasu wiele spekulowano o tym, że w roku 2008 obecny szef koncernu Alieksiej Miller (zaufany człowiek Putina) ustąpi miejsca swojemu patronowi. Mając pod kontrolą tak potężną i wpływową machinę Putin mógłby dalej odgrywać jedną z głównych, a może nawet główną rolę na rosyjskiej scenie politycznej. Ostatnio o takim scenariuszu mówiło się mniej, co nie oznacza, że nie jest on aktualny lub rozważany. Tzw. problem roku 2008 jest z pewnością tym, co kremlowskich planistów będzie w nadchodzącym czasie zajmowało najbardziej.

Dominująca pozycja Gazpromu w sektorze gazowym musi spędzać sen z powiek wielu krajom kupującym gaz od Rosji. Z drugiej strony, jest powodem do dumy dla rosyjskiego kierownictwa. Pozwala w sposób efektywny realizować neoimperialną politykę i zapewnia kremlowskim decydentom poczucie dumy z restauracji rosyjskiej potęgi (co jest raczej mirażem, zważywszy na nierozwiązane problemy wewnętrzne oraz słabość gospodarki opartej na eksporcie surowców energetycznych). Na chwilę obecną takie wrażenie jest słuszne, ale trzeba nieustannie pracować nad tym, aby stan posiadania utrzymać a nawet jeszcze go poszerzać. Jeśli Europa nadal będzie podzielona, pozycja Gazpromu Spraw Zagranicznych będzie niezagrożona. A niewiele wskazuje, że sytuacja się zmieni – szczyt w Lahti niewiele w tej materii zmienia, gdyż od słów trzeba przejść do czynów.
 
Źródło zdjęcia: Serwis www.for-ua.com

 

  drukuj   prześlij na email

  powrót   w górę

Tego artykułu jeszcze nie skomentowano

Copyright by (C) 2007 by e-Polityka.pl - Biznes - Firma - Polityka. Wszelkie Prawa Zastrzeżone.

Kontakt  |  Reklama  |  Mapa Serwisu  |  Polityka Prywatności  |  O nas


e-Polityka.pl