Aby zapisać się na listę naszego newslettera, prosimy podać swój adres email:

 

Wyszukiwarka e-Polityki :

 

Strona Główna  |  Praca  |  Reklama  |  Kontakt

 

   e-Polityka.pl / Artykuły - Kraj / Rozwód z rozsądku               

dodaj do ulubionych | ustaw jako startową |  zarejestruj się  

  ..:: Polityka

  ..:: Inne

  ..:: Sonda

Czy jesteś zadowolony z rządów PO-PSL?


Tak

Średnio

Nie


  + wyniki

 

P - A - R - T - N - E - R - Z - Y

 



 
..:: Podobne Tematy
Rozwód z rozsądku 

03-03-2003

  Autor: Adam Zawadzki

Kiedy w październiku 2001 roku Sojusz Lewicy Demokratycznej zawiązał koalicję parlamentarną z Unią Pracy i Polskim Stronnictwem Ludowym analitycy zastanawiali się jak długo przetrwa to małżeństwo z rozsądku. Przetrwało dość długo, bo prawie półtora roku. Aż do 1 marca 2003, kiedy to nastąpił rozwód. Od zeszłego tygodnia mamy rząd większościowy SLD-UP. Jak do tego doszło?

 

 

Pierwsze kłótnie

Pierwszy romans między Sojuszem a ludowcami miał miejsce po wyborach parlamentarnych 1993. Wówczas PSL było druga siłą w Sejmie i w związku z tym znacznie większa była jego siła przetargowa w rozmowach koalicyjnych. Mówiono, że w zasadzie to partnerom nie jest po drodze ani w warstwie programowej a już  tym bardziej w zakresie personalnej obsady kluczowych stanowisk w państwie.  Koalicja jednak trwała pomimo licznych zakrętów, na które rzucał je wiatr wzajemnych nieporozumień. Do największego kryzysu doszło w roku 1995, koalicja jednak trwała nadal, wszak Stronnictwo zawsze było ugrupowaniem nader ochoczo obsadzającym swoich ludzi na publicznych stołkach. Skończyło się dymisją Waldemara Pawlaka, lidera PSL. Teraz konsekwencje poszły znacznie dalej. Koalicja roztrzaskała się o skałę wzajemnych pretensji i inwektyw. W efekcie Sojusz wraz z kanapowym ugrupowaniem jakim jest Unia Pracy ( w Sejmie jest 16 posłów z ramienia tej partii) będzie zmuszony wchodzić w zawiłe kompromisy, by zyskać poparcie dla swoich pomysłów ze strony szacownego grona sejmowego.

Winiety niezgody

Bezpośrednim powodem definitywnego rozwodu dwóch namiętnych kochanków stała się ustawa o winietach drogowych. PSL zagłosowało wraz z opozycją przeciwko jednej ze sztandarowych reform rządu Leska Millera.

- Wprowadzenie nowego quasi-podatku w sytuacji rosnących napięć społecznych jest błędem – argumentowali ludowcy. Swojego zdziwienia wobec takiego tonu wypowiedzi nie kryli partnerzy z koalicji twierdząc, że podczas spotkania klubów koalicyjnych posłowie Stronnictwa nie mieli do ustawy żadnych zastrzeżeń. Analitycy podejrzewają, że PSL postanowił wykorzystać winiety do uzyskania ustępstw ze strony SLD odnośnie do ustawy o biopaliwach, która jest dla Stronnictwa szczególnie ważna, wszak dzięki niej spora część rolników, czyli naturalnego elektoratu PSL mogłaby zyskać. Spirala wzajemnych żądań i pretensji zacisnęła się wokół szyi koalicyjnych partnerów doprowadzając do utraty tchu niezbędnego dla dalszego współrządzenia. Stronnictwo chyba po raz pierwszy stanęło twardo okoniem, upierając się, by ustawę o winietach odłożyć w czasie. Sojusz nie posłuchał i dziś musi szukać ewentualnych sojuszników w innych ugrupowaniach parlamentarnych.

Osobno z wyboru

Rozpad rządzącej Polską od prawie półtora roku koalicji to zwiastun postawy w polskiej polityce nowej. Mam na myśli wierność programowi wyborczemu i wolę jego realizacji, inna kwestia, czy jest to wola autentyczna, czy tez podyktowana bieżącą koniunkturą polityczną. Sojusz nie mogąc dopuścić do tego, by w gruzach legła jedna z jego sztandarowych ustaw, wpisana w program „Przedsiebiorczość-Rozwój Praca” zdecydował się wziąć rozwód ze swoim zdroworozsądkowym partnerem. Jeszcze ciekawsza jest jednak postawa Stronnictwa, które pierwszy raz od chwili kiedy Polska stała się demokratycznym państwem potrafiło zrezygnować z profitów wynikających z bycia koalicjantem, nawet takim bez własnego zdania, na rzecz wierności elektoratowi. Czyżby wreszcie umiejętność wyciągania wniosków z własnych, nieprzemyślanych posunięć stała się udziałem polityków PSL. W dłuższej  perspektywie czasowej wygrywają na arenie politycznej aktorzy, którzy bardziej dbają o interes elektoratu niż o zadowolenie własnych członków. Z tego punktu widzenia wybór dokonany przez włodarzy zarówno SLD jak i PSL podyktowany został nieubłagana logiką, która wreszcie wzięła górę nad politycznymi targami determinowanymi doraźnym interesem.

Kompromis nade wszystko

Istota demokracji zasadza się na poszukiwaniu kompromisu, porozumienia pomiędzy wykluczającymi się z pozoru racji. Umiejętność wchodzenia w kompromisy to duży atut SLD, trzeba to uczciwie przyznać. Sojusz potrafi pozyskiwać sympatyków o czym świadczą chociażby wyniki wyborów. Jego działacze w sposób doskonały opanowali umiejętność podkreślania tego co łączy bez mówienia o różnicach. Teraz jednak włodarze z SLD będą musieli nauczyć się pozyskiwać akceptację swoich parlamentarnych pomysłów ze strony politycznych adwersarzy. To sztuka znacznie trudniejsza od zyskania sympatii niewyrobionego na ogół politycznie elektoratu. Jak Sojusz wyjdzie z tej próby? O tym przekonamy się już niedługo.

Autor: Konrad Kaptur

 

  drukuj   prześlij na email

  powrót   w górę

Tego artykułu jeszcze nie skomentowano

Copyright by (C) 2007 by e-Polityka.pl - Biznes - Firma - Polityka. Wszelkie Prawa Zastrzeżone.

Kontakt  |  Reklama  |  Mapa Serwisu  |  Polityka Prywatności  |  O nas


e-Polityka.pl