Aby zapisać się na listę naszego newslettera, prosimy podać swój adres email:

 

Wyszukiwarka e-Polityki :

 

Strona Główna  |  Praca  |  Reklama  |  Kontakt

 

   e-Polityka.pl / Artykuły - Świat / Europa Zachodnia / Ewolucja stanowiska Francji wobec przewodnictwa NATO w europejskim systemie bezpieczeństwa               

dodaj do ulubionych | ustaw jako startową |  zarejestruj się  

  ..:: Polityka

  ..:: Inne

  ..:: Sonda

Czy jesteś zadowolony z rządów PO-PSL?


Tak

Średnio

Nie


  + wyniki

 

P - A - R - T - N - E - R - Z - Y

 



 
..:: Podobne Tematy
06-02-2009

  Francja wraca do NATO?

28-05-2008

 

02-09-2011

  Afera we Francji

31-05-2011

  NATO przeprasza za atak

26-05-2011

  Libia chce zawieszenia broni

05-04-2011

 

31-03-2011

 

+ zobacz więcej

Ewolucja stanowiska Francji wobec przewodnictwa NATO w europejskim systemie bezpieczeństwa 

21-09-2004

  Autor: Małgorzata Soja

Upadek jałtańskiego porządku i koniec Zimnej Wojny wyznaczyły nową jakość w stosunkach międzynarodowych. Ponieważ po zaniku konfrontacji Wschód-Zachód organizacją, która przetrwała i wyznaczyła tory koncepcji bezpieczeństwa został Sojusz Północnoatlantycki, z najważniejszym członkiem, USA, realizowana była amerykańska wizja ładu międzynarodowego. Poszczególne państwa zachodnioeuropejskie wykazywały jednak różną postawę i poglądy co do atlantyckiego nurtu w bezpieczeństwie europejskim.

 

 

Po przełomie 1989 r. NATO, dostosowując się do nowej rzeczywistości, ujawniło ambicje do poszerzania tradycyjnych militarnych funkcji o aspekty polityczne, co jednak spotkało się ze sprzeciwem europejskich przywódców i członków sojuszu. Tradycyjnie przeciwna sojuszowi pozostawała Francja, dążąca do utworzenia autonomicznego zachodnioeuropejskiego systemu obronnego, na bazie Unii Zachodnioeuropejskiej. W niej widziała główny motor prowadzący w przyszłości do stworzenia niezależnej obrony i tym samym osłabienia wpływów NATO w Europie.

Zasadniczym punktem odniesienia stanowiska Paryża w sprawach bezpieczeństwa w Europie pozostawały niezmienne interesy Francji, nie zawsze odpowiadające interesom innych państw. W przypadku Francji bardzo wyraźnie widać, że jest ona dziedziczką przeszłości, pretendującą do wpływania na losy Europy, jak za czasów swojej mocarstwowości.
"Stara Francja, dźwigająca na swych barkach brzemię Historii, umęczona wojnami i rewolucjami, krocząca stale od wielkości do upadku, ale z każdym stuleciem odradzana przez ducha odnowy" - zdanie generała de Gaulle, umieszczone w trzecim tomie Pamiętników wojennych, jest nie tylko odwzorowaniem filozofii, wzniosłych idei i silnego poczucia wartości tego przywódcy i wszystkich kolejnych, ale również i całego narodu francuskiego. Stąd wywodzi się powszechna w całym okresie po II wojnie światowej francuska antyamerykańskość, mająca korzenie w chęci przeciwstawiania się dominacji na kontynencie europejskim któregokolwiek z mocarstw oraz przeciwdziałaniu ściślejszej ich współpracy.

Dopóki istniał dwubiegunowy układ sił i stary porządek, Francja była w dogodnej pozycji, zdobywając wpływy i prestiż międzynarodowy, a będąc dysponentem broni nuklearnej, rekompensowała sobie słabszą pozycję gospodarczą. Wszystko zmieniło się na skutek przełomu lat 80/90, kiedy zaistniała konieczność przewartościowania elementów jej polityki zewnętrznej.

Po zjednoczeniu Niemiec kraj ten stał się dla Francji potencjalnym hegemonem, podobnie jak Stany Zjednoczone czy Rosja i dlatego całość jej działań koncentrowała się na stosunkach Paryż-Bonn i kształtowaniu Wspólnot Europejskich, by dzięki temu móc utrzymywać pozycję mocarstwa i blokować w ten sposób podobne ambicje Niemiec. Forsowanie wspólnej polityki zagranicznej i bezpieczeństwa w Traktacie z Maastricht, wskazywanie na UZE jako instrument polityki UE czy inicjowanie powołania do życia francusko - niemieckiego korpusu, miało - oprócz umożliwienia Francji odgrywania roli mocarstwowej - zapobiegać renacjonalizacji polityki bezpieczeństwa Bonn.

Całość francuskiej polityki wobec NATO i przewodzących w nim Amerykanów, do lat 90. opierała się na zasadach, ustalonych przez generała de Gaulla i podtrzymywanych przez G. Pompidou i Giscarda d'Estaing. Chociaż od czasów prezydentury Mitteranda zauważało się starania w kierunku ocieplenia stosunków między tymi dwoma państwami ( w żadnej ze stolic nie bywał on tak często jak w Waszyngtonie i z żadnym z mężów stanu nie prowadził tak regularnych konsultacji) to jednak Paryż zawsze miał ambicje do podkreślania swojej znaczącej, wręcz przewodniej roli na kontynencie europejskim. I wszystko wskazuje, że też ukrytą wciąż chęć uwolnienia kontynentu od aroganckiego amerykańskiego wpływu, co przecież niekoniecznie mogło mieć sens z punktu widzenia wymogów bezpieczeństwa kontynentu. 

Zgodnie z gaullistowską koncepcją polityczną, Europa powinna być europejska, nie powinna stać się przybudówką Stanów Zjednoczonych, a one same nie powinny się mieszać do spraw europejskich na żadnej płaszczyźnie. Ponieważ generał wyznawał zasadę, że w polityce nie można pozostawać nieaktywnym, a nie wierzył Stanom Zjednoczonym, W. Brytania według niego nadal nie zbliżała się do Europy a nawiązanie stosunków z Moskwą było niemożliwe dopóki trwała wojna z Algierią -  wyjście mogła stanowić ścisła współpraca z Niemcami jako podstawa wszelkiego konstruktywnego dzieła w Europie.

Znamiennym wydarzeniem był fakt wysłania już w 1958 r. do prezydenta Eisenhowera i premiera Macmillana listu, w którym domagał się reorganizacji sojuszu atlantyckiego w tym sensie, by blok ten kierowany był przez triumwirat, złożony z USA, W. Brytanii i Francji. Cały czas z pobudek przywracania majestatu Francji dążył do dopuszczenia Pałacu Elizejskiego do kierownictwa NATO i było jasne, że zamierza prowadzić własną politykę, nie przyjmując gotowych tez Waszyngtonu. Propozycja, by na czele NATO stal triumwirat z udziałem Francji miał prowadzić do tego, aby Amerykanie nie mieli monopolu decyzji dotyczących bezpieczeństwa europejskiego. Ujawnił się jego daleki cel: przekonanie świata, że Amerykanie mogą posiadać leadership w NATO, ale gospodynią w Europie Zachodniej jest Francja i od niej zależeć będzie w przyszłości pokój ludzi w Europie.

Polityka bezpieczeństwa za czasów Francoisa Mitteranda, dążącego również do odzyskania dla swego kraju rangi liczącego się mocarstwa, opierała się na trzech filarach: wyłonieniu zbiorowego, specyficznie europejskiego organu do zapewnienia stabilności, zwalczaniu tendencji, zauważalnych w trakcie jednoczenia Niemiec, mogących prowadzić do powtórnej renacjonalizacji polityki zagranicznej oraz wspomaganiu stabilizacji kontynentu w sytuacji większego dystansowania się Stanów Zjednoczonych wobec mnożących się kryzysów.  Sojusz Atlantycki w koncepcji Mitteranda miał stanowić zabezpieczenie globalne, ograniczające się do wyrażanych jasno celów, jako solidarność w obronie przeciwko agresji zewnętrznej tak, jak to gwarantuje art. 5 Traktatu Waszyngtońskiego. W związku ze zmniejszeniem ryzyka wojny, Sojusz, monopolista w kierowaniu sytuacjami braku bezpieczeństwa w Europie, powinien stać się tylko jedną z wielu instytucji, od której wymagano by zapewnienia bezpieczeństwa z korzyścią dla wszystkich.

Obrazuje to jak bardzo Paryż chciał zniwelować zachowanie przez Waszyngton dominującej roli na kontynencie europejskim. A budowa europejskiej tożsamości obronnej na bazie Unii Zachodnieuropejskiej i Eurokorpusu miała być środkiem do ograniczania roli USA w Europie i niedopuszczenia do osłabienia pozycji Francji, również i poprzez zbliżenie Stanów Zjednoczonych z którymkolwiek państwem europejskim.
        
Takie stanowisko jednak, pod wpływem wydarzeń w Europie, musiało ulec zmianie i rzeczywiście ewoluowało. Opcja atlantycka zyskiwała ponownie na znaczeniu. Powtarzające się i coraz wyraźniejsze dążenia krajów Europy Środkowej do wydobycia się z orbity rosyjskiej i do integracji z Sojuszem, znacząco przyczyniły się do ponownego umieszczenia NATO w centrum zabiegów o bezpieczeństwo w Europie. Tym bardziej, że w tym samym momencie w Jugosławii Europejczycy doszli do przekonania, że poza korpusem europejskim, na razie teoretycznym, jedynym wspólnym zgrupowaniem sił zbrojnych europejskich - użytym zgodnie z decyzją polityczną europejską - był po prostu Sojusz Północnoatlantycki.
        
Pewne zmiany koncepcji francuskiej są zrozumiałe w kontekście zmian koncepcji amerykańskich. Chodzi tu o szczyt brukselski i ponowną definicję roli Sojuszu w budowaniu bezpieczeństwa europejskiego, czego wręcz natychmiastowym skutkiem było francuskie wyrażenie przypuszczenia, że Europejczycy przez długie lata będą potrzebowali sił NATO. Tak jak po fiasku planu Foucheta kolejne rządy uświadomiły sobie, że integracja Europy Zachodniej w sferze obronnej nie jest możliwa, gdy europejscy partnerzy Francji opowiadają się za utrzymaniem zintegrowanego ze Stanami Zjednoczonymi systemu obronnego, tak i teraz zdano sobie  sprawę, że autonomia europejska w dziedzinie obrony jeszcze nie ma szans powodzenia i musi być zintegrowana z systemem atlantyckim.
        
Moment zasadniczego przewartościowania w polityce francuskiej to spektakularny sukces NATO w Bośni i problemy z realizacją koncepcji utworzenia europejskich zdolności obronnych. Francja w tym czasie podjęła decyzje zacieśnienia współpracy z Sojuszem oraz działania zmierzające do powrotu do jego struktur wojskowych. Po raz pierwszy od 30 lat w Bośni wojska francuskie znalazły się pod bezpośrednią komendą NATO, a Paryż zrozumiał, że aby stawić czoła nowym potrzebom bezpieczeństwa Europy i uczynić z Francji ważnego aktora w tej dziedzinie, potrzeba czegoś więcej niż rozluźnienia współpracy ze Stanami Zjednoczonymi i Sojuszem.
        
Zgodnie z takim podejściem Europejska Tożsamość Bezpieczeństwa i Obrony byłaby wówczas raczej wewnątrz niż poza NATO. A sam Sojusz, ramach przystosowywania do realizacji nowych zadań, po berlińskim szczycie postanowił przygotowywać się do podejmowania misji wykraczających poza zobowiązania wynikające z art. 5 Traktatu Waszyngtońskiego. Miał wskazać środki i siły gotowe do działania w ramach Wielonarodowych Połączonych Sił do Zadań Specjalnych oraz utworzyć wielonarodowe europejskie dowództwa, które mogłyby być wykorzystywane w operacjach podejmowanych pod kierunkiem UZE. 
        
Francja, zmieniając swoje podejście do polityki obronnej i bezpieczeństwa, oficjalnie uznała, że tożsamość obrony europejskiej jest niezbędna, ale nie należy jej pojmować jako konkurencyjnej wobec Sojuszu Atlantyckiego. Więcej, uznała NATO za najwłaściwsze ramy dla jej powstania. I tym podejściem żywiła jednocześnie nadzieję na dołączenie do tych sojuszników europejskich, którzy nigdy nie byli zwolennikami struktur wojskowych niezależnych od Stanów Zjednoczonych - z jednej strony, a z drugiej - miała nadzieję na odegranie kluczowej roli w negocjacjach ze Stanami Zjednoczonymi nad głównymi zmianami w strukturach i sposobach działania Sojuszu. 
        
Wielu jednak specjalistów, m.in. D. Mahncke, sądzi, że Francuzi chcieliby, aby Stany Zjednoczone stały się "sojusznikiem w ostateczności", to jest przyjacielem, na którym można by polegać, który by zapłacił za Europę kaucję w okresie trudności, ale który poza tym byłby usatysfakcjonowany życzliwym pozostawaniem na uboczu. Ale pytaniem jest, czy taką rolą amerykańscy politycy byliby zainteresowani?
        
Francja postanowiła usprawiedliwić zbliżenie i normalizację swych stosunków z Sojuszem, wpisując UZE w strukturę NATO. Klęski ONZ nie tylko w byłej Jugosławii, ale też w Somalii i Rwandzie, pogłębiły wrażenie, że Organizacja ta nie spełnia pokładanych w niej nadziei i niejako to implikowało dodatkowo fakt określenia nowego stosunku do NATO i uznania roli Sojuszu w operacjach stabilizacyjnych w Europie. Dlatego też i wspomniane klęski ONZ i marne perspektywy europejskiej polityki zagranicznej na południu Europy, musiały wręcz doprowadzić Paryż do zrewidowania swoich "mondialistycznych" koncepcji, wyrosłych na postzimnowojennych zgliszczach.

Autorka jest Doktorantką Politologii Uniwersytetu Opolskiego. 

 

  drukuj   prześlij na email

  powrót   w górę

Tego artykułu jeszcze nie skomentowano

Copyright by (C) 2007 by e-Polityka.pl - Biznes - Firma - Polityka. Wszelkie Prawa Zastrzeżone.

Kontakt  |  Reklama  |  Mapa Serwisu  |  Polityka Prywatności  |  O nas


e-Polityka.pl