Szpitale rzeką łapówek płynące

23-02-2007

Autor: Piotr Twardysko

Korupcja w polskiej służbie zdrowia sięga kwoty blisko 6 miliardów złotych. W tym roku do dania lekarzowi wziątki przyznało się ponad 68 procent ankietowanych Polaków, czyli o 10 punktów procentowych więcej niż przed dwoma laty. Płacimy praktycznie za wszystko: za lepszego fachowca, skuteczniejsze leki, za skrócenie kolejki na zabieg. Kiedy uznaliśmy, że łapówka jest trwałą częścią systemu, stał się cud. Lekarze w Polsce zaczynają przyznawać, że ich środowisko jest skażone korupcją. Czy kolejne aresztowania medyków w Polsce zmienia tę sytuację?


Centralne Biuro Antykorupcyjne w ubiegły czwartek zatrzymało doktora Mirosława G., z warszawskiego szpitala MSWiA. Prokuratura postawiła medykowi 20 zarzutów. Podczas akcji w gabinecie funkcjonariusze CBA znaleźli pliki banknotów polskich i zagranicznych, stosy ekskluzywnych zegarków i wiecznych piór. Mariusz Kamieński powiedział, że działalność trwała znacznie dłużej, bo od kilku lat.

Powoli przyzwyczajamy się do takich informacji. Jeszcze rok temu aresztowanie lekarza było czymś tak rzadkim, że aż niewyobrażalnym. To oczywiście fragment monstrualnej korupcji, jaka przeżarła do szpiku kości służbę zdrowia w Polsce. Często dajemy pieniądze w formie zalegalizowanej łapówki – wpłat na tzw. fundacje przyszpitalne. Środowisko lekarskie od lat toczy ciężka choroba. W ostatnich miesiącach walka z korupcją wśród lekarzy prowadzona przez policję i prokuraturę przybiera na sile. Rozpoczęły się prowokacje i kontrolowane wręczanie łapówek. Po to, aby schwytać najbardziej bezczelnych medyków łapówkarzy, ale też po to, aby dać im sygnał, że czas przymykania oczu się zakończył.

W Legnicy na Dolnym Śląsku o tym, że w szpitalu na ginekologii źle się dzieje wiedzieli wszyscy –  wszyscy i to od dość dawna. Musiało dopiero dojść do skandalu, aby problem korupcji w tej placówce przestano wmiatać pod dywan. Cesarskie cięcie  u ordynatora ginekologii Ryszarda Z. kosztowało dwa tysiące złotych. Pieniądze kazał wpłacać na konto fundacji szpitala, które – jak się później okazało – było jego prywatnym kontem. Ordynator Z. nie krył się z tym, że bierze. Głośno chwalił się kolegom, że ma „mocne plecy w prokuraturze i nikt mu nic nie zrobi”. Były dyrektor Mirosław Gibek: „Wiedziałem, że ginekolog bierze, ale nikt mi tego nie zgłosił. Co miałem zrobić?” Przed legnickim sądem trwa właśnie proces medyka ordynatora Ryszarda Z. Takich przypadków bezwzględnych medyków łapówkarzy w Polsce jest więcej.

Autor czeka na Państwa opinie i sygnały. Zapewniamy anonimowość. E-mail: piotr.twardysko@24polska.pl, tel. 783-198-733.


Copyright by © 2006 by e-polityka.pl - Pierwszy Polski Serwis Polityczny. Wszelkie Prawa Zastrzeżone.