Silna Europa

11-11-2004

Autor: Piotr Horosz

29 października w Rzymie przywódcy 25 państw podpisali Unijny traktat konstytucyjny. Integracja kontynentu wydaje się być w rozkwicie - pięć miesięcy wcześniej dziesięć państw, w tym Polska, przystąpiło do Unii Europejskiej, a proces rozszerzenia nie jest bynajmniej zakończony. Mamy prawo przypuszczać, iż w niedługim czasie Unia swym zasięgiem obejmie niemal cały kontynent, rozwijając jednocześnie współpracę z krajami, które w najbliższej przyszłości z różnych względów nie znajdą się w Unii Europejskiej (np. z Rosją). Wraz z postępem integracji kontynentu możemy dziś wszyscy obserwować utratę znaczenia Europy w świecie.


Obecnie niekwestionowanym liderem gospodarczym są Stany Zjednoczone, a ich udział w światowej gospodarce wynosi obecnie ponad 33%. Europa, będąc jednym z trzech najbardziej rozwiniętych obszarów świata (USA, Azja Południowo- Wschodnia) traci w ostatnich latach na znaczeniu względem swoich najgroźniejszych konkurentów. Na prawdziwego tygrysa światowej gospodarki wyrastają Chiny, które w długiej perspektywie mogą zagrozić pozycji nie tylko Europy, ale także USA. Jakie może mieć to dla nas znaczenie w dzisiejszym świecie globalnej gospodarki? Czy obecnie zachodzące procesy powinny nas martwić, a jeśli tak, to jak im przeciwdziałać?

W 2000 roku Rada Europejska przyjęła w Lizbonie program gospodarczo-społeczny Nowa strategia przyjęta w stolicy Portugalii miała zapobiec marginalizacji Europy względem innych regionów, uczynić wciągu 10 lat z gospodarki europejskiej najbardziej konkurencyjną i dynamiczną gospodarką świata. Jednocześnie dzisiaj wiemy, że klęska strategii lizbońskiej jest niemal pewna, z optymizmu i szumnych deklaracji polityków niewiele dziś zostało. Co więcej, po czterech latach nadal pogłębia się dystans między USA i Unią Europejską, a z rozwiązań proponowanych w strategii lizbońskiej znaczna część jest aktualnych. Jeśli więc nie chcemy, by Europa w długiej perspektywie stawała się peryferiami gospodarki światowej, konieczne będą reformy, które mogą jeszcze odwrócić niekorzystne tendencje. Nie możemy stracić kolejnych lat, bo z czasem jeszcze trudniej będzie nadrabiać dystans.

Jak to zrobić?

Warto przyjrzeć się strategii lizbońskiej, choć zrealizowanie jej w pełni już dziś wydaje się niemożliwe. Strategia miała na celu podniesienie konkurencyjności gospodarek  europejskich. Służyć temu miała liberalizacja (rynek energii,  telekomunikacji, transportu, oraz rynków finansowych), postawienie na innowacyjność (gospodarka oparta na wiedzy), a także pobudzanie przedsiębiorczości (ułatwienia w zakładaniu i prowadzeniu działalności gospodarczej). Postulowane zmiany miały w założeniu zwiększyć dynamikę i przedsiębiorczość w Europie, jednak przyjętych założeń w większości nie realizowano- zabrakło konsekwencji. Dziś Europa potrzebuje przede wszystkim woli politycznej do przeprowadzenia zmian. Impulsem do tego może być przystąpienie nowych członków, większa konkurencja na wspólnym rynku powinna wymusić na państwach starej Europy korzystne dla gospodarki rozwiązania.

Przede wszystkim niezbędne jest przeprowadzenie reformy systemów emerytalnych, zbyt kosztownych w czasach, gdy Europa "się starzeje". Z pewnością będzie to rodzić protesty społeczeństw Europy Zachodniej, nie przywykłych do zmian. Prawdziwym kluczem do sukcesu gospodarek europejskich jest liberalizacja (słowo w Polsce niepopularne), a co za tym idzie wzrost konkurencji. Korzystny wpływ tych zjawisk możemy obserwować na przykładzie wielu krajów (np. Hiszpania, Irlandia). Wzrost konkurencji zawsze prowadzi do spadku cen i  wyższej jakości świadczonych usług.

Jak pobudzić wzrost?

Można to zrobić na kredyt- poprzez zwiększanie deficytu budżetowego, albo poprzez tworzenie korzystnych warunków do inwestowania (by np. międzynarodowym koncernom nie opłacało się przenoszenie produkcji do Chin). Korzystne warunki to np. stabilne proste i niskie podatki, przejrzyste przepisy, "przyjazna" biurokracja, czy wykształcone społeczeństwo. Jeśli chodzi o koszty siły roboczej, to Europa nie pobije Chin, dlatego powinniśmy skupić się na promowaniu tych gałęzi gospodarki, które wymagają wysokich nakładów kapitału i wiedzy (np. high-tech) Tylko innowacyjnością Europa może skutecznie konkurować, a powinna to robić w większym stopniu niż dotychczas. Przykładowo, procentowy udział produktów zawansowanych technologicznie w eksporcie w przypadku Niemiec wynosi 15%, podczas gdy w Japonii 25%, a w USA 30%.Trzeba zwiększyć udział zawansowanych technologii w ogólnej działalności gospodarczej, a to można osiągnąć przez zwiększenie wydatków na badania i rozwój a także na naukę (dziś średnio 2% PKB. Ważne jest wspieranie sektora małych i średnich przedsiębiorstw, które są głównym motorem innowacyjności i wzrostu zatrudnienia. Państwo powinno starać się stworzyć przyjazne otoczenie dla biznesu, promować przedsiębiorczość. Najtrudniejsze wydaje się dziś przesunięcie środków finansowych, by promowały wzrost gospodarczy. Czy Unię stać na dotowanie  rolnictwa w takim stopniu jak dotychczas?

Europa potrzebuje dziś wizjonerów, mężów stanu, którzy sprostają trudnej sytuacji i nie będą bali się wprowadzenia niepopularnych, aczkolwiek koniecznych rozwiązań. Wymagać to będzie wielkiej pracy i konsekwencji. Tylko czy obecna klasa polityczna sprosta wyzwaniu, czy też może silna Europa to tylko marzenie?


Copyright by © 2006 by e-polityka.pl - Pierwszy Polski Serwis Polityczny. Wszelkie Prawa Zastrzeżone.