Aby zapisać się na listę naszego newslettera, prosimy podać swój adres email:

 

Wyszukiwarka e-Polityki :

 

Strona Główna  |  Praca  |  Reklama  |  Kontakt

 

   e-Polityka.pl / Artykuły - Kraj / Ogólne / Równanie w dół               

dodaj do ulubionych | ustaw jako startową |  zarejestruj się  

  ..:: Polityka

  ..:: Inne

  ..:: Sonda

Czy jesteś zadowolony z rządów PO-PSL?


Tak

Średnio

Nie


  + wyniki

 

P - A - R - T - N - E - R - Z - Y

 



 
..:: Podobne Tematy
Równanie w dół 

29-08-2005

  Autor: Maciej Stańczykowski

Od wielu lat w Polsce próbuje się zaprowadzić studia płatne. Podobno w interesie samych studentów. Tych obecnych i tych przyszłych. Wprowadzenie czesnego na wszystkich uczelniach już na początku ubiegłego roku sugerowały Polsce Bank Światowy i Europejski Bank Inwestycyjny. To podobno wymóg „nowoczesnej gospodarki rynkowej” i „norma cywilizacyjna”. Widocznie większość europejskich państw nie jest ani cywilizowana ani nowoczesna. W Niemczech studenci płacą jedynie składki na organizację studencką (ok. 18-46 euro za semestr) oraz ubezpieczenie społeczne (15-50 euro miesięcznie). Podobnie jest we Francji czy w Szwecji.

 

 

Rząd premiera Belki dał się chyba przekonać, gdyż całkiem niedawno przyjął strategię edukacyjną na lata 2007-2013. Zapisano w niej m.in., że studia wyższe powinny być płatne. Na szczęście strategia rządowa pozostaje tylko deklaracją, dopóki nie zostaną wprowadzone zmiany w konstytucji, która uniemożliwia wprowadzenie powszechnych opłat za studia. Jednak przy odrobinie pecha pomysł mogą „pociągnąć” następne rządy prawicowe.

Według zwolenników płatnej edukacji bezpłatne studia nie zawsze służą tym, którzy naprawdę ich potrzebują. Rzeczywiście wśród osób płacących za studia zdecydowaną większość stanowią osoby pochodzące z małych miejscowości lub z rodzin o niższym statusie społecznym. Co według ministerstwa sprawiedliwe bynajmniej nie jest. Dlatego w myśl urzędniczych założeń 800 tysięcy studentów korzystających z pomocy państwa ma dołączyć do ponad miliona płacących za studia. Taka urawniłowka w wolnorynkowym stylu. W praktyce państwo pod płaszczykiem sprawiedliwości społecznej zrzuca w ten sposób z siebie odpowiedzialność za edukację swoich własnych obywateli. W wywiadzie dla Gazety Wyborczej pani minister tłumaczy, że wprowadzenie opłat zwiększy szansę młodzieży wiejskiej na studiowanie. W 2003 roku spośród wszystkich studentów studiów stacjonarnych 78 proc. stanowiła młodzież miejska, a 22 proc. młodzież pochodzenia wiejskiego. Ci ostatni, aby studiować, muszą znaleźć dodatkowe środki na opłacenie mieszkania oraz na jedzenie. Często pracują w nocy. Za niską stawkę. Niewątpliwie uszczęśliwi ich wiadomość, że połowę ich pensji pochłonie czesne. Pani minister twierdzi nadto, że studia bezpłatne w rzeczywistości nie są bezpłatne. Bo student z własnej kieszeni musi zakupić podręczniki, opłacić akademik i czasem wyskoczyć do ksero. Nie wspomina, że studenci, którzy już teraz płacą za swoją naukę również muszą kupić podręczniki, gdzieś spać i jadać. Czyli w rozumieniu ministerstwa płacą chyba podwójnie za swoje studia?

Pomysłodawcy bronią „sprawiedliwości” ustawy kredytami studenckimi i stypendiami socjalnymi, które rząd ma zagwarantować tym, którzy chcieliby się uczyć. Podobne kredyty dla studentów wprowadzał już rząd premiera Buzka. W ubiegłym roku z takich akademickich kredytów studenckich skorzystało 24.086 studentów, czyli około 1,2 proc. wszystkich studiujących. Kredyty miast pomagać biedakom w edukacji są w efekcie dostępne jedynie dla tych zamożnych. Przyznaje to same ministerstwo, które ocenia, że na kredyt studencki stać około 8 proc. uprawnionych. Rządzący zapomnieli najwyraźniej, że banki nie są instytucjami charytatywnymi, ale określoną firmą nastawioną na zysk. Zapomnieli też, że kredyt prędzej czy później i tak trzeba spłacić, co przy 18-procentowym bezrobociu może wielu utrudnić tylko życiowy start. Jeszcze gorzej wygląda sytuacja stypendiów. Jeśli ministerstwo chciałoby przy ich pomocy zapewnić najuboższym bezpłatne studia to należy je podnieść przynajmniej trzykrotnie. W obecnej wysokości stypendia na pewno nie pomogą opłacić czesnego, skoro ledwie starczają na zapłacenie za akademiki czy obiady. Jakie środki powinno przeznaczyć ministerstwo, aby stypendium socjalne, które co warto podkreślić teraz dostają nieliczni szczęśliwcy nie wynosiło 100 a 500 złotych i stanowiło realna pomoc dla studenta? Tego urzędnicy nie wyjaśniają. Równie zręcznie pomysłodawcy unikają odpowiedzi na pytania: Ile pieniędzy trafi do systemu stypendialnego? Jak będzie wyglądało kredytowanie studiów? Jakie będą warunki uzyskania stypendiów i ulg?

Jeśli pani Radziwiłł rzeczywiście chcę wyrównywać szanse edukacyjne w społeczeństwie powinna zacząć to robić na poziomie szkolnictwa średniego, nie zaś wyższego. Tak, aby bez dodatkowych lekcji czy korepetycji przeciętny uczeń mógł uzyskać dobre wyniki i miał tym samym szanse dostać się na państwową uczelnie. Powinna pomyśleć nad intensyfikacją nauki języków obcych. Zamożni rodzice często fundują swoim dzieciom od najmłodszych lat kursy językowe. Dzieci z ubogich rodzin są tego przywileju pozbawione. Powinna walczyć z procederem segregacji klasowej w szkołach. Gdzie już w okresie nauczania początkowego dzieci się dzielone na klasy według dochodu czy wykształcenia rodziców. Biedne dzieci są de facto zamykane w gettach klasowych. W ich klasach nauczają gorsi nauczyciele, pozbawieni motywacji w pracy z dziećmi, które sprawiają problemy wychowawcze.

Dziś uczelnie stały się fabrykami do wydawania certyfikatów. Zawodu nauczysz się w pracy. Studia to szansa na zdobycie jakiejkolwiek sensownie płatnej pracy. Większość pracodawców wymaga wyższego wykształcenia do wykonywania pracy, której kiedyś podejmowali się ludzie po szkole średniej. Ot takie wymóg cywilizacyjny. Choćby dlatego zapewnienie jak największej liczbie osób dostępu do edukacji winno być priorytetem tego państwa. Jeśli Ministerstwo Edukacji Narodowej i Sportu wierzy, że wprowadzenie opłat za studia spowoduje wzrost liczby studentów pochodzących z biednych rodzin to wypada tylko pogratulować poczucia humoru. Być może czas po prostu pomyśleć o wzroście nakładów na edukację?

 

  drukuj   prześlij na email

  powrót   w górę

Tego artykułu jeszcze nie skomentowano

Copyright by (C) 2007 by e-Polityka.pl - Biznes - Firma - Polityka. Wszelkie Prawa Zastrzeżone.

Kontakt  |  Reklama  |  Mapa Serwisu  |  Polityka Prywatności  |  O nas


e-Polityka.pl