Dwanaście prac Zapatero

18-06-2007

Autor: Maciej Czarnecki z Vitorii

W hiszpańskim Kraju Basków dawno nie działo się tak źle. Na początku czerwca terroryści z ETA zerwali trwające od 15 miesięcy zawieszenie broni i zdecydowali się na walkę z rządem. Efekty widać już dziś.

Choć na razie obyło się bez spektakularnych akcji, większość opinii publicznej jest przekonana, że nowe akty terroru są tylko kwestią czasu. Firmy ochroniarskie, do których zgłasza się coraz więcej lokalnych polityków i biznesmenów, nie nadążają z rekrutacją nowych pracowników.

A jeszcze niedawno wydawało się, że pokój leży na wyciągnięcie ręki. Lewicowy rząd José Luis Rodrígueza Zapatero, wyniesiony do władzy na fali emocji po zamachach al-Kaidy w Madrycie, zdecydował się na tajne rokowania z baskijskimi separatystami, licząc na zakończenie trwającej od niemal 40 lat przemocy i zyskanie nowych sojuszników. Te same zamachy, które pomogły socjalistom w wyborczym zwycięstwie, odebrały terrorystom z ETA resztki społecznego poparcia wśród tych, którzy pamiętali jeszcze ich walkę z reżimem Franco. Klimat do rozmów był lepszy, niż kiedykolwiek. W marcu 2006 roku osiągnięto porozumienie i ETA ogłosiła zawieszenie terroru.

Przez następne miesiące socjaliści nie tylko musieli znosić krytykę opozycji, zarzucającej im zbytnią pobłażliwość i paktowanie z przestępcami, ale i dwuznaczną postawę baskijskich separatystów. W październiku 2006 roku francuska policja doniosła o zrabowaniu przez członków ETA ponad 300 sztuk broni, części zamiennych i amunicji. Dwa miesiące później wybuch podłożonej przez terrorystów bomby zabił na lotnisku w Madrycie dwóch młodych Ekwadorczyków. Mimo to formalne zawieszenie broni miało trwać dalej. W marcu 2007 roku rząd Kraju Basków, rozochocony tyle pojednawczą, co i uległą postawą Zapatero, wystąpił z kontrowersyjnym projektem reformy lokalnego szkolnictwa. Nowe prawo eliminowałoby dotychczasowy, trójczłonowy model edukacji, zastępując go jednolitymi szkołami w języku baskijskim. Największą próbą cierpliwości socjalistów była jednak głośna „sprawa de Juany”.

Na początku marca 2007 roku hiszpański minister spraw wewnętrznych Alfredo Pérez Rubalcaba zadecydował o przeniesieniu Iñaki de Juany Chaos, jednego z najsłynniejszych terrorystów ETA z lat 80., z więzienia do aresztu domowego. Powodem jego decyzji był pogarszający się stan zdrowia skazanego, który od sierpnia 2006 roku prowadził głodówkę. De Juana nie zgadzał się z decyzją sądu, który de facto przedłużył jego pobyt w więzieniu. Baskijski terrorysta pierwotnie został skazany na 18 lat więzienia za zabicie w zamachach 25 wojskowych i policjantów. Kiedy w 2004 roku miał wyjść na wolność, protesty opinii publicznej wraz z dwoma kąśliwymi artykułami de Juany dla lokalnych gazet sprawiły, że sąd skazał go na następne 12 i pół roku za groźby terrorystyczne. Ten surowy wyrok został później skrócony przez hiszpański Sąd Najwyższy do 3 lat, ale Bask i tak zapowiedział, że będzie głodował aż do uwolnienia. 6 października 2006 roku wycieńczony Iñaki de Juana Chaos został przewieziony do szpitala w Madrycie, gdzie wbrew jego woli podłączono go do kroplówek.

Wkrótce świat obiegły zdjęcia wychudzonego więźnia, który zgodził się udzielić wywiadu jednemu z brytyjskich brukowców. De Juana powoli zyskiwał status męczennika, a jego historia idealnie wpisywała się w mit samotnego buntownika rzucającego wyzwanie systemowi. Rząd Zapatero stanął przed nie lada wyzwaniem – z jednej strony, musiał stać na straży praworządności, z drugiej – liczyć się coraz bardziej radykalnymi protestami baskijskiej młodzieży i nacjonalistów. Śmierć de Juany odwróciłaby złą kartę ETA, która do tej pory systematycznie traciła społeczne poparcie. Dlatego kiedy Rubalcaba zezwolił terroryście na odbycie reszty kary w areszcie domowym, wydawało się, ze rząd znalazł salomonowe rozwiązanie. Na początku marca Iñaki de Juana Chaos został przeniesiony do szpitala w San Sebastian, gdzie miał dojść do pełni sił. Wywołało to falę protestów wśród rodzin ofiar terroryzmu i opozycji. Jednak dopóki trwało zawieszenie broni, socjaliści mogli bronić swej decyzji, traktując ją jako cenę za pokój.

Ostatnią z prób, przez jakie przejść musiała ekipa Zapatero, była kwestia majowych wyborów lokalnych. Baskijscy separatyści chcieli, by mogli w nich wziąć udział członkowie zdelegalizowanej w 2003 roku przez hiszpański Sąd Najwyższy Batasuny, politycznego ramienia ETA. Ostatecznie (być może, jak donosi konserwatywny dziennik ‘ABC’, za sprawą tajnych rozmów prowadzonych w kwietniu przez przedstawicieli rządu i terrorystów) politycy nielegalnej partii znaleźli się na listach skleconych w pośpiechu nowych ugrupowań. Sąd Najwyższy zdelegalizował co prawda listy z najsłynniejszymi nazwiskami, ale pozostawił resztę, dzięki czemu nacjonaliści znaleźli się w lokalnych władzach.

Majowe wybory pokazały, że społeczeństwo baskijskie jest podzielone. W Vitorii, stolicy administracyjnej regionu, głosami wyborców podzielili się niemal po równo rządzący socjaliści, opozycyjni ludowcy i skrajni nacjonaliści. Ten wynik odpowiada przedziwnej atmosferze miasta, gdzie dzielnica polityki, modnych sklepów i biznesu sąsiaduje z młodzieżowym i zbuntowanym Starym Miastem. Obydwa światy stykają się ze sobą jedynie od święta, choćby przy wyborczych urnach. Kilka dni temu, już po zerwaniu przez ETA zawieszenia broni, granica między nimi została przekroczona jeszcze raz. Grupa zamaskowanych młodych ludzi obrzuciła pociskami z farbą kilka ważnych budynków w centrum.

Oświadczenie członków ETA o powrocie do terroru oznacza przynajmniej dwie rzeczy.

Po pierwsze, przekreśla dotychczasową politykę rządu José Luis Rodrígueza Zapatero. Socjaliści zdają sobie z tego sprawę, bowiem już zmienili ton swojej retoryki i próbują wraz z opozycją montować ponadpartyjny pakt przeciw przemocy. 6 czerwca, następnego dnia po zerwaniu zawieszenia broni, de Juana Chaos został z powrotem przewieziony do więzienia, tym razem do zakładu w Aranjuez, z dala od Kraju Basków. Dwa dni później aresztowano w San Sebastian Arnaldo Otegi, najważniejszego polityka Batasuny.        

Po drugie, ruch ETA dowodzi, że organizacja bynajmniej nie jest tak słaba, jak by się wydawało. Separatyści wykorzystali moment spokoju na przegrupowanie sił i, jak pokazują pojedyncze wpadki poszczególnych komórek, zgromadzenie odpowiednich zapasów środków wybuchowych i broni. Już od pewnego czasu z francuskich więzień i wygnania w krajach Ameryki Południowej powracali do Hiszpanii byli szefowie i eksperci grupy z lat 70. i 80., jak José Antonio Urrutikoetxea, Juan Cruz Maiztegi Bengoa czy Juan Luis Eciolaza Galán. Co więcej, większość komentatorów, zachwycając się spadkiem popularności skrajnych baskijskich nacjonalistów wśród rzesz pracujących, nie zauważyła radykalizacji wychowanej w oparciu o nowy, postfrankistowski model oświaty, młodzieży, która o niebo lepiej niż starsi posługuje się przeżywającym starannie planowane odrodzenie baskijskim i coraz częściej organizuje nacjonalistyczne demonstracje, protestuje w obronie de Juany lub umieszcza na murach uniwersyteckich budynków rewolucyjne hasła.

Zapatero przegrał walkę polityczną z garstką terrorystów. Teraz czeka go trudniejsze zadanie – musi skonstruować sprawną koalicję przeciw przemocy, a przy tym podtrzymać wiarę w pokój wśród wielu młodych Basków i nie dać się ponieść emocjom. Oby nie wyręczył go w tym żaden krwawy zamach, który na nowo skierowałby ostrze społecznej krytyki w kierunku ETA... 


Copyright by © 2006 by e-polityka.pl - Pierwszy Polski Serwis Polityczny. Wszelkie Prawa Zastrzeżone.