Aby zapisać się na listę naszego newslettera, prosimy podać swój adres email:

 

Wyszukiwarka e-Polityki :

 

Strona Główna  |  Praca  |  Reklama  |  Kontakt

 

   e-Polityka.pl / Artykuły - Świat / Rok po wyborach prezydenckich w Meksyku - cz. 1               

dodaj do ulubionych | ustaw jako startową |  zarejestruj się  

  ..:: Polityka

  ..:: Inne

  ..:: Sonda

Czy jesteś zadowolony z rządów PO-PSL?


Tak

Średnio

Nie


  + wyniki

 

P - A - R - T - N - E - R - Z - Y

 



 
..:: Podobne Tematy
23-08-2010

 

22-12-2009

  Meksyk przyjazny homoseksualistom

02-05-2009

 

30-04-2009

  Meksyk: apel o pozostanie w domach

25-04-2009

  Nowy wirus grypy atakuje w Meksyku

30-07-2007

 

18-07-2007

 

+ zobacz więcej

Rok po wyborach prezydenckich w Meksyku - cz. 1 

05-07-2007

  Autor: Katarzyna Baran z Meksyku
1 lipca 2007, Zócalo, centralny plac Miasta Meksyk, ponad 100 tysięcy osób zgromadzonych w pierwszą rocznicę wyborów prezydenckich… Zwolennicy Anderesa Manuela Lopeza Obradora przybyli z całego kraju aby wyrazić swoje poparcie dla “prawowitego prezydenta”. Meksykańska lewica i jej sympatycy przemaszerowali ulicami miasta aby wyrazić swój protest przeciwko manipulacji i sfałszowaniu wynków wyborów, które miały miejsce rok temu.

 

 

Rok po wyborach. Wydawać by się mogło, że ludzie już zapomnieli, przyzwyczaili się. Z ciekawości udałam się na wiec, zeby zobaczyć kto przyjdzie, jakie będą nastroje. Tłum ludzi zrobił na mnie spore wrażenie. Napisy na transparentach wyrażające żal i opór oraz gorące okrzyki na cześć AMLO (tak zwolennicy przegranego kandydata nazywają Andresa Manuela Lopeza Obradora) utwierdziły mnie w przekonaniu, że naród nie zapomniał.

Kampania strachu i nienawiści

Czy faktycznie doszło do sfałszowania wyników wyborów? W poszukiwaniu odpowiedzi na to pytanie udałam się na rozmowy z ludźmi z PRD, partii niedoszłego prezydenta. “Oczywiście, że tak” – słszę odpowiedź. “Ale dlaczego tak uważacie?”

Mój rozmówca przytacza szereg nieprawidłowości, które zaczęły się już w trakcie kampanii prezydenckiej. Zgodnie z artykułem 38 Kodeksu Instytucji i Procedur Wyborczych zabronione jest zniesławienie kandydatów oraz prowadzenie brudnej kampanii wyborczej. Tymczasem Partia Akcji Narodowej wyemitowała szereg spotów wyborczych przedstawiających AMLO jako zagrożenie dla Meksyku. Rozpętano kampanię strachu. Oglądam te spoty, napawają mnie grozą… Przerażajaca muzyka, wymowne kolory, gra dźwięku i obrazu. W jednym z nich Andrés Manuel zestawiony jest z Carlosem Salinasem de Gortari (któremu to przypisuje się kryzys gospodarczy z 1994 roku), w innym z demonicznie przedstawionym Hugo Chavezem. Jeszcze inny spot wyborczy w prosty i wymowny sposób pokazuje, że pod rzadami AMLO 20 pesos będzie warte 10, że dewaluacja i bezrobocie to propozycje jakie ma do zaoferowania López Obrador. Felipe Calderón (kandydat Partii Akcji Narodowej, PAN) zapewnia o rzekomej nienawiści AMLO do przedsiebiorców i inwestorów.  

Po piętnastu dniach emisji agresywnego spotu przedstawiającego kandydata Patrii Rewolucji Demokratycznej (PRD) jako zagrożenia dla Meksyku Federalny Instytut Wybarczy orzekł, że jest on niezgodny z obowiazujacym prawem i zabronił jego emisji. Ale pietnaście dni emisji w godzinach największej ogladalności zrobiły swoje. Spora część społeczeństwa podchwyciła agrasywne hasło, uwierzyła w nie.

Ogromne sumy pieniędzy zainwestowane w brudną kampanię wyborczą przez firmy i organizacje takie jak Jumex, “Armate de Valor”, Sabritas czy Radę Koordynacyjną Przedsiebiorców a także zaangażowanie prezydenta Vicente Foxa (również z PAN) bez skrupułów wykorzystującego do tego celu środki publiczne również miały niebagatelny wpływ na zmniejszenie przewagi AMLO w sondażach przedwyborczych.

Trzy miesiące przed wyborami, Andrés Manuel cieszył się poparciem 34 % wyborców, Felipe Calderón mógł liczyć na zaledwie 18 %. W tym czasie coś musiało się wydarzyć. Zdaniem moich rozmówców z PRD brudna kampania wyborcza miała niebagatelny wpływ, nie był to jednak jedyny czynnik decydujący o zwycięstwie prawicowego kandydata.

Nieprawidłowości ciąg dalszy

Zdaniem sympatyków ALMO, główna instytucja odpowiedzialna za czystość wyborów czyli Federalny Instytut Wyborczy (IFE) nie spełnił swej roli, z prostego powodu: jego skład z przewodniczącym, Luisem Carlosem Ugalde został ustalony z klucza politycznego. Nie dziwią zatem decyzje takie jak orzeczenie o niezgodności emitowanego spotu wyborczego z obowiazujacym prawem dopiero po piętnastu dniach jego emisji, czy ostateczne uznanie wyników wyborów.

Poza tym, lewica posiada dowody na to, że dochodziło do kupowania głosów w najuboższych dzielnicach. Najpoważniejszy zarzut dotyczy nieprawidłowości w liczeniu głosów. Zgodnie z szacunkami PRD, w niewyjaśnionych okolicznościach zaginęło 1 400 tysięcy głosów.

W związku z powyższym, zaraz po ogłoszeniu oficjalnych wyników, PRD zarządała powtórnego przeliczenia wszystkich głosów, jednak odmówiono jej tego. Aby uspokoić nastroje społeczne, Trybunał Wyborczy zarządził przeliczenie części oddanych głosów. Wyniki tego przeliczenia bynajmniej nie uspokoiły sympatyków AMLO. Okazał się, że López Obrador miał średnią przewagę 1.8 głosu na okręg wyborczy. Pytanie pozostaje aktualne: dlaczego IFE i Trybunał Wyborczy nie zgadzają się na ponowne przeliczenie wszystkich głosów? Dlaczego pomimo tylu wątpliwości co do czystości wyborów przeszły nad wszystkim do porządku dziennego?

Mafia ukradła lewicy prezydencję?

“Mafia ukradła nam prezydancję” – ten wymowny tytuł nosi książka, która napisał Andrés Manuel. Co za mafia? Chodzi o grupy przedsiębiorców, które wyłożyły ogromne sumy pieniędzy aby nie dopuścić lewicowego kandydata do władzy. Nie bez znaczenia był też współudział mediów. Dwie największe stacje telewizyjne – Televisa i Tele Azteca – są propanowskie, podobnie jak większość prasy.

Mój przyjaciel David, wspomina czas kampani wyborczej: “od dawna interesuję się polityką i nigdy nie widziałem takiej kampanii nienawiści jak w 2006 roku. Wtedy naprawdę niebezpieczne było przyznanie się do swoich poglądów politycznych. Nagonka na Andresa Manuela osiągnęła niespotykane dotąd rozmiary”.

Skąd taki strach? Jako prezydent miasta Meksyk Andrés Manuel bynajmniej nie urządził żadnej nagonki na przedsiębiorców. Wręcz przeciwnie, miasto się rozwinęło, przyciągnęło nowe inwestycje. Mało tego, López Obrador porozumiał się z Carlosem Slimem, najbogatszym człowiekiem Meksyku i drugim po Billu Gatesie miliarderze świata, w sprawie odnowienia centrum miasta.

Ubiegłoroczne wybory prezydenckie pozostawiły wiele pytań. Skąd w Meksyku taki paniczny starch przed lewicą? Czyim interesom mógł zagrozić López Obrador? Kto tak naprawdę rządzi Meksykiem? Wreszcie, czy obecną sytuację w Meksyku można nazwać demokracją?

 

  drukuj   prześlij na email

  powrót   w górę

  Dodaj komentarz
 
Autor:
Tytuł:
Treść:

Przepisz kod z obrazka:    
+ powrót
 

Copyright by (C) 2007 by e-Polityka.pl - Biznes - Firma - Polityka. Wszelkie Prawa Zastrzeżone.

Kontakt  |  Reklama  |  Mapa Serwisu  |  Polityka Prywatności  |  O nas


e-Polityka.pl