Aby zapisać się na listę naszego newslettera, prosimy podać swój adres email:

 

Wyszukiwarka e-Polityki :

 

Strona Główna  |  Praca  |  Reklama  |  Kontakt

 

   e-Polityka.pl / Aktualności / Bezsenność w dżungli               

dodaj do ulubionych | ustaw jako startową |  zarejestruj się  

  ..:: Polityka

  ..:: Inne

  ..:: Sonda

Czy jesteś zadowolony z rządów PO-PSL?


Tak

Średnio

Nie


  + wyniki

 

P - A - R - T - N - E - R - Z - Y

 



 
..:: Podobne Tematy
Bezsenność w dżungli 

18-07-2007

  Autor: Maciej Czarnecki
Subcomandante Marcos z Meksyku, pierwszy rewolucjonista XXI wieku, wydał właśnie książkę. Niby żadna to sensacja, ale powieść przywódcy zapatystów to bynajmniej nie wspomnienia z czasów partyzantki, a... śmiały erotyk.

 

 

Prezentacja dzieła, ilustrowanego przez przyjaciela autora Antonio Ramireza, odbyła się na początku czerwca w Guadalajarze. Licząca niespełna 70 stron książeczka nosi tytuł "Noce ognia i bezsenności" i opowiada o historii miłości fikcyjnego rewolucjonisty, zwanego Sombre, i idealizowanej przez niego kobiety. Nie jest to debiut wszechstronnego Meksykanina – na swoim koncie ma już kryminał i kilka zbiorów esejów.

Marcos, legenda słynnego powstania meksykańskich Indian z lat 90., od kilku lat stara się umiejętnie łączyć role zamaskowanego partyzanta, stającego w obronie biednych chłopów, i gwiazdy zbuntowanej wersji pop-kultury, głoszącej hasła antyglobalizmu i światowej sprawiedliwości. Mariaż lokalnej indiańskiej biedoty i lewicowych idealistów z całego świata widać najlepiej w stanie Chiapas, gdzie od 2001 roku funkcjonują tolerowane przez meksykański rząd anarchistyczne komitety dobrej władzy, niezależne gminy, w których poplecznicy Marcosa sami zbierają podatki i przejmują funkcje władz samorządowych.

Ubrany na czarno, zawsze w nieodłącznej masce i z fajką, meksykański rewolucjonista zafascynował swoją aurą tajemniczości, zdecydowaniem i erudycją nie tylko miejscowych chłopów, ale i zagranicznych intelektualistów. Nikt nie wie kim jest naprawdę, ale wieść niesie, że pod warstwą czarnego materiału kryje się twarz Rafaela Sebastiána Guillén Vicente, byłego profesora filozofii z miasta Meksyk, który wstrząśnięty masakrą studentów z 1968 roku zrezygnował ze swojej posady i udał się do Chiapas, by żyć wśród Indian.

Charyzmatyczna postać naczelnego partyzanta Meksyku wypłynęła na szersze wody w 1994 roku, kiedy stanął on na czele protestów indiańskich chłopów przeciw podpisaniu przez Meksyk, Stany Zjednoczone i Kanadę porozumienia o strefie wolnego handlu NAFTA. Powstanie zapatystów, nawiązujących do innej chłopskiej rewolucji z lat 1911-1917 pod wodzą Emiliano Zapaty, trwało w miastach i miasteczkach przez 10 dni. Później partyzanci zostali zepchnięci do dżungli, gdzie miesiącami prowadzili jeszcze walkę zbrojną.

To wtedy Marcos stał się idolem tłumów. Próby poprawy losu biednych farmerów zjednały mu wielu Meksykanów. Sprzeciw wobec NAFTA, pierwotnie umotywowany obawą przed konkurencją tańszych produktów z USA, zwrócił zaś uwagę rosnących w siłę antyglobalistów (rok 1994 to pamiętne rozruchy w Seattle), którzy uczynili z niego ikonę oporu przeciw globalnemu kapitalizmowi. Na dobre walki skończyły się dopiero po 2000 roku, kiedy w Meksyku zapanowała demokracja, a nowy rząd zgodził się na rokowania z zapatystami.

Dziś Subcomandante świadomie stara się czarować obie grupy. Miejscowym oferuje ochronę przed wyzyskiem ze strony cudzoziemców i władz centralnych, samorządność i poczucie nowej tożsamości. W dniach od 11 do 14 października zamierza zorganizować w meksykańskim stanie Sonora kongres plemion indiańskich, którego nieprzypadkowo wybrana data (12 października to rocznica przybicia Kolumba do wybrzeży Ameryki) stworzy kolejną okazję do krytyki świata białego człowieka.

Dla antyglobalistów Meksykanin ma w zanadrzu sprzeciw wobec działań międzynarodowych koncernów i znoszenia barier w ponadnarodowym handlu. Ponadto Chiapas stanowi żywy poligon doświadczalny dla wszelkiej maści idealistów, którzy ściągają doń z całego świata, żeby realizować marzenia o lepszym świecie bez wojen, rządów i policji.

Złośliwi twierdzą, że Marcosowi bliżej już do gwiazdy rocka, niż partyzanta. Internetowe sklepy sprzedają koszulki i gadżety z jego podobizną. Magazyn Quién okrzyknął go symbolem seksu. Olivier Stone chciał nakręcić o nim film, a Benetton zaproponował udział w reklamie. Subcomandante często i chętnie udziela wywiadów, ale jak podkreśla, robi to dla dobra sprawy. Mówi się, że zapatyści stworzyli pierwszy nowoczesny ruch rewolucyjny, który nie tylko potrafił przeciwstawić się rządowi centralnemu, ale także opowiedzieć o tej walce światu za pośrednictwem telewizji i internetu.

Według Gustavo Estevy, byłego doradcy zapatystów, ich przywódca stał się nową ikoną, symbolem rewolucji, kimś na wzór Che Guevary albo młodego Fidela Castro. Marcos ma w sobie determinację Emiliano Zapaty, inteligencję Benito Suareza i ogień Manuela Hidalgo. A do tego samoświadomość godną bohaterów książek Dostojewskiego, bowiem nie tylko dostrzega ów mit, ale i go kreuje. W 2006 roku, kiedy przed wyborami prezydenckimi zdecydował się objechać kraj i wzywać do bojkotu głosowania, poruszał się wszędzie motocyklem, niczym młody Che odbywający swą podróż po Ameryce Południowej.

Głoszone przez Subcomandante hasła plemiennej solidarności i antykapitalizmu stawiają go w jednym szeregu z boliwijskim Evo Moralesem czy rządzącym w Wenezueli Hugo Chavezem. Marcos ma do wyboru: pójść w ich ślady i spróbować swoich sił w wyborach (od czego na razie się odżegnuje), albo dalej trzymać się tyle trudnej, co i wygodnej roli anarchisty i wolnomyśliciela. Cokolwiek w końcu postanowi, będzie musiał nie tylko walczyć o lepszy świat, ale i baczniej uważać, by nie dać się złapać w sidła komercyjnego lub politycznego establishmentu.

 

  drukuj   prześlij na email

  powrót   w górę

  Dodaj komentarz
 
Autor:
Tytuł:
Treść:

Przepisz kod z obrazka:    
+ powrót
 

Copyright by (C) 2007 by e-Polityka.pl - Biznes - Firma - Polityka. Wszelkie Prawa Zastrzeżone.

Kontakt  |  Reklama  |  Mapa Serwisu  |  Polityka Prywatności  |  O nas


e-Polityka.pl